Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/publicystyka/9001/o-life-hamletingu---2-nieindyferentne-think-different

O life hamletingu - #2 Nieindyferentne Think Different

Autor: 
11 wartościowy tekst

O Boże! Ja mógłbym zamknąć się w orzechowej łupinie i uważać się za króla nieskończonych przestrzeni, bylem tylko snów złych nie miewał.

Na początku było słowo. Wpisane w wyszukiwarkę. A wyszukiwarka, jak to wyszukiwarka po raz kolejny mnie zawiodła i nie chciała współpracować. Zamiast znaleźć słowo właściwe, potwierdzić mnie w przekonaniu o istnieniu tego konkretnego wyrażenia, to, co kilka moich nerwowych stuknięć w klawiaturę (a znajdowałem się w bardzo nerwowej, potliwej wręcz sytuacji egzystencjalnej), maszyna wyświetlała komunikat: czy chodziło ci o…?, i podpowiadała uprzejmie inne wyrażenie, poprawiała jak dobrotliwa, acz stanowcza nauczycielka z Prus. Przestawiała literki i dyktowała jak mam myśleć. Miałem tego dość. Cisnąłem kubkiem z kawą o ścianę, chlusło, chrupło i chlapło. Załamany, osunąłem się w otchłań fotela obrotowego.

Na początek śpieszę z wyjaśnieniem okoliczności mojego wzburzenia. Jak co wieczór beztrosko uprawiałem sztukę erystyki, szkoliłem się w rzemiośle prowadzenia sporów. W tym celu wszedłem na losowo wybrany portal informacyjny, kliknąłem w temat najbardziej konfliktogenny (szczepienia małych dzieci), a następnie, bez zapoznawania się z treścią artykułu, zescrollowałem w dół, do działu: komentarze. Tętno przyśpieszyło, oczy zaświeciły. Oblizałem się, wybrałem przeciwnika, po czym wstąpiłem na ring. Nie doceniłem antagonisty. Po mniej więcej trzeciej godzinie żądlenia i wzmożonego trollingu, słaniając się na nogach, ledwo widząc na oczy, zrozumiałem, że tej walki nie wygram na punkty. Pozostał jedynie nokaut. Chciałem zmiażdżyć mojego wroga, przemienić go w Gregora Samsę, potem w robaka, a następnie rozdeptać obcasem. Nie interesowało mnie, czy po drugiej stronie ekranu siedzi pryszczaty licealista, stary degenerat, lekarz, prawnik, kot, polityk, czy wyładowująca frustracje całego dnia młoda, kochająca swoje dzieci, jogę i Wszechświat matka. Szukałem soczystej inwektywy, która posprząta całą dyskusję (rozmowa, rzecz jasna, już nic nie miała wspólnego ze szczepieniem latorośli). Niestety. Wszystkie wulgaryzmy wydawały mi się zbyt proste, mało wyszukane. Dlatego postanowiłem wymyślić swój. I tutaj pojawił się mur, a raczej algorytm wyszukiwarki, który totalnie nie dysponował wyobraźnią i prostował mnie na każdym kroku (powinienem wytłumaczyć, że wymyślanie inwektywy to nie taka prosta zabawa, a wręcz kabalistyczno trudna sztuka alchemiczna, przy mieszaniu w tej kadzi z błotem należy trzymać się pewnych pryncypiów, a jednym z nich jest potwierdzenie prawdopodobieństwa istnienia w przestrzeni słownej nowego wulgaryzmu, poprzez chociażby częściowe zrozumienie kontekstu przez podmiot obrażany. Słowem: druga strona musi domyślać się, że nie prawię jej komplementu. Żywotność nowego bluzgu należy ustalić przez potwierdzenie przez inną osobę, że rozumie wulgarny kontekst, a przy braku osoby – przez inną, niż ludzka inteligencję. Padło na komputer, a ten, jak kiedyś zauważył Picasso, jest nudny, bo jedyne, co potrafi, to udzielać odpowiedzi. I z pewnością nie posiada inteligencji pojęciowej, a co dopiero pojęciowo-wulgarnej). W każdym razie nie mogłem uzyskać aprobaty, ani nawet prostego komunikatu: to słowo posiada pejoratywne konotacje, strzeż się, albo: jeżeli chodziło ci o [słowo podpowiedzi], to wiedz, że jest wulgaryzmem, głupcze! Padłem na deski ringu i miotnąłem kubkiem. Wydawało się, że nie ma dla mnie ratunku.

