Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/publicystyka/9633/tajemnice-ogrodu

Tajemnice ogrodu

19 wartościowy tekst

Za oknem jesienna szaruga, o urlopie i wakacjach już dawno zapomnieliśmy, a następne dni beztroski ledwo majaczące na odległym horyzoncie przesłania gęsta mgła codziennej krzątaniny. Macie jakieś sprawdzone sposoby na tę szarość? Dla mnie pomocne okazują się być książki z opisami bezkresnych horyzontów, wciągające filmy oraz… planowanie przyszłorocznych wojaży.

Jednym z niezawodnych sposobów jest lektura książki „Tajemniczy ogród” Frances Hodgson Burnett lub oglądanie jej ekranizacji z 1993 r. w reżyserii Agnieszki Holland. A gdy i to zawiedzie pozostają jeszcze pełne przygód spacery po meandrach polskich tłumaczeń książki oraz wyprawy w głąb jej pełnych różnorodnych znaczeń ilustracji. Chcecie się przyłączyć? Zapraszam Was zatem w podróż po tajemnicach ogrodu.

Klucz do ogrodu1

Frances Eliza Hodgson Burnett była brytyjsko-angielską pisarską, której dorobek obejmował aż trzydzieści dziewięć książek. Choć pisała bardzo popularne w drugiej połowie XIX wieku powieści obyczajowe dziś pamiętana jest głównie dzięki trzem, wielokrotnie wznawianym i do dziś bardzo popularnym, książkom dla dzieci: Małej księżniczce, Małemu lordowi oraz Tajemniczemu ogrodowi. W każdej z tych książek odnajdziemy charakterystyczne dla jej twórczości wątki oraz echa życiowych doświadczeń samej autorki: sieroctwo lub półsieroctwo (w trzech wyżej wspomnianych utworach), przeprowadzka do innego, obcego kraju (podobnie), nagła zmiana losu i samotność oraz opieka nieznanych krewnych lub przyjaciół rodziny (jak wyżej) i inne.

„Tajemniczy ogród” powstawał etapami: część napisała Burnett zainspirowana pięknymi widokami podczas jednej z wizyt w Buile Hill Park – wielkim parku z wybudowanym tam w pierwszej połowie XIX wieku dworem - w Seedley, Saliford w hrabstwie Greater Manchester w Anglii. Przeważająca większość tekstu napisana jednak została w ukochanej siedzibie pisarki w Great Maytham Hall w hrabstwie Kent, gdzie autorka spędziła dziewięć lat życia przed ostatecznym przeniesieniem się do Stanów Zjednoczonych. Frances Burnett, podobnie jak jej powieściowa bohaterka, znalazła tam założony w 1721 roku zaniedbany i zarośnięty ogród otoczony murem, do którego trafiła prowadzona przez rudzika odkrywając drzwi ukryte w ścianie bluszczu. Postanowiła przywrócić go do życia sądząc w nim setki róż, a ogród odwdzięczył się jej, zapewniając spokój i natchnienie – siedząc w altance, ubrana zawsze w białą sukienkę i duży kapelusz, napisała kilka książek otoczona zapachami i widokiem ogrodu, w tym „Tajemniczy ogród” właśnie. Premiera utworu w formie zwartej miała miejsce w Nowym Jorku w 1911 r., nieco później w tym samym roku w Anglii, rok wcześniej był drukowany w odcinkach w amerykańskim czasopiśmie. Amerykańskie wydanie powieści zilustrowała Maria Louise Kirk, oprawę ilustracyjną brytyjskiej edycji książki zadbał Charles Heath Robinson.

Ta z pozoru prosta opowieść dla dzieci o dwojgu małych istotach zaniedbanych przez swoich rodziców, jak tytułowy tajemniczy ogród, czerpie pełnymi garściami z brytyjskiej literatury dziewiętnastowiecznej. Zajdziemy w niej echa twórczości Charlesa Dickensa (nieszczęśliwe sieroty, choroby, odrzucenie dziecka przez rodziców i surowy klimat na początku książki), elementy ponurej architektury i krajobrazu rodem z książek sióstr Brontë – Charlotte i Emily Jane (stojący na odludziu wielki dwór o stu nieużywanych pokojach, a tylko kilku używanych, ogromne szare wrzosowisko zimą), a także pojawiający się w powieści Emily Jane Brontë wątek ukrywania osoby chorej w bocznym skrzydle dworu. Odkryjemy jednak elementy nowe, jasne, równoważące ciężar pierwszej części powieści: przestrzeń pełną zieleni i feerii barw kwiatów, odprężający kontakt człowieka z przyrodą oraz wątki przyjaźni

Znaczące jest to, że powieść za życia autorki nie doczekała się takiej popularności jak jej poprzednie książki dla dzieci – opublikowany dwadzieścia pięć lat wcześniej „Mały Lord” cieszył się niesłabnącym uznaniem, a ubiór głównego bohatera (aksamitne ubranie chłopięce) wyznaczył kanon chłopięcej mody tamtych lat w krajach anglosaskich. Obecnie, po ćwierćwieczu badań literackich nad literaturą dziecięcą, odbiór dzieł pisarki znacznie się zmienił: „Mały Lord” nieco się zestarzał zajmuje trzecie miejsce pod względem popularności jej dzieł, wyprzedza go „Mała księżniczka”, zaś najwyższe podium od lat okupuje „Tajemniczy ogród”, utwór najbardziej uniwersalny w zakresie tematyki, ale także wypływającego z niego przesłania. Niektórzy krytycy twierdzą, że jest on najlepszą dziecięcą książką XX wieku. Co ciekawe bardzo często pojawia się w rozmaitych angielskich zestawieniach dzieł literatury powszechnej, które trzeba znać, jako jedna z nielicznych (obok m. in. „Alicji w Krainie Czarów”) książek dziecięcych.

