Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/rozmowy/10610/ksiazka-to-cwiczenie-empatii---wywiad-ze-stefanem-hertmansem

Książka to ćwiczenie empatii - wywiad ze Stefanem Hertmansem

5 wartościowy tekst

Stefan Hertmans urodził się w 1951 roku w Gandawie. Jest jednym z najbardziej cenionych pisarzy języka niderlandzkiego. Napisał kilkanaście powieści, zbiorów opowiadań, esejów i wierszy, które wielokrotnie były nominowane do prestiżowych nagród literackich. Otrzymał między innymi Multatuli-prijs oraz F. Bordewijk-prijs.

Jego najsłynniejsza powieść Wojna i terpentyna ukazała się w szesnastu krajach, a w samej Holandii miała dwadzieścia wydań oraz zdobyła Nagrodę Kultury Flamandzkiej w kategorii Literatura w 2014 roku. W Polsce ukazały się także inne dzieła autora, jak powieść Głośniej niż śnieg oraz wybór wierszy Krajobraz według Carpaccia. W tym roku premierę ma jego najnowsza książka - Nawrócona, w której autor ponownie sięga do źródeł historycznych, by opowiedzieć historię ponadczasową.

W niewielkiej wiosce w Prowansji od niepamiętnych czasów mówi się o pogromie i ukrytym skarbie. Pod koniec XIX wieku w kairskiej synagodze zostają znalezione sensacyjne żydowskie dokumenty. Stefan Hertmans natrafia na ślady szlachetnie urodzonej młodej chrześcijanki z XI wieku, która z miłości do żydowskiego chłopaka zmarnowała sobie życie. Podąża za kobietą, która ignorując zakazy, podejmuje ucieczkę z ukochanym i udaje się w spektakularną podróż, ścigana przez wszystkich dokoła.

Hertmans nie zatrzymuje się jednak w tym miejscu. Trzyma w ręku lustro, w którym odbija się zarówno historia, jak i współczesne społeczeństwo. Tysiąc lat temu podczas krucjat chrześcijaństwo walczyło z islamem, Jerozolima przechodziła z rąk do rąk. Ginęli niewinni ludzie, inni musieli uciekać z ojczyzny. Dziś zmieniła się sceneria, konflikty pozostały te same.

„Nawrócona" powstała na podstawie źródeł historycznych. Za ich sprawą Stefan Hertmans trafił do chaotycznego świata namiętności, nienawiści, miłości i śmierci, a w końcu z Kairu ponownie do prowansalskiej wioski, która od paru dekad jest jego domem.

Milena Buszkiewicz: Mówi się że „Nawrócona” jest następcą „Wojny i terpentyny”. Obie te książki są ważnymi powieściami historycznymi i trudno uniknąć porównań. Co o tym sądzisz?

Stefan Hertmans: Z jednej strony tak, bo w istocie jedna książka następuje po drugiej, ale z drugiej strony, przed napisaniem „Wojny i terpentyny" nie miałem do czynienia z formą powieści dokumentalnej i ta powieść postawiła przede mną pewne wyzwania związane z poczuciem dyskontynuacji i z konstrukcją powieści. Musiałem poważnie przemyśleć konstrukcje, w związku z tym „Wojna i terpentyna” oparta jest na dziennikach starszego pana. Wiedziałem że nie mam do końca takiej samej swobody, jak przy innych powieściach, bo moja wolność jako autora ograniczona jest relacją powieści do faktów i dokumentów.

