Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/publicystyka/9143/o-life-hamletingu---4-kwestia-geby

O life hamletingu - #4 Kwestia gęby

Autor: 
20 wartościowy tekst

Panie, wiemy, czym jesteśmy, lecz nie wiemy, czym możemy być


Jestem brzydki (brzydki!).

Ten przebłysk samoświadomości własnego oblicza zaskoczył mnie znienacka, przed lustrem. Jak co dzień uczestniczyłem w porannej ablucji, jak co dzień szorowałem zęby, a potem, tradycyjnie, przystąpiłem do golenia twarzy (poza okolicami wąsa). W pewnej chwili golarka zjechała z regularnego toru, CIACH! i pojawiła się rana. Rysa na powierzchni porcelany mojej twarzy. Syknąłem, odłożyłem narzędzie na pralkę i, dokładniej niż zwykle, zacząłem przyglądać się w lustrze, nie tylko miejscu zranienia, ale i całemu mojemu obliczu. W tym miejscu pozwolę sobie wspomnieć, że zawsze – za reklamą cukierków Werther’s Original – uważałem się za osobę wyjątkową, a z pewnością zadowoloną z siebie i ze swojego wyglądu. Do tego momentu. Patrząc w lustro nie widziałem już twarzy, z której widoku byłbym zadowolony, oj nie! Widziałem gębę, a nawet gorzej – paskudną, brzydką mordę. Być może tej sytuacji winny jest inny kosz słodyczy – przez lata odkładanych w mojej głowie impulsów wzrokowych, które docierały z wszem i wobec, a ich zadanie było proste: określić, jak wygląda ktoś piękny. Te impulsy z czasem odłożyły się w kopalni samoświadomości, podświadomości, id, ego i innych tunelach mojej osobowości, by przeobrazić się tam w złoża magdalenek. A raczej tworów magdalenko-podobnych, które najwidoczniej zostały podłożone, gdzieś w głębi, jak jaskółcze jaja. I nastał czas klucia się pisklaków.

Po dokładnym oglądzie mojej twarzy i zdaniu sobie sprawy, że ten nagły wykwit wizerunku piękna nijak ma się z tym, co prezentuję, pogrążyłem się jeszcze bardziej. Zdjąłem koszulkę…

Spanikowany, owładnięty myślą, że lustro (z pewnością!) pękło, pobiegłem szukać ratunku.

Najpierw zajrzałem na Instagrama. Pomyślałem, że być może jestem brzydki, ale nas brzydkich jest więcej. W kupie łatwiej znieść niedolę, a – ujmę to tak: nie wszyscy moi znajomi wyglądają jak Angelina/Brad. Nieszczęśliwie się złożyło, że zainstalowałem aplikację całkiem niedawno, więc nie do końca zostałem zaznajomiony z narracją tego medium. A już na pewno nie zdawałem sobie sprawy z istnienia korygująco-wygładzająco-upiększających turbo filtrów. Wszyscy byli TACY PIĘKNI (odnosząc się do ideału-pisklaka). Wyglądali, jakby wybierali się, co najmniej na galę wręczenia Oscarów, albo na plażę nudystów-kulturystów, albo do tajnego klubu, gdzie przyjmują tylko ładnych ludzi, albo na jakąś ściankę serwisu Pudelek, czy chociaż przejażdżkę brand new Maserati przy buzującym z głośników Despacito. Słowem, szczęka mi opadła.

Nie popadłem jednak w otchłań rozpaczy. Pojąłem w lot, że skoro metamorfoza w pięknego mnie wymaga radykalnej zmiany, to muszę podjąć radykalne kroki. Przekartkowałem uczone blogi, mądre artykuły i po godzinie krążenia po Internecie rzeczy znalazłem rozwiązanie. Dwa rozwiązania. Pierwsze zakładało szereg operacji plastycznych (łącznie z naszpikowaniem warg jakimś kwasem, co w efekcie daje, pardon my French, usta, które wyglądają jak odbyt). Niestety musiałbym się zadłużyć po łokcie, więc odrzuciłem to rozwiązanie. Drugie zakładało ćwiczenia, dietę, mix jogi i medytacji plus kilka tanich i domowych zabiegów babci na poprawę wyglądu/jędrności/blasku tego i owego. Przyswojenie know-how przyszło mi z łatwością, bo tekst stanowił znikomą część artykułów/wpisów, skonstruowany językiem przystępnym, prostym z instrukcjami krok po kroku. Lwią część ekranu natomiast zajmowały zdjęcia uśmiechniętych ludzi z wyeksponowanymi częściami ciała. Tu płaski brzuch, tam biceps, gdzie indziej pośladki – a wręcz cały ocean pośladków o proporcjach niesamowitych wręcz, ale co dwie głowy to nie jedna! W mig przypomniałem sobie obrazek, który kiedyś widziałem w sklepie mięsnym. Przedstawiał krówkę podzieloną na części, a każda część to: karczek, łopatka, itd. Każda część ciała zwierzaczka osobno eksponowana, podobnie jak każda ludzka część ciała tu i ówdzie w sieci osobno w świetle jupiterów uwagi. Zdawałoby się, że każda z nich nie była częścią integralnej całości, a wręcz samoświadomym organizmem, dezintegrującym ciało, o człowieku, który stanowił tło dla zdjęcia takiej łydki albo pośladka, nie wspominając.