Dialogi i obrazki

Dzieci najbardziej lubią w książkach ilustracje i dialogi (w tej kolejności). Obserwację tego rodzaju poczynił już Lewis Carroll w drugiej połowie XIX wieku, wkładając w usta swojej najsłynniejszej bohaterki – Alicji – następujące pytanie retoryczne: A jaki może być pożytek z książki (…) w której nie ma ani ilustracji, ani konwersacji?2 (lub A cóż jest warta książka […] w której nie ma rozmów ani obrazków?3). Pójdźmy więc tym tropem i poszukajmy tajemnic ukrytych w słowach i obrazach tej książki. Okoliczności są sprzyjające z uwagi na to, że tekst książki jest dostępny dla polskiego czytelnika (którego wiek życia niekoniecznie można wyrazić jedną cyfrą) w sześciu przekładach (a jeden z nich w licznych opracowaniach, o czym pisałam już w tym artykule). Szata graficzna polskich wydań utworu także oferuje wachlarz różnych stylów i umożliwia wybranie swojej ulubionej publikacji. Warto może przypomnieć, że fabuła książki, której autorka była z urodzenia Angielką, toczy się głównie w Anglii, choć początkowe reminiscencje przenoszą przez moment czytelnika do Indii, gdzie urodziła się i wychowywała do dziewiątego roku Mary Lennox, główna protagonistka. Zarówno treść, jak i ilustracje mogą stanowić wyzwanie dla co ambitniejszych tłumaczy i artystów: w powieści pojawiają się wątki indyjskie, zaś umiejscowienie akcji w dwóch różnych kulturowo krajach, zarówno we wnętrzach, jak i niezwykłych ogrodach stwarza możliwość wykazania się kreatywnością i giętkością jeżyka (tekst), jak i nieskrępowaną wyobraźnią (ilustracje). Zobaczmy, jak poradzili sobie z nimi różni autorzy przekładów i ilustracji. Z uwagi na brak dostępu do przekładu Rafała Dawidowicza (jest on bardzo trudny do zdobycia) pisząca te słowa nie wzięła go pod uwagę w poniższych rozważaniach.

Tłumaczenia i niewytłumaczalne wariacje

Polski czytelnik ma do dyspozycji tłumaczenia sześciu autorów, którzy dokonali przekładu tekstu książki z języka angielskiego. Pierwsze polskie wydanie książki ukazało się już w 1914 roku, opublikowane przez nakład Gebethnera i Wolffa, tłumaczenia dokonała Jadwiga Włodarkiewicz4 (w niektórych wydaniach książki pisanej jako Włodarkiewiczowa), a ilustracje sporządziła Wanda Sołowijówna. Tekst miał osiem wydań w tej oficynie, ostatnie z nich ukazało się w 1949 r., a rok później władze komunistyczne zlikwidowały to przedsiębiorstwo wydawnicze i księgarskie. Przekład ten w ciągu ponad stu lat doczekał się największej liczby wznowień (również w bieżącym roku), ale także największej ilości wariacji: redakcji tekstu, zmiany przestarzałego stylu i słownictwa. W rezultacie, obok nazwiska tłumaczki, wydawcy najczęściej podają także nazwisko (lub nazwiska) autora redakcji lub opracowania tekstu, czytelnik zaś może wybierać spośród co najmniej ośmiu wariantów tego tłumaczenia.

Dla zobrazowania różnic, związanych z gustem językowym i estetycznym redaktorów tekstu przekładu, a także zapewne czasu wydania książki oraz związanego z nim poziomu słownictwa dzieci i młodzieży (książka była i jest lekturą na różnych poziomach edukacyjnych) poniżej zamieszczono warianty brzmienia tytułu pierwszego rozdziału, który stanowi dobry przykład największych różnic tekstu tej samej, bądź co bądź, tłumaczki:

- Nikt nie został przy życiu (przekł. z roku 1914 Jadwiga Włodarkiewicz, oprac. Izabella Korsak, Nasza Księgarnia, 1996);

- Nie został nikt (przeł. Jadwiga Włodarkiewicz, oprac. Iwona Fedan, Zielona Sowa, 1998);

- Nikt się nie ostał (przeł. Jadwiga Włodarkiewicz, opracowanie i redakcja Maria Zagnińska, Wydawnictwo GREG, 2016).

Osoby zainteresowane oryginalnym tekstem tłumaczenia Jadwigi Włodarkiewicz (wydanie piąte z 1937 r.) zapraszam na tę stronę.

Następne chronologicznie było tłumaczenie, którego autorką była Anna Staniewska5 opublikowane w 1995 roku. Potem tekst książki przełożyli na język polski także Zbigniew Batko6 w 1997 r., Rafał Dawidowicz7 w 2000 r., Paweł Beręsewicz8 w 2009 r. oraz Saskia Milaneau de Longchamp9 w 2011 r.

Nazwy własne i cudze

Różnice w przekładach „Tajemniczego ogrodu” F. Hodgson Burnett nie są tak spektakularne, jak w przypadku „Alicji w Krainie Czarów” Lewisa Carrolla (pisałam o tym w tym artykule) czy „Małego Księcia” Antoine de Saint-Exupery’ego (więc informacji znajdziecie tutaj). Kilka kwestii może jednak przyciągnąć uwagę czytelników lubiących ciekawostki dotyczące książek lub kwestie lingwistyczne. Z reguły najpierw interesują badaczy nazwy własne. Z pozoru sprawa jest prosta i jednoznaczna, bowiem zdawać by się mogło, że we wszystkich przekładach ich autorzy pozostawili oryginalne nazwy miejsc i miejscowości oraz imiona i nazwiska bohaterów. Po wnikliwej analizie okazuje się, że kwestia ta jest nieco bardziej skomplikowana. Większość imion i nazwisk pozostawiono w wersji oryginalnej: Mary, Colin, Archibald Craven, Ben Weatherstaff itd. Natomiast imię służącej, która opiekuje się główną bohaterką Mary w domu jej wuja, w niektórych wydaniach książki pozostawiono w oryginalnej pisowni angielskiej – „Martha” występuje w tłumaczeniu Zbigniewa Batko, Jadwigi Włodarkiewicz (wydawca podaje błędnie nazwisko tłumaczki jako Włodarczyk) zredagowanym przez Justynę Kubacką, a także w przekładzie tej samej autorki opracowanym przez wydawnictwo Algo oraz w opracowaniu Izabelli Korsak. Na spolszczenie imienia do formy „Marta” zdecydowali się Anna Staniewska, Paweł Beręsewicz, Saskia Milaneau de Longchamp.