Siedząc tak, zmęczony i poskładany, z fantomowymi bólami mojej fantomowej rzeźby boksera, zacząłem psioczyć, na czym to Internet stoi. A stoi na maszynowym mózgu, na algorytmach i sztucznej inteligencji, która już taka inteligentna mi się nie jawiła. Nawet taki turbo-inteligentny produkt od Apple’a. Think different, głosiło hasło reklamowe srebrnej maszyny, a wszyscy dobrze wiemy, że nie chodzi ani o inaczej, ani tym bardziej o myślenie, chyba, że ukierunkowane na akcję: jak mnie kupisz, wtedy zaczniesz myśleć i to inaczej, niż wszyscy. Ale najpierw zapłać.

Zacząłem zastanawiać się nad myśleniem inaczej, na czym ono właściwie polega. Rzecz jasna chodzi o to, by neurony, wyładowania elektryczne w mózgu, synapsy i inne elementy produkowały myśli, które poruszają się w przestrzeni poza, tak zwanym, schematem. No dobrze, prowadziłem dialog wewnętrzny, ale z takiego postępowania przecież nigdy nic dobrego nie wychodzi. I od razu zacząłem argumentować sobie swoje stanowisko konkretnym przykładem (widać, stan walki w sieci, krok od porażki i chęć odwetu przeniosły się na ring rozważań wewnętrznych). Otóż całkiem niedawno temu znajdowałem się w Galerii Krakowskiej (nie pamiętam, dlaczego wkroczyłem do zakupowego molocha, nie przepadam za centrami handlowymi. Powód, choć wtedy zapewne istotny, teraz możemy zwyczajnie zignorować). Kiedy mijałem śpieszące się gdzieś tłumy wpatrzone w telefony i wsłuchane w dźwięki płynące z różnokolorowych kabelków dopadło mnie uczucie dojmującej samotności. Ot tak zatrzymałem się pośrodku tej ludzkiej rzeki, tego Gangesu-masy! i posmutniałem z miejsca. Pod supermarketem. Z tej rozpaczy wyrwał mnie, a jakże!, telefon. Odebrałem ucieszony, z myślą: ho, ho, kto to może być?, ale po drugiej stronie słuchawki automat. No, może nie automat, ale dziewczyna, która mówiła tonem i formułą automatu, w stylu: czy jestem ten i ten i czy może chcę kupić super turbo, nieziemska technologia, szmery bajery, te sprawy, mówiła, mówiła, mówiła. Kiedy wyrzucała z siebie marketingowe zaklęcia, urzekał mnie ton jej głosu, a był melancholijny, jak myśl o roztrzaskanej wiolonczeli na kocich łbach paryskiego zaułka, przez który akurat zataczał się Baudelaire. Pomyślałem, że musi być równie samotna jak ja i być może chciałaby wyskoczyć na kawę albo nocą, ze szczytu Kopca Krakusa czytać przyszłość z gwiazd, gdy wtem zakończyła słowem: garnek. Nie, odpowiedziałem, dziękuję ci pięknie, ale czy nie zechcesz… I rozłączyła się (zapewne dzwoniąc do kolejnego potencjalnego nabywcy rondli z kosmosu). Ze złamanym sercem wszedłem do najbliższego sklepu celem kupna wódki, celem upicia, celem zapomnienia, ale przy kasie ujrzałem komplet innych melancholijnych oczu. Możecie wierzyć lub nie, ale zakochałem się z miejsca. Kiedy ona: czterdzieści złotych, ja (płacąc): ucieknijmy stąd, kiedy ona: potwierdzenie?, ja: tak poproszę, zabiorę cię gdzie tylko chcesz, a kiedy wyszedłem z ostateczną propozycją (co tu dużo mówić, oszalałem dla niej z miłości!) i spytałem: wyjdziesz za mnie?, ona: następny! i zostałem wypchnięty ze sklepu przez stalowy wózek i trzymającą go jak oręż groźną babę.