Wtedy zacząłem zadawać sobie pytania. Czy byłbym w stanie chodzić codziennie na siłownię? Biegać przez godzinę i patrzeć w przestrzeń? Nie być niczym zajętym? Liczyć, liczyć i liczyć kalorie, zawsze i wszędzie? Czy potrafiłbym zrezygnować z rogalików z Nutellą? Z porannej kawy i fajki raz na czas? Czy umiałbym odmówić sobie piwa albo czterech podczas rozmowy ze znajomymi w piątek wieczór, bo tylko woda z cytryną? Jak radykalnie to radykalnie!

Oj nie! Nie chcę być najbardziej fit trupem na cmentarzu. Jak przyjdzie mi umrzeć, wolę być jednym z tych nieboszczyków, którzy spoczną w ziemi, wśród robaków i korzeni z upiornym, acz wyrażającym stan błogiego zadowolenia uśmiechem.

W tej jednej chwili zrozumiałem, że nie jestem gotów na wkroczenie na wysokowydajnościową bieżnię, która przez ascezę XXI wieku prowadzi do ideału, który majaczy gdzieś tam na horyzoncie. Za mgłą.

Wróciłem do łazienki, spojrzałem w lustro (którego, ufff, nie pokrywała pajęczyna), nakleiłem na zacięcie plasterek w kolorze majtkowym, a potem ubrałem się w uśmiech i wróciłem do treningu, mającego na celu usunięcie niezdrowych fałdek tłuszczu z mojej osobowości. Pogrążyłem się w wysokokalorycznej lekturze Ulissesa, zajadając się przy tym rogalikiem z Nutellą. Grubo smarowaną.


Pokaż wszystkie teksty publicystyczne.
Komentarze
Autor:  Ahsan |  wypowiedzi: 9  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 324
Karma
13-08-2017 14:09
Tak mi się przypomniało https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/wszem-i-wobec;1287.html

Tak jak nie przepadam za taką stylistyką, tak ten obrazek mi się podoba. Trochę mniej nachalny żart niż w poprzednich częściach, keep it up
książek: 0
14-08-2017 01:02
Mój mąż na takie "fit live" odpowiada - "zdrowszy umrze" ;)

Uwaga - Ostrzeżenie - Danger!!!
Ulisses jest lekturą powodującą wysoki wydatek energetyczny - bez wspomagania wygładzenie fałdek (nie tylko tłuszczowych ;) tu i ówdzie gwarantowane ;) - w celu zapobieżenia przeistoczeniu się w niepożądaną formę fit (ze wszystkimi tego fitu konsekwencjami ;o) konieczne suplementy diety (chętniej piwko...
Mój mąż na takie "fit live" odpowiada - "zdrowszy umrze" ;)

Uwaga - Ostrzeżenie - Danger!!!
Ulisses jest lekturą powodującą wysoki wydatek energetyczny - bez wspomagania wygładzenie fałdek (nie tylko tłuszczowych ;) tu i ówdzie gwarantowane ;) - w celu zapobieżenia przeistoczeniu się w niepożądaną formę fit (ze wszystkimi tego fitu konsekwencjami ;o) konieczne suplementy diety (chętniej piwko niż Nutella - ale - de gustibus ... ;)
pokaż więcej
książek: 324
Karma
14-08-2017 01:48
A Wilde jest choć trochę bezpieczniejszy?
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 50
Anachronist
14-08-2017 19:49
Szanowni Państwo - piękne Panie i cudowni Panowie,

Niniejszym oznajmiam że piękno to sprawa subiektywna, dyskusyjna i płynna. Kanony w/w piękna zmieniały się często i będą się zmieniać na pewno jeszcze kilkaset razy. Jak nie kilka tysięcy razy, w zależności ile gatunek homo sapiens pociągnie.

Piękno duchowe to co innego. Intelekt, prawo moralne we mnie, że nie wspomnę o urokach...
Szanowni Państwo - piękne Panie i cudowni Panowie,

Niniejszym oznajmiam że piękno to sprawa subiektywna, dyskusyjna i płynna. Kanony w/w piękna zmieniały się często i będą się zmieniać na pewno jeszcze kilkaset razy. Jak nie kilka tysięcy razy, w zależności ile gatunek homo sapiens pociągnie.

Piękno duchowe to co innego. Intelekt, prawo moralne we mnie, że nie wspomnę o urokach gwiaździstego nieba nade mną, oraz mleko ludzkiej dobroci zawsze powinno i będzie stanowić wartość nadrzędną dla prawdziwie mądrych, filozoficznie nastawionych i wartościowych jednostek. Takich z którymi naprawdę warto rozmawiać i się kumplować.

Wasza
brzydula
p.s. Polecam tego Ulissessa - niezły wysiłek! Bicepsy zagwarantowane!
pokaż więcej
książek: 482
Meszuge
15-08-2017 09:59
http://demotywatory.pl/4791847/Najlepsze-teksty-mistrzow-internetu-199/gallery/obrazek-8
książek: 400
Keenyah
03-09-2017 16:39
Bo teraz te ludzie, to wolą mieć, a nie BYĆ.
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Kobiety ciężkich obyczajów

To straszne, ile razy człowiek dostaje od życia kopniaka w dupę, a potem, mimo siniaków, nadstawia ją po raz kolejny. Egzystencjalny masochizm.

zgłoś błąd zgłoś błąd