Także imię matki i siostry chłopca z wrzosowiska, Dickona, znajdziemy w dwóch formach: pierwsza tłumaczka spolszcza je, co daje Zuzannę i Elżunię. Pozostali tłumacze pozostawiające w wersji angielskiej, jako Susan i Lizabeth Ellen. W zredagowanym przez Justynę Kubacką pierwszym polskim przekładzie znalazły się formy Susan i Lizbeth.

Zabawną sytuację spotkamy w przypadku tłumaczenia wyrazu ayah, pochodzącego z języka hindi i oznaczającego nianię lub pokojówkę. Autorka pisała co prawda ten wyraz wielką literą (podobnie jak inne słowa pochodzące z hindi, np. Mem Sahib), ale z przedimkiem nieokreślonym „an” sugerującym jednoznacznie rzeczownik (funkcję, zawód itd.), nie nazwę własną. Pierwsza tłumaczka Jadwiga Włodarkiewicz ewidentnie zrozumiała zamysł autorki, stąd w jej pierwotnym tekście znajdziemy następujący fragment: oddała ją pod opiekę niańki Hinduski, zwanej w narzeczu tamecznem Ayah; zapewne niepotrzebnie użyła wielkiej litery. Niektórzy opracowujący tekst zmienili go na następujący: oddała ją pod opiekę niańki, Hinduski, zwanej w tamtejszym języku Ayah, inni zredukowali go do oddała ją pod opiekę niańki Hinduski, zwanej Ayah, co sugeruje, że jest to imię owej niańki. Zbigniew Batko zapisuje nazwę niani w postaci „aja” i zamieszcza przypis wyjaśniający, że jest to określenie pokojówki lub niańki w języku hindi, Paweł Beręsewicz używa słowa ajah (małą literą) i także uzupełnia je przypisem, podobną (choć bez przypisu) formę znajdziemy w tekście Anny Staniewskiej oraz Saskii Milaneau de Longchamp.

Inną nazwą własną, w kwestii której tłumacze mieli różne pomysły, jest nazwa dworu, do którego przyjechała Mary, będącego własnością jej wuja Archibalda Cravena. Domostwo zwie się w oryginale Misselthwaite Manor i bez zmian jego nazwę pozostawili w swoich przekładach Jadwiga Włodarkiewicz, Zbigniew Batko i Paweł Beręsewicz. Na Dwór Misselthwaite przemianowali je Anna Staniewska i Saskia Milaneau de Longchamp. Najbardziej zaskakującą nazwę podarowali czytelnikom Paulina Wierzbicka i Tadeusz Zysk, redaktorzy tekstu Jadwiga Włodarkiewicz – w ich ujęciu jest to Paszkoci Dwór. Staje się to nieco bardzo zrozumiałe, gdy odnajdziemy nazwy angielskie paszkota - missel thrush, mistle thrush albo mistletoe thrush (jemiołowy drozd) – które zdecydowanie nawiązują do pierwszego członu nazwy dworu.

Autorka książki nadała postaciom znaczące nazwiska: wuj Mary pan Archibald Craven ucieka przed własnym dzieckiem i powierzoną mu bratanicą żony i dlatego jego nazwisko oznacza tchórza, ciekawie skontrastowane z imieniem złożonym z elementów oznaczających kogoś prawdziwego i śmiałego, co dobrze oddaje rozdarcie postaci. Ponury lokaj Cravena nazywa się Pitcher, czyli dzban, co staje się bardziej zrozumiałe, gdy pamiętamy, iż w książce wspomniano, że służba nie żałuje sobie trunków podczas nieobecności pana w domu. Ogrodnik otrzymał nazwisko Weatherstaff, bowiem jest pracownikiem pogody, Dickon i jego matka, uprawiający ogródek i mający dobrą rękę do roślin nazywają się Sowerby (sower – siewca). Z jednej strony zatem docenić zatem należy szacunek tłumaczy do oryginalnych nazwisk postaci, z innej można żałować, że nie każdy odczyta wymowę personaliów bohaterów opowieści.

Chłopiec czy jego część

Pod koniec książki, w przedostatnim rozdziale w scenie, gdy dzieci wraz z ogrodnikiem Benem Weatherstaff śpiewają pieśń dziękczynną w tajemniczym ogrodzie, pojawia się matka Dickona – jednego z bohaterów. Ta prosta, wiejska kobieta zwraca się do chłopca – dziedzica dworu i zamiast użyć zwyczajowego zwrotu „paniczu” pod wpływem wzruszenia wykrzykuje bardziej emocjonalny zwrot. W oryginale mówi: „dear lad” co stanowi ciekawe połączenie czułości i mowy potocznej, które można byłoby oddać jako „drogi chłopaku”. Tłumacze oddają to jednak nieco inaczej: Jadwiga Włodarkiewicz jako „dziecko moje drogie” autorskiej wersji lub „moje drogie dziecko” w nowszych wydaniach; Zbigniew Batko w formie „drogie dziecko”, Anna Staniewska w postaci „drogi chłopcze”, Saskia Milaneau de Longchamp jako matczyne „mój chłopcze”, natomiast Paweł Beręsewicz w ciekawy sposób łączy potrzebę aktualizacji słownictwa dziecięcego z oddaniem zamysłu autorki wybierając zwrot „chłopaku”.