Pisząc „Nawróconą” miałem poczucie, że opanowałem już tę technikę pracy w relacji z dokumentem. W „Wojnie i terpentynie” jestem przekonany, że nie mogłem zastosować sposobu, który często widziany jest w produkcjach hollywoodzkich, mianowicie nie chciałem, aby czytelnik mógł przejść do pewnej bańki stworzonej przez historię, powiedzieć sobie - tutaj mamy sytuację podczas wojny czy po wojnie - i później wyjść z tej bańki. Kompletnie nie podoba mi się taki typ narracji. Nie pozwoliłem czytelnikowi wejść i wyjść z tego świata tworzonego przez fikcję. To samo chciałem zrobić w przypadku „Nawróconej”, nie pozwolić czytelnikowi wejść w iluzję, że pozna tę kobietę i jest w stanie być razem z nią w XI wieku. Chciałem stworzyć wrażenie, że czytelnik cierpi razem ze mną, że wie, że tej kobiety nie może wziąć w ramiona, choć by chciał, nie może jej pomóc. To poczucie, że jesteśmy teraz, ale jesteśmy za późno, jest czymś, co rozwijałem w „Wojnie i terpentynie”, ale myślę, że udało mi się całkowicie już opanować pisząc „Nawróconą”.

Przy „Wojnie i terpentynie” bodźcem do napisania książki był dziennik twojego dziadka, w przypadku „Nawróconej” przyszedł do ciebie sąsiad z artykułem. Jak pracuje się z historią i faktami, podanymi w tak różny sposób?

Choć to dwie różne książki, założenie w zasadzie jest bardzo podobne. W obu przypadkach to historia przyszła do mnie, odnalazła mnie i powiedziała „jestem istotna, proszę żebyś mnie opowiedział”. Mam wrażenie że historie po prostu mnie wybierają. Od dziesięciu lat mieszkam w tej samej wsi na Prowansji, czuję bardzo duże przywiązanie do tego krajobrazu, do tych gór. „Nawrócona” od początku tak naprawdę opiera się na mojej miłości do krajobrazu, do tego jak on wygląda, do zapachu tymianku i rozmarynu, który od wieków jest niezmienny. W przypadku „Wojny terpentyny” pracowałem bazując na sześciusetstronicowym pamiętniku mojego dziadka, jak również na moich wspomnieniach młodości, bo ta powieść zawiera elementy autobiograficzne. W „Nawróconej” korzystałem z mojego drugiego życia, które odnalazłem na Prowansji i z krajobrazu, który mnie tam otacza. Dzięki mojemu dziadkowi, którego pamiętniki wykorzystałem w „Wojnie i terpentynie” nauczyłem się miłość dla krajobrazu, dla zapachu trawy po deszczu i tego jak miłość do natury może przekształcić się w sztukę. Ta metamorfoza natury w kulturę jest czymś, co odkryłem dzięki mojemu dziadkowi. W przypadku „Nawróconej”, kiedy byłem na Prowansji wyobraziłem sobie jak ten sam krajobraz wyglądałby tysiąc lat temu. Jeżeli mamy porównać obie te książki, to są one troszeczkę jak odtworzenie fresku. Widzimy część obrazu, ale dużą część musimy domalować.

W „Nawróconej” zacząłem od researchu dotyczącego warunków, w których główna bohaterka powieści żyła i faktycznie zajęło mi dwa lata ustalenie, skąd ta dziewczyna będzie pochodzić, jako narrator chciałem ją poznać. Jeśli włączymy Google Maps i sprawdzimy lokalizację, z której pochodzę, to zdamy sobie sprawę z tego, że główna bohaterka mieszkała około stu metrów od mojego domu. Możemy powiedzieć, że jest moją sąsiadką, dzieli ją ode mnie zaledwie sto metrów, ale też tysiąc lat historii. Jeżeli jednak trochę jak dziecko wyobrazimy sobie, że idziemy wstecz przez te tysiąc lat, że spotykamy tę bohaterkę, że jesteśmy w stanie obdarzyć ją współczuciem, powiedzieć: biedactwo, straciłaś praktycznie wszystko, a masz dopiero dwadzieścia trzy lata i jak sobie z tym poradzisz?, to zdamy sobie sprawę z tego, że ta książka to ćwiczenie empatii. To jest bardzo ważny element. Sam mieszkając w Brukseli codziennie patrzę na los uchodźców.

W „Nawróconej” piszesz o uchodźcach, którzy szukają bezpiecznego miejsca w niebezpiecznych czasach. Historia zatacza krąg?