Nie było dla mnie ratunku, ciężar podwójnego odrzucenia całkowicie mnie zmiażdżył. Szukałem pocieszenia, próbowałem znaleźć człowieka, porozmawiać o mojej niedoli i żałobie, podzielić się niespodziewanie toksycznym doświadczeniem, ale co przechodzień, co podróżny, co nastolatek, co armia pracowników obsługi klienta punktów telefonii komórkowych, sieciówek ubraniowych, gastronomii, to odmowa. Uprzejma, acz stanowcza. Czując się jak ostatni człowiek na Ziemi, samotna wysepka w oceanie otaczającej mnie otchłani, postanowiłem się zabić. Szybko przypomniałem sobie o wódce, więc odroczyłem samobójstwo i zacząłem spożywać. I wtedy zjawił się pierwszy człowiek, któremu mój los nie był obojętny. Menel uprzejmie wyjaśnił mi, że pan kierownik nie może pić w Galerii, bo zaraz wyrzucą na łeb, na pysk, na torowisko. Na szczęście zna odpowiednie miejsce. Coż miałem uczynić? Ufnie poszedłem za moim zbawcą. Zaprowadził mnie do Parku Strzeleckiego tuż za Galerią, poczęstował się szlugiem, nalał sobie, potem mi, potem sobie, sobie, sobie wódki, wysłuchał historii, a na koniec powiedział, że dla kobiet nie warto się zabijać, a jak będę czuł się samotny, żebym zaglądnął. Na pożegnanie spytał, czy mam dwa złote. Odpowiedziałem, że niestety posiadam tylko kartę. Wtem… Cała uprzejmość i serdeczny blask na twarzy mojego wybawiciela zniknęły. Splunął, mruknął coś pod nosem i oddalił się. Nie zrozumiałem słów, brzmiały gardłowo i nie kojarzyły mi się z żadnym istniejącym językiem – może poza orczym z „Władcy Pierścieni”.

Myśl o tamtym wydarzeniu podsunęła mi pewien pomysł. Think different, pomyślałem, po czym, obchodząc wszelkie zasady tworzenia poprawnych wulgaryzmów, w kuźni mojego umysłu stworzyłem znamienity oręż forumowego trolla. Inwektywa Doskonała. Nie potrzebowałem potwierdzenia inteligencji komputera. Podniosłem się z desek, pośpiesznie wpisałem pod postem mojego wroga i czekałem. Nic. Więcej nie odpisał. Uśmiechnąłem się pod nosem, rozparłem wygodnie w fotelu. Mogłem zasnąć spokojnie.

Powiązane treści:
O life hamletingu

Zapraszamy do lektury pierwszego tekstu otwierającego nowy cykl Ahsana Sadika Ridhy Hassan. O life hamletingu, czyli o tym jak humanista-hamlecista nie może się odnaleźć we współczesnym świecie nastawionym na sukces.



więcej

Pokaż wszystkie teksty publicystyczne.
Komentarze
Autor:  Ahsan |  wypowiedzi: 15  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 3354
Korynna
18-07-2017 22:58
Niestety muszę poprzeć Monikę w tym, co napisała - choć robię to z prawdziwą przykrością ;) bo tekst i jego sens bardzo mi się podoba :D

Zgrzytały mi te niedoróbki niemiłosiernie, ale w ferworze czytania przeszłam jednak nad nimi do porządku dziennego/nocnego - zdarza się najlepszym - nie czepiałabym się, jednak lepiej podkreślić, co jest nie tak, żeby nie poszło dalej w świat - Autor...
Niestety muszę poprzeć Monikę w tym, co napisała - choć robię to z prawdziwą przykrością ;) bo tekst i jego sens bardzo mi się podoba :D

Zgrzytały mi te niedoróbki niemiłosiernie, ale w ferworze czytania przeszłam jednak nad nimi do porządku dziennego/nocnego - zdarza się najlepszym - nie czepiałabym się, jednak lepiej podkreślić, co jest nie tak, żeby nie poszło dalej w świat - Autor niestety nie jest tu osamotniony, ponieważ w tak zwanych mediach i to tych z górnej półki takie błędy są nagminne i nikt się nimi nie przejmuje wprowadzając do użytku powszechnego tę niekulturę językową - trudno się tym nie "zainspirować", albo nie zarazić, choćby nieświadomie - wiecie coś jak z "że cie nie opuszczę/że cię nie dopuszczę" - choćby nie wiem jak się bronić przed użyciem tej drugiej wersji, ona w najmniej odpowiednim momencie sama na język wejdzie ;p

Po dokładniejszym wczytaniu się w tekst skłonna jestem jednak zaryzykować twierdzenie/przypuszczenie, że te "pomyłki" były świadome, że są częścią konwencji i po prostu miały śmieszyć jak i cały koncept - przecież to parodia, a nie poważnie i język jest tu chyba pełnoprawną częścią składową koncepcji Think different?