Najdziwniejszą kwestię, z jaką się kiedykolwiek spotkałam w kontekście tłumaczenia literatury dziecięcej, stanowi imię jednego z bohaterów. Pochodzący z nizin społecznych (matka jest wieśniaczką, ma dwanaścioro dzieci, rodzina żyje na skraju ubóstwa, najstarsza siostra jest służącą we dworze) chłopiec – zaklinacz zwierząt ma w oryginale na imię Dickon. Takie też imię znajdziemy w przekładzie Pawła Beręsewicza. Inni tłumacze zmienili, z nieznanych powodów, imię chłopca na Dick – tak jest w tekście tłumaczenia autorstwa Jadwigi Włodarkiewicz, Anna Staniewska, Zbigniewa Batko oraz Saskii Milaneau de Longchamp. W tym miejscu warto wyjaśnić czytelnikom słabo znającym język angielski, że słówko „dick” jest wulgarnym angielskim określeniem penisa. Taka a nie inna forma imienia w książce dla dzieci, które – nota bene – coraz lepiej znają słówka angielskie, zwłaszcza nieoficjalne (w egzemplarzu bibliotecznym, z którego korzystałam, jakiś gorliwy uczeń kilka razy usłużnie przetłumaczył dosłownie na język polski imię bohatera) wydaje się co najmniej dyskusyjna. Sytuacja mogłaby być zrozumiała w przypadku pierwszej tłumaczki, której przekład powstał ponad sto lat temu – nie wiadomo, czy wtedy używano to słowo w takim znaczeniu, a nawet jeśli tak – czy było to wiadome naszym rodakom, zwłaszcza młodym. Zupełnie nie rozumiem zamysłu pozostałych autorów przekładów – czy jest to przypadek, bezmyślność czy perfidna „edukacja” dzieci w kwestiach pozalekturowych?

Ćwierkać, świstać, kwilić, pitpilitać i pimpilić10

Zawile wyglądają kwestie związane z występującymi w powieści ptakami. Każdy szanujący się ornitolog złapałby się za głowę stwierdziwszy, że ptak, którego nazwa oryginalna brzmi „robin”, a polskie dosłowne tłumaczenie brzmi rudzik (Jadwiga Włodarkiewicz – w opracowaniach i redakcji, Paweł Beręsewicz, Zbigniew Batko, Saskia Milaneau de Longchamp, Anna Staniewska) dla pierwszej tłumaczki był gilem. Pamiętając o ważnej niegdyś dla autorów polskich przekładów utworów dla dzieci zasady domestykacji (udomowiania czyli osadzania opowieści w realiach znanych małemu czytelnikowi) możemy domniemywać, że był to przemyślany zabieg, bowiem gila zna (a może raczej – znało, jako że nie jest pewne czy można go aktualnie zobaczyć w jakiejś aplikacji na smartfon) każde polskie dziecko.

W toku opowieści natknąć się możemy na wątek gniazda… jakiegoś kolejnego ptaka. Kwestia jakiego wydaje się prosta do rozstrzygnięcia jeżeli czytamy tekst oryginalny – jest to jakiś gatunek drozda (thrush). Pierwszy człon nazwy sugeruje upodobanie do owoców jemioły. Drozda obstawili Paweł Beręsewicz, Saskia Milaneau de Longchamp i Anna Staniewska. Jagody jemioły są przysmakiem paszkota, który jest zresztą jednym z głównych gatunków roznoszących owoce jemioły na inne drzewa, na których roślina pasożytuje. Paszkota znajdziemy w tekście Jadwigi Włodarkiewicz, który zredagowali Paulina Wierzbicka i Tadeusz Zysk. Częściowo potwierdzają ten pomysł zawarte w tym wydaniu ilustracje Ingi Moore – ptak jej autorstwa na pewno należy do podrodziny drozdów, na co wskazują charakterystyczne cętki na upierzeniu brzuszka. Ale już ilustracja gniazda z nakrapianymi niebieskimi jajkami wskazuje jednoznacznie na drozda śpiewaka (paszkot składa białe jajka). Z kolei w pierwowzorze przekładu Jadwiga Włodarkiewicz oraz u Zbigniewa Batko znajdziemy mysikrólika, może ze względu na cechę, o której rozmawiali bohaterowie w kontekście tego ptaka – że trudno znaleźć jego gniazdo. Stworzenie to jednak zdecydowanie nie gustuje w owocach jemioły, preferując drobne owady i nasiona drzew iglastych. Z kolei niezwykłą amatorką jemioły jest, nomen omen, jemiołuszka zwyczajna. Może to o nią chodzi? Co prawda nie należy do drozdowatych, ale za to składa nakrapiane niebieskie jaja, choć jej brzuszek jest jednobarwny i bezcentkowy, ech… Dla rozstrzygnięcia tej sprawy niezbędny jest specjalista ornitolog. Znacie jakiegoś?

Gwarząc w dialekcie Yorkshire

Niezwykłością tekstu oryginalnego „Tajemniczego ogrodu” jest pojawienie się w nim dialektu Yorkshire. Dla uzupełnienia dodam, że znajdziemy go także w innych klasycznych powieściach angielskich – w „Wichrowych Wzgórzach” Emily Brontë i w „Nicholasie Nickelby” Charlesa Dickensa. Używa go w powieści pięć osób: służąca Marta, jej brat Dickon oraz ich matka Susan Sowerby oraz ogrodnik Ben Weatherstaff, a także tylko podczas sceny rozmowy z zawiadowcą stacji pani Medlock, gospodyni dworu Misselthwaite. W rozdziale, gdy pojawia się gospodyni, żeby odebrać Mary spod opieki żony oficera, która przywiozła ją z Indii do Londynu, chwilę później jest scena, gdy dziewczynka i jej opiekunka z dworu wuja siedzą w pociągu. Gospodyni przygląda się nieładnej i naburmuszonej dziewczynce i myśli o niej, używając słownictwa z Yorkshire: niemiłe dziecko (Jadwiga Włodarkiewicz), bez odniesienia do wyjaśnień określenia; popaprane dziecko, czyli zepsute, rozkapryszone i uparte – jak wyjaśnia lokalny termin gospodyni (Anna Staniewska); mała zgaga, czyli zepsuta i rozkapryszona (Zbigniew Batko), szpetna pannica – zepsuta i rozkapryszona (Saskia Milaneau de Longchamp); mrzęczliwe dziecko czy inaczej marudne (Paweł Beręsewicz podszedł do sprawy kreatywnie, wymyślając neologizm).