Tak, to prawda. Z drugiej strony, nigdy nie staram się moralizować. Moim zdaniem w momencie kiedy autor zaczyna prawić morały, zaczyna również tworzyć złą literaturę. Chcę tylko opowiadać historię, być narratorem. Moja powieść zaczęła się od manuskryptu i wciąż mam jego kopie. To bardzo piękna rzecz, ale pierwszy pomysł, który miałem na napisanie tej historii, zrodził się z potrzeby opowiedzenia komuś o mojej wiosce i o tym, co działo się z nią podczas różnych wieków. Zastanawiałem się, czy mieszkańcy wioski wiedzącą, co działo się tam tysiąc lat temu. Podczas moich badań trafiłem na dokument napisany przez arabskiego kronikarza, która mówił o tym, że w XI wieku pielgrzymi nie byli w stanie przejść przez Syrię, dlatego że było to zbyt niebezpieczne. Tego samego dnia włączyłem telewizor i uderzyło mnie, że zatoczyliśmy pełne koło, że znów Syria jest zbyt niebezpieczna, żeby ją przejść.

Europa za czasów kiedy żyła nasza bohaterka zmieniała się i te zmiany mają konsekwencje do dzisiaj. Nie starałem się jednak przedstawiać historii z morałem, chciałem tylko opowiedzieć o życiu pewnej dziewczyny. Gdybym zaczął proces pisania od tego, że wiem, że istnieje dżihad, że zaszły akty terroryzmu w Brukseli, to stworzyłbym słabą powieść. Ale zacząłem w pewnym sensie od pozycji niewinności, od zadania pytania, kim jest ta dziewczyna i co mogę o niej opowiedzieć. Oczywiście widzimy po przeczytaniu całej książki, że istnieją istotne podobieństwa między tą historią, a tym, co dzieje się obecnie na świecie. Widzimy, że wiele konfliktów zaczęło się chociażby od papieża Urbana, kiedy za jego czasów nastąpiły pierwsze pogromy. Wcześniej żydzi i chrześcijanie mogli żyć razem, mogli żyć wspólnie bez konfliktów. Pogromy, o których wiemy, zaczęły się za czasów naszej bohaterki. Kiedy pisałem, uderzyło mnie, że faktycznie świat, który tworzę w powieści, jest bardzo podobny do tego, co dzieje się teraz, ale jako pisarz nie powinienem tego mówić czytelnikowi, tego typu podobieństwa czytelnik powinien odkryć sam. Moją rolą nie jest wskazywanie tego, co moralne, jako pisarz chcę po prostu opowiedzieć dobrą historię.

Twoja książka porusza wiele bardzo ważnych tematów. Upraszczając mogłabym powiedzieć, że jest o miłości, religii i migracji lub po prostu o dziewczynie z twojej wioski, ale byłoby to wciąż niewystarczające, jak ty patrzysz na swoją powieść? Jakbyś opisał ją czytelnikowi, który dopiero planuje lekturę „Nawróconej”?

Pokrótce mówiąc ta książka jest o wiecznej tragedii utraty korzeni i o pytaniu, czym jest tożsamość. Czy tożsamość to coś stałego, coś co jest nam raz dane? Czy jeśli teraz jesteś Polką albo Polakiem, to zawsze nią, nim będziesz? Jeśli urodzę się jako Flamandczyk, to zawsze nim będę, czy może tożsamość jest czymś dynamicznym i może się zmienić? Bo przecież jeżeli wyjedziesz z Polski do Nowego Jorku, to po dwudziestu latach będziesz zupełnie inną osobą, niż gdybyś została w Poznaniu. Z innej strony książka mówi też o cierpieniu bohaterki, która nie potrafi zapomnieć, znaleźć sobie miejsca. Jest córką wikingów, z pochodzenia Skandynawką i ta niebieskooka blondynka żyje jako żydówka sefardyjskia w Kairze, więc musimy zadać sobie pytanie, jak to się stało? W pewnym sensie jest to historia uniwersalna. Przecież po wojnie wielu rolników z Holandii wyjechał do Stanów Zjednoczonych, mnóstwo Polaków obecnie pracuję w Holandii. Choć politycy chcą nam wmówić, że nasza tożsamość to to samo, co nasz naród, nie jest to prawdą. Tożsamość to tylko po części nasza narodowość. Jeżeli wyjdziesz za mąż za kogoś z Afryki, to w rezultacie twoja tożsamość ulegnie pewnym zmianom.