No chyba, że się mylę ;)

w razie czego - pozostając w konwencji - ponieważ jestem w potrzebie (toczę właśnie "ważki" spór - na "strasznie poważne" argumenty ;ppp) i zaczyna mi brakować przekonującej amunicji w postaci argumentów, które by przekonały "na pewno, na już i ostatecznie" - bardzo, bardzo, bardzo proszę o zdradzenie mi jak brzmi Inwektywa Doskonała - nie ukrywam, że nie zawachałabym się jej użyć ;)))
pokaż więcej
książek: 3354
Korynna
19-07-2017 00:38
O

Widzę, że w trakcie dyskusji mogące mieć swoje uzasadnienie w tekście niepoprawne "Mijając śpieszące się gdzieś tłumy wpatrzone w telefony i wsłuchane w dźwięki płynące z różnokolorowych kabelków dopadło mnie uczucie dojmującej samotności" zostało zamienione na poprawne "Kiedy mijałem śpieszące się gdzieś tłumy wpatrzone w telefony i wsłuchane w dźwięki płynące z różnokolorowych kabelków...
O

Widzę, że w trakcie dyskusji mogące mieć swoje uzasadnienie w tekście niepoprawne "Mijając śpieszące się gdzieś tłumy wpatrzone w telefony i wsłuchane w dźwięki płynące z różnokolorowych kabelków dopadło mnie uczucie dojmującej samotności" zostało zamienione na poprawne "Kiedy mijałem śpieszące się gdzieś tłumy wpatrzone w telefony i wsłuchane w dźwięki płynące z różnokolorowych kabelków dopadło mnie uczucie dojmującej samotności" - no ok., ale żal, bo tamto można było przypisać jako cechę charakterystyczną bohatera - że taki romantyczny, rozedrgany, nie dostosowany do rzeczywistości, a jednak niedoskonały, bo zdradzający jak najbardziej typowe cechy współczesnego "artysty" w tym pociąg do tak niewybrednej rozrywki jak trolling na tematy wszelakie i niekoniecznie taki poziom intelektualny o jaki sam siebie podejrzewa ;)

To było nawet fajne w takim kontekście - że "Ja, wielki pisarz, ale warsztat jeszcze nie ten - no bo w trakcie szlifowania" ;)

Niestety znikło - bez komentarza ;(

I Inwektywa Doskonała dalej nieustalona ;(
pokaż więcej
książek: 984
malena
19-07-2017 08:21
A cóż było robić, kiedy wszyscy dyskutanci błędy zarzucają i to błędy typowo szkolne? Trzeba było usunąć, coby w oczy innych nie kłuły. W tłumaczenie, że to niby zamierzone i tak nikt by nie uwierzył (tak większość się tłumaczy, gdy zdarzy im się strzelić byka). Szkoda, że Autor nie skomentował tego w swój typowy sposób, tym bardziej że "tym, co scala jego pisanie jest dystans, ironia i... A cóż było robić, kiedy wszyscy dyskutanci błędy zarzucają i to błędy typowo szkolne? Trzeba było usunąć, coby w oczy innych nie kłuły. W tłumaczenie, że to niby zamierzone i tak nikt by nie uwierzył (tak większość się tłumaczy, gdy zdarzy im się strzelić byka). Szkoda, że Autor nie skomentował tego w swój typowy sposób, tym bardziej że "tym, co scala jego pisanie jest dystans, ironia i czułość wobec bohaterów". Chyba trochę tego zabrakło w stosunku do siebie samego. Nic przecież wielkiego się nie stało. Błędy zdarzały się, zdarzają się i będą się zdarzać. Errare humanum est, ignoscere humanum est. Nic nie jest nikomu dane odgórnie, wiedza absolutna tym bardziej, poza tym pośpiech, niedopatrzenie i o pomyłkę nietrudno. Gdyby każdego pisarza cechowała poprawność językowa, to korektorzy nie mieliby na chleb.

Jeśli zaś o samym tekście mówimy, to Autor w mojej osobie chyba nie znajdzie czytelnika. Nie gustuję w podobnego typu twórczości (i akurat błędy nie mają tutaj nic do rzeczy).
pokaż więcej
książek: 1290
Monika
21-07-2017 02:40

Błędy zdarzały się, zdarzają się i będą się zdarzać. Errare humanum est, ignoscere humanum est. Nic nie jest nikomu dane odgórnie, wiedza absolutna tym bardziej, poza tym pośpiech, niedopatrzenie i o pomyłkę nietrudno. Gdyby każdego pisarza cechowała poprawność językowa, to korektorzy nie mieliby na chleb.


Ośmielę się nie zgodzić z takim usprawiedliwianiem występowania karygodnych błędów w...

Błędy zdarzały się, zdarzają się i będą się zdarzać. Errare humanum est, ignoscere humanum est. Nic nie jest nikomu dane odgórnie, wiedza absolutna tym bardziej, poza tym pośpiech, niedopatrzenie i o pomyłkę nietrudno. Gdyby każdego pisarza cechowała poprawność językowa, to korektorzy nie mieliby na chleb.