Przekładając rozmowy postaci używających dialektu prawie wszyscy tłumacze zastosowali kolokwializację, czyli oddali po polsku ich język stylem potocznym. W przemyślany sposób skontrastowali ich wypowiedzi z bardzo literackim językiem Mary i Colina, dwójki dzieci z wyższej sfery. Natomiast Paweł Beręsowicz jako jedyny zdecydował się oddać angielski dialekt stosując dialektyzację na gwarę polską. Ben Berensowicza mówi na przykład: Próżne to jak nie wiem co. Nic tylkob’ się do panien wdzięczył. Wszystkob’ zrobił byleb’ sie tylko popisać i ogonkiem pomachać. Pycha go rozdyma, ż’mało nie pęknie albo Niech skonam, jeśli kiedy wcześni widziałem u dzieciaka brzydszo i bardzi skwaszono buzie. Dzięki temu zabiegowi stylistycznemu po raz pierwszy mamy możliwość poczuć klimat tamtych stron i jorkszyrskiego temperamentu.

Panna Mary, kapryśnica z wyższej sfery

Dzieci pastora, dokuczające Mary w Indiach, śpiewały na jej widok pewną prześmiewczą piosenkę. Brzmiała ona w oryginale następująco:

Mistress Mary, quite contrary,
How does your garden grow?
With silver bells, And cockle shells,
And marigolds all in row11.

Pomijając ostatni wers, który powinien brzmieć And pretty maids all in a row tekst ten to popularna angielska rymowanka dziecięca o znaczeniu historycznym i religijnym, której pochodzenie i znaczenie wciąż jest dyskutowane. Pewny jest natomiast fakt, że powyższy tekst pochodzi z 1744 roku i, po zmianie wspomnianego ostatniego wersu, stanowi najstarszą znaną wersję rymowanki. Natomiast jej najpopularniejsza współczesna wersja brzmi nieco inaczej:

Mary, Mary, quite contrary,
How does your garden grow?
With silver bells, and cockle shells,
And pretty maids all in a row.
12

Istnieją co najmniej trzy wyjaśnienia źródła i znaczenia tego utworu. Pierwsze wskazuje na alegorię katolicyzmu, Mary to Maryja, matka Jezusa, srebrne dzwonki to dzwony kościelne, muszle kąkolu to muszle używane przez pielgrzymów na szlaku pielgrzymkowym świętego Jakuba do Santiago de Compostela w Hiszpanii, zaś ładne pokojówki to mniszki; interpretatorzy nie są natomiast zgodni czy jest to lament za przywróceniem katolicyzmu czy jego prześladowaniem. Inne interpretacja każe wiązań utwór z Marią, królową Szkotów, żyjącą w XVI wieku. Zwroty „jak rośnie twój ogród" odnosić się mają do jej panowania nad królestwem, „srebrne dzwonki" do katolickich dzwonów katedralnych, „muszle kąkolu" sugerują niewierność jej męża, a „ładne pokojówki w rzędzie” podsuwają aluzję do jej dwórek czterech Marii. W ostatnim wyjaśnieniu Mary jest identyfikowana jako Maria I Tudor (także XVI wiek), pytanie o ogród wskazuje na szydercze insynuacje do braku spadkobierców lub do powszechnej idei, że Anglia stała się katolickim wasalem lub „oddziałem" Hiszpanii i Habsburgów albo też może być to odniesienie do głównego ministra, Stephena Gardinera. „Zupełnie przeciwnie" odnosi się zaś miałoby do nieudanej próby odwrócenia zmian kościelnych dokonanych przez jej ojca Henryka VIII i jej brata Edwarda VI . „Ładne dziewczyny wszystkie z rzędu" uważane są za odniesienia do poronień lub egzekucji Lady Jane Grey albo też „rzędy i rzędy" wskazywać mają na egzekucje protestantów. Brak jednak dowodów na to, aby rymowanki znane były przed XVIII wiekiem, co automatycznie wyklucza wyjaśnienie drugie i trzecie.

W polskich wydaniach, jak się za chwilę przekonany, tłumacze niekoniecznie uwzględnili kontekst symboliczny wyliczanki, w tym nazwy poszczególnych gatunków kwiatów. Każdy z przekładów jest inny i nosi wyraźne piętno indywidualizmu swego autora.

Panno Mary, kapryśnico,
Odwróć zagniewane lico!
W twym ogródku rosną kwiatki,
Róże, dzwonki i bławatki.

(Jadwiga Włodarkiewicz)

Panno Mary, kapryśnico,
Odwróć zagniewane lico!
Czy w ogródku rosną kwiatki,
Róże, dzwonki i bławatki?

(Jadwiga Włodarkiewicz)

Pierwsza tłumaczka zdecydowanie skoncentrowała się na rytmie wiersza, dodając aż dwa nie występujące w oryginale kwiaty.

Mary, oj dana, panno zbuntowana
Co siejesz na swych grządkach?
Muszle szumiące, dzwoneczki grające
I aksamitki w rządkach
.
(Paweł Beręsewicz)

Ten tłumacz zastosował ciekawy fragment świadczący o domestyfikacji (oj dana – nawiązanie do polskiej piosenki ludowej) i jednocześnie wiernie oddając wszystkie wymienione elementy: muszle oraz dzwoneczki oraz – jak u Burnett – aksamitki.

Panna Mary z wyższej sfery
Sadzi sobie kwiatki.
Fiołki, dzwonki i gerbery,
Narcyzy i bratki.