Tożsamości jako coś zmiennego jest pochodną tego, że sam świat też się zmienia. Moja książka zadaje pytania o religię i o tożsamość, trochę w pewnym sensie odnosi się do historii Romea i Julii, może tylko z opóźnieniem. Romeo i Julia to przecież historia o tym, że miłość w związku nas zmienia. Gdy wstępujemy w związek to osoba, z którą jesteśmy nas zmienia, a my zmieniamy ją. Po tej miłości nigdy już nie będziemy tacy sami, miłość to mieszanie się. Na całym świecie widzimy jak ludzie z różnych ras zakochują się sobie w sobie, uprawiają seks i mają dzieci. Tożsamość tych dzieci jest czymś nowym.

Politycy mogą mówić, że powinniśmy zamknąć granice, że powinniśmy chronić naszą czystość narodową, ale tak naprawdę idea czystych narodów jest czymś zupełnie nowym w historii. Podczas moich badań odkryłem, że tak naprawdę idea czystości narodowych nie ma więcej niż dwieście lat, wymyśliliśmy ją stosunkowo niedawno. Lubimy sobie mówić, że mobilny styl życia, dzięki któremu żyjemy w kilku krajach i stykamy się z różnymi ludźmi jest czymś, co wynaleźliśmy, ale tak naprawdę ludzie żyjący w średniowieczu byli znacznie bardziej dynamiczni pod tym względem niż my.


Pokaż wszystkie rozmowy
Komentarze
Autor:  Milena |  wypowiedzi: 3  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 546
Milena
13-07-2018 11:03
Zapraszam do dyskusji.
książek: 41
Legeriusz
16-07-2018 00:24
Wypowiedzi autora zdają się mądre, ważkie, ale zdanie: "Podczas moich badań odkryłem, że tak naprawdę idea czystości narodowych nie ma więcej niż dwieście lat, wymyśliliśmy ją stosunkowo niedawno." spowodowało, że zwątpiłem. To jakieś odkrycie? Konieczne były badania? Zresztą analogie często mogą prowadzić na manowce. Obecnie problemem jest skala migracji, nie sam fakt. No i swoją drogą, gdzie... Wypowiedzi autora zdają się mądre, ważkie, ale zdanie: "Podczas moich badań odkryłem, że tak naprawdę idea czystości narodowych nie ma więcej niż dwieście lat, wymyśliliśmy ją stosunkowo niedawno." spowodowało, że zwątpiłem. To jakieś odkrycie? Konieczne były badania? Zresztą analogie często mogą prowadzić na manowce. Obecnie problemem jest skala migracji, nie sam fakt. No i swoją drogą, gdzie są dziś antyczni Rzymianie? O to właśnie idzie...
pokaż więcej
książek: 1826
awita
16-07-2018 07:52
Bardzo interesujący pisarz. "Wojna i terpentyna" była dla mnie objawieniem, że można tak właśnie pisać, podążając za realną historią i stopniowo odkrywając fakty, równolegle dokładając własną, współczesną refleksję. Powieść dokumentalna - wydaje mi się, że będę tropić ten właśnie gatunek, takie pogranicze dokumentu, fikcji, eseju. "Nawróconą" czym prędzej muszę przeczytać!
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Szpital Przemienienia

Wyciszająca, niespieszna i nostalgiczna opowieść w formie niesłychanie przystępnego traktatu filozoficznego. Zamknięci w wiejskim szpitalu psych...

zgłoś błąd zgłoś błąd