Ośmielę się nie zgodzić z takim usprawiedliwianiem występowania karygodnych błędów w tekście publikowanym przez literata. Literówka, brak przecinka, powtórzenie części zdania, bo podczas pisania autor się zatrzymał, przemyślał ciąg dalszy i zapisał od nowa całą myśl, nie zauważywszy zapisanego wcześniej początku poprzedniej wersji - to są pomyłki, to może się zdarzyć każdemu. Ale niepoprawna gramatycznie konstrukcja zdania, błąd szkolny w konstrukcji tegoż zdania - to już nie jest drobna pomyłka, to zdanie powstało w umyśle autora, on tak pomyślał, takimi słowami i taką konstrukcją - to świadczy o tym, że myśli z błędami, że one nie pojawiają się w wyniku niedokładnego przekładu myśli na czarne znaczki, ale już na etapie samych myśli. To nie drobny błąd, to plama na wizerunku rzemieślnika słowa, coś, z czym powinien walczyć. Literówki są dla korektorów, ale zdania powinny wychodzić od autora i to on bierze za nie odpowiedzialność.

Pośpiech i niedopatrzenie? To nie jest wpis na forum, tych się nie czepiam (choć czasem boli), to jest opublikowany artykuł. Można było się przyłożyć. Tym bardziej, że to nie gazeta codzienna, nie nius, który trzeba stworzyć przed deadlinem, ale zapychacz miejsca w serwisie internetowym, gdzie można publikować bez oglądania się na terminy druku, więc jak ukaże się godzinę czy dzień później, to nic to nie zmieni, nie będzie przeterminowany.

Korektorzy? No właśnie! To się ukazało jako tekst oficjalny, więc firmuje to nie tylko autor, ale także serwis, który go tu wpuścił - ten sam serwis powinien przepuszczać publikowane teksty przez jakąś korektę przed pokazaniem ich użytkownikom. Na brak korekty cierpi tutaj niestety sporo tekstów redakcyjnych, różnych autorów :(
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 85
Ahsan
19-07-2017 09:43
Wyłonię się w komentarzu (choć lubię obserwować, jak toczą się podobne dyskusje, szczególnie, kiedy odcinek dotyczy takiej, a nie innej tematyki). Punktowo, w żołnierskich słowach:
1) Literówki, lapsusy linguae i calami zdarzają się każdemu. Zadaniem autora jest dostarczenie dobrego tekstu, rzecz jasna z jak najmniejszą ilością takich kwiatków. Niemniej, gdyby coś autorowi umknęło, pojawia się...
Wyłonię się w komentarzu (choć lubię obserwować, jak toczą się podobne dyskusje, szczególnie, kiedy odcinek dotyczy takiej, a nie innej tematyki). Punktowo, w żołnierskich słowach:
1) Literówki, lapsusy linguae i calami zdarzają się każdemu. Zadaniem autora jest dostarczenie dobrego tekstu, rzecz jasna z jak najmniejszą ilością takich kwiatków. Niemniej, gdyby coś autorowi umknęło, pojawia się redaktor/korektor/ cenzor. Dlatego, odnosząc się do zarzutów Pani Moniki - Wstydu(!) nie odczuwam. Nie jest to próżność, a naturalne podejście do sprawy.
ps. Niech jako przykład posłuży mi ostatnio wydane "Wzgórze psów" Jakuby Żulczyka. Tekst ma mnóstwo kwiatków, wręcz niezłą łąkę. Autor wyjaśnił, skąd to się wzięło, odsyłam do profilu FB pisarza.
2) Odnoszę wrażenie, że wiele osób myli osobę autora i wymyślonego przez autora bohatera, który akurat przemawia w pierwszej osobie. To bardzo zwodnicze, proszę uważać.
3) Są czytelnicy, którym tekst przypada do gustu (dziękuję za miłe słowa w wiadomościach i komentarzach) i czytelnicy, którzy mają zgoła inny gust (również dziękuję za wiadomości i komentarze). Różnorodność rzecz ludzka.
4) Pani Korynno - niestety Inwektywa Doskonała pozostanie za zasłoną niewyjawienia. Podobnie jak Killing Joke ze skeczu Monty Pythona.
Chowam się między literki.
Serdeczności!
pokaż więcej
książek: 1290
Monika
22-07-2017 04:39
Nie chciałam odpowiadać, starałam się powstrzymać od nadmiernej krytyki, ale jak spojrzałam na listę popieraczy i zobaczyłam, że sam siebie pan Autor popiera, to nie wytrzymałam.

1. Literówki - zgoda. I ortograf może się niekiedy trafić, i