(Zbigniew Batko)

Tym razem otrzymaliśmy zwięzłą, rytmiczną formę z treścią w której brak wątku buntu lub krnąbrności, z elementów oryginalnych dalszej części zachowały się tylko dzwonki.

Przekornicka panna Mary
Ma w ogródku dzwonki cztery
I wianuszki ze stokrotek
ukryte za żywopłotem

(Saskia Milaneau de Longchamp)

Tym razem ciekawy jest liczebnik cztery – dzwonki liturgiczne (harmoniczne) faktycznie występują jako cztery połączone jednym uchwytem. Niestety później odchodzi tekst od oryginału: stokrotki, wianuszki, żywopłot – te elementy nie pojawiły się w angielskiej wersji.

Ach, Marianno, krnąbrna panno,
jakie masz w ogródku kwiatki?
Mam muszelki, łubin wielki
Srebrne dzwonki, fiołki, bratki.

(Anna Staniewska)

Tym razem dosyć zaskakujący jest pomysł ze zmianą imienia na Mariannę – ani nie nawiązuje do imienia bohaterki, ani wspomnianych wyżej trzech Marii z interpretacji religijno-historycznej. Z oryginału wzięła autorka przekładu za to srebrne dzwonki i muszelki, dokładając za to z własnej kieszeni łubin i bratki.

Portrecista i architekt krajobrazu

Trudno wyobrazić sobie tę książkę bez ilustracji, a jednak niektórzy wydawcy nie biorą pod uwagę rozczarowania, jakie będzie udziałem czytelników ich książek i serwują jedną z najpiękniejszych historii o pięknie i potędze przyrody bez ilustracji choćby jednego listka. Pecha do takiej polityki wydawniczej miały dwa przekłady – Rafała Dawidowicza oraz Zbigniewa Batki, który mimo publikacji tekstu u trzech różnych wydawców nie doczekał się ilustrowanego wydania własnego tłumaczenia.

Inni wydawcy traktują ilustracje bardzo obcesowo, zamieszczając prace o wątpliwej jakości artystycznej lub estetycznej (małe, słabo widoczne, czarno-białe i o niskiej jakości nasycenia farby lub na nie najlepszym papierze.

Wśród wielu prac wyróżniają się ilustracje Charlesa Robinsona – stworzone do pierwszego brytyjskiego wydania. Rozpoznawalne po charakterystycznej kresce i ciemnej palecie barw doskonale oddają ducha czasu powstania książki oraz rozgrywanej w niej akcji. Pozy dzieci są sztuczne i wymuszone, ich mimika zaś sprawia wrażenie wystudiowanej, co świetnie oddaje charaktery dwójki głównych bohaterów powieści. Z uwagi na nastrój artysty można nazwać go malarzem klimatu.

Na uwagę zasługują także dzieła polskiej artystki Anny Stylo-Ginter13. Jej ilustracje są przyjazne, lekko nostalgiczne, skierowane do młodszych czytelników lub bardzo starszych. Operuje paletę barw jesiennych, dużo w jej pracach spokoju i chwilowego bezruchu. Artystkę można w związku z tym nazwać przyjaciółką dzieci.

Odmienny klimat przynoszą ilustracje Iwony Mazur, lepiej znanej obecnie miłośnikom ambitnych picturebooków jako Iwona Chmielewska14. Znajdziemy tutaj minimalizm, zgaszoną temperaturę kolorów oraz klimat wspominania, który pogłębia stylizowanie ilustracji na obrazy, a raczej na slajdy projektora bajek z lat siedemdziesiątych z zasadnicza ilustracją, ramką oraz zamieszczonym na dole tekstem korespondującym z tym, co oglądamy. Ta oprawa graficzna przynosi nastrój domowych wspomnień.

Czarno-białe prace Wandy Sołowijówny15 wydają się stać na rozdrożu między klasyczną techniką ilustracji rodem z czasów wiktoriańskich i podążaniem za modą początku nowego stulecia. Ich odbiór jest przyjemny, a jednocześnie skłania do zadawania pytań, cofania się i porównywania. Nazwijmy je zatem inspiracją do pracy umysłowo-estetycznej.

Inga Moore16 zachwyca dbałością o kompozycję obrazu oraz niezwykłą zdolnością do planowania zachwycającej architektury krajobrazu. Na jej pracach głównym bohaterem jest przyroda: ogrody i zwierzęta. Ludzie wydają się być tylko drobnymi elementarni tej doskonałej i pełnej harmonii kompozycji. Jako jedna z niewielu ilustratorów tej książki zadbała o całość oprawy graficznej – obwolutę okładki, stronę przedtytułową, tytułową, spis treści itd. Jej pracę można określić jako dobrze skomponowaną harmonię.

Prace Zuzanny Orlińskiej17 wkomponowują się w tekst, mają nieostre kontury, jakbyśmy właśnie przetarli dłonią (lub rękawem swetra) zamgloną szybę pojazdu, którym podróżujemy i przez chwilę zobaczyli fragment jakiejś sceny czy złapali ułamek emocji. Jej prace kojarzą się z dzieciństwem i przyklejaniem nosa do szyby samochodu (lub autobusu).

Natomiast Roberta Ingpena18 nie sposób nie nazwać portrecistą. Z czułą uwagą pochyla się nad każdym detalem portretowanych ludzi i zwierząt, nawet ilustracje roślin mają w sobie coś portretowego. Przyroda u niego jest zasygnalizowana, nie epatuje barwami ani formami, po prostu jest i służy człowiekowi.

Alicja Rybicka19 podarowała nam coś na kształt zielnika – kolorowe karty z przedstawionymi na nich ilustracjami roślin i zwierząt oraz ich krótkim opisem współistnieją z wykonanymi jakby w biegu szkicami sytuacji i postaci w nich złapanych, często w ruchu, z niektórymi elementami postaci (włosy ubiór) zaakcentowanymi wyraźną barwą, podczas gdy inne wydają się być tylko tłem.

Przezabawne, lekkie i urocze ilustracje Dariusza Żejmo20 mogą skraść serce i poprawić nastrój zarówno małych, jak i większych czytelników. Prosta, ale dynamiczna kreska, zwarta przestrzeń prac oraz niestandardowe potraktowanie tematu mogą zaskoczyć, ale także stanowić ciekawą kontrę do pełnych detali i barw prac innych artystów. Ilustracje te przywodzą na myśl zabawę, dzieciństwo, radość tworzenia, ale i oglądania książek z ilustracjami Bohdana Butenki czy obserwowanie powstających w ciągu kilku minut humorystycznych rysunków Edwarda Lutczyna, tworzących je na żywo w telewizyjnym programie „Butik”. Prace Dariusza Żejmo to kwintesencja humoru i dziecięcej beztroski oraz przeuroczy ewenement wśród poważnych, wycyzelowanych, a czasem mrocznych dzieł innych ilustratorów.

Na koniec wspomnę jeszcze o dziwnych, nie do końca spójnych pracach Agaty Łukszy21. Gdyby ilustratorka konsekwentnie skoncentrowała się na przygotowaniu prac przypominających w formie wycinanki (lub scenki konturowe), przypominające te z czasów regencji, wyszłoby to książce na dobre. Z uwagi jednak na pojawiające się miejscami kolorowe ilustracje ze wszystkimi detalami i wynikając stąd brak spójności, nie do końca rozumiem ideę, która przyświecała ilustratorce.

Chętni czytelnicy mogą sami porównać ilustracje i wybrać swoje ulubione, wystarczy zajrzeć na tę stronę.

Czy zdarzyło Wam się kiedyś kupić kolejny egzemplarz danego tytułu, ponieważ zainteresowała Was okładka lub ilustracje? A może sumiennie porównywaliście kiedyś dwa odmienne przekłady książki lub konfrontowaliście tłumaczenie z oryginalnym tekstem? Podzielcie się, proszę, swoimi doświadczeniami.

Jowita Marzec

  1. Tytuł rozdziału VII książki, w: F. Hodgson Burnett, Tajemniczy ogród, tł. Paweł Beręsewicz, il. Alicja Rybicka, Wydawnictwo Skrzat, 2016, s. 69
  2. L. Carroll, Przygody Alicji w Krainie Czarów, przeł. M. Słomczyński, il. J. Tenniel, Świat Książki, 2004, s. 9
  3. L. Carroll, Alicja w Krainie Czarów, przeł. A. Marianowicz, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2006, s. 5
  4. Z uwagi na wielość wydań z tym tłumaczeniem w teście zaznaczone zostanie przywoływanie wydanie przez wskazanie w nawiasie wydawnictwa i roku wydania książki.
  5. Korzystam z kolejnego wydania: F. Hodgson Burnett, Tajemniczy ogród, przeł. Anna Staniewska, il. Andrzej Mitura, Wydawnictwo Siedmioróg, 1998
  6. Korzystam z: F. Hodgson Burnett, Tajemniczy ogród, przeł. Zbigniew Batko, Znak emotikon, 2016
  7. Korzystam z: F. Hodgson Burnett, Tajemniczy ogród, przeł. Rafał Dawidowicz, Klasyka, 2000
  8. Korzystam z: F. Hodgson Burnett, Tajemniczy ogród, przeł. Paweł Beręsewicz, il. Alicja Rybicka, Wydawnictwo Skrzat, 2011
  9. Korzystam z: F. Hodgson Burnett, Tajemniczy ogród, przeł. Saskia Milaneau de Longchamp, il. Charles Robinson, Vesper, 2012
  10. Fragment utworu Juliana Tuwima Ptasie radio, w: tegoż, Lokomotywa. Rzepka. Ptasie radio, il. J. M. Szancer, 1983, Wydawnictwo Poznańskie, s. 38
  11. Za: Mistress Mary, Quite Contrary, https://en.wikipedia.org/wiki/Mary,_Mary,_Quite_Contrary [dostęp: 30.11.2017]
  12. za: Mary, Mary, Quite Contrary, https://en.wikipedia.org/wiki/Mary,_Mary,_Quite_Contrary [dostęp: 30.11.2017]
  13. F. Hodgson Burnett, Tajemniczy ogród, przekł. z r. 1914 Jadwigi Włodarkiewicz oprac. Izabella Korsak, il. Anna Stylo-Ginter, Nasza Księgarnia, 1994
  14. F. Hodgson Burnett, Tajemniczy ogród, przekł. Jadwiga Włodarkiewicz, il. Iwona Mazur [Chmielewska], Wydawnictwo Algo, 1994
  15. 1F. Hodgson Burnett, Tajemniczy ogród, przekł. Jadwiga Włodarkiewicz, il. Wanda Sołowijówna, nakład Gebethnera i Wolffa, 1937
  16. F. Hodgson Burnett, Tajemniczy ogród, przekł. Jadwiga Włodarkiewicz, il. Inga Moore, Zysk i S-ka, 2015
  17. F. Hodgson Burnett, Tajemniczy ogród, przekł. Jadwiga Włodarkiewicz, il. Zuzanna Orlińska, Wydawnictwo Greg, 2016
  18. F. Hodgson Burnett, Tajemniczy ogród, przekł. Jadwiga Włodarkiewicz, il. Robert Ingpen, Buchmann, 2011
  19. F. Hodgson Burnett, Tajemniczy ogród, tł. Paweł Beręsewicz, il. Alicja Rybicka, Wydawnictwo Skrzat, 2016
  20. F. Hodgson Burnett, Tajemniczy ogród, przekł. przekł. [z ang.] Jadwiga Włodarkiewiczowa, il. Dariusz Żejmo, C & T, 2002
  21. F. Hodgson Burnett, Tajemniczy ogród, przekł. Jadwiga Włodarkiewicz, il. Agata Łuksza, Zielona Sowa, 2016

Pokaż wszystkie teksty publicystyczne.
Komentarze
Autor:  Róża_Bzowa |  wypowiedzi: 16  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 3304
MAD_ABOUT_YOU
03-12-2017 18:37
Czytając artykuł przyszła mi na myśl jedna ciekawa rzecz. Mianowicie pomyślałam sobie, że osoba biorąca udział w jakimś teleturnieju, weźmy na to w "Milionerach", otrzymuje pytanie za milion, które dotyczy małego ptaszka z powieści "Tajemniczy ogród". Do wyboru ma rudzika, gila i inne. I jeśli zna przekład Jadwigi Włodarkiewicz, to powie, że to gil. Ale niestety osoba układająca to pytanie... Czytając artykuł przyszła mi na myśl jedna ciekawa rzecz. Mianowicie pomyślałam sobie, że osoba biorąca udział w jakimś teleturnieju, weźmy na to w "Milionerach", otrzymuje pytanie za milion, które dotyczy małego ptaszka z powieści "Tajemniczy ogród". Do wyboru ma rudzika, gila i inne. I jeśli zna przekład Jadwigi Włodarkiewicz, to powie, że to gil. Ale niestety osoba układająca to pytanie miała na myśli rudzika z innego, późniejszego przekładu. I zonk. Ale w tym przypadku myślę, że można by się wykłócać i dochodzić swoich praw, tylko trzeba być zorientowanym. Ciekawy artykuł. Polecam przyjrzeć się jeszcze baśni Collodiego, tam też co wydanie to zmiany. Zauważyłam to już kilka lat temu, gdy przyszło mi z dzieciakami przerabiać "Pinokia" na lekcji. Różnice dotyczą, żeby się nie rozpisywać, m.in. Krainy Zabawek, Knota, ryby, która pożarła pajaca itd. Od strony graficznej, też będzie ciekawie. Przecież sam mistrz Szancer robił ilustracje do jednego z wydań. Może autorka weźmie i tę książkę na warsztat.
Pozdrawiam
pokaż więcej
książek: 6168
Róża_Bzowa
04-12-2017 20:07
Dziękuję za inspirację :-) Nie wiem, czy się podejmę. To jest jednak praca wykopaliskowo-badawcza, dla cierpliwych, a z tym coraz trudniej u mnie ostatnimi czasy.
Poza tym nie znam, niestety, języka włoskiego.
Pozdrawiam.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1667
Renax
04-12-2017 05:25
Podoba mi się 'Nikt się nie ostał', ale tak swoją droga i tak 'Mała księżniczka' jest lepsza.
książek: 6168
Róża_Bzowa
04-12-2017 20:05
To kwestia gustu oraz emocji konkretnego czytelnika.

Krytycy widzą w "Tajemniczym ogrodzie" bardziej uniwersalną historię. Pewnie coś w tym jest, bowiem (odnosząc to do obecnych realiów) jak często zdarza nam się słyszeć o dziedziczce zdegradowanej i żyjącej w skrajnej nędzy jako służąca? A opowieści o dzieciach zaniedbanych przez rodziców emocjonalnie, a za to zapchanych rzeczami i...
To kwestia gustu oraz emocji konkretnego czytelnika.

Krytycy widzą w "Tajemniczym ogrodzie" bardziej uniwersalną historię. Pewnie coś w tym jest, bowiem (odnosząc to do obecnych realiów) jak często zdarza nam się słyszeć o dziedziczce zdegradowanej i żyjącej w skrajnej nędzy jako służąca? A opowieści o dzieciach zaniedbanych przez rodziców emocjonalnie, a za to zapchanych rzeczami i terroryzujących otoczenie i skrajnie egocentrycznych - chyba już nie tak rzadko, prawda?
Pozdrawiam :-)
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1983
Mlg
04-12-2017 08:52
Bardzo ciekawy artykuł. Porównanie ilustracji - miodzio:).
książek: 6736
allison
04-12-2017 10:34
Świetny tekst!
Czapki z głów!

"Tajemniczy ogród" w dzieciństwie był jedną z moich ulubionych książek i niemal znałam ją na pamięć. Potem kilka razy chętnie do niej wracałam i teraz, z perspektywy wielu lat, mogę powiedzieć, że chyba właśnie ta powieść rozbudziła moją wielką miłość do angielskiej klasyki.

Tej miłości jestem wierna do dziś i bardzo żałuję, że kiedyś (gdy byłam jeszcze młoda...
Świetny tekst!
Czapki z głów!

"Tajemniczy ogród" w dzieciństwie był jedną z moich ulubionych książek i niemal znałam ją na pamięć. Potem kilka razy chętnie do niej wracałam i teraz, z perspektywy wielu lat, mogę powiedzieć, że chyba właśnie ta powieść rozbudziła moją wielką miłość do angielskiej klasyki.

Tej miłości jestem wierna do dziś i bardzo żałuję, że kiedyś (gdy byłam jeszcze młoda i głupia) pozbyłam się kilku pięknych wydań "Tajemniczego ogrodu", właśnie z cudownymi ilustracjami.
pokaż więcej
książek: 6168
Róża_Bzowa
04-12-2017 20:10
Zgadzam się w kwestii zachęcenia do czytania klasyki. Książka wydaje mi się wyjątkowo mało sentymentalna (np. w porównaniu choćby do "Małej księżniczki") i choć znam ją doskonale, za każdym razem zaskakuje mnie jej przemyślnie zaplanowana prostota oraz wciąż nowe pomysły ilustratorów.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1242
Agata_Adelajda
29-03-2018 13:24
Niedawno odkryłam Roberta Ingpena i szczerze pokochałam jego styl. No i musiałam kupić (wiadomo, dla dziecka ;) dublet Księgi dżungli :)
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Krzyż Romanowów

Choć wcześniej nie słyszałam o tej pozycji to po przeczytaniu opisu wydała mi się obiecująca. Nie zawiodłam się, im bardziej zagłębiałam się w treść t...

zgłoś błąd zgłoś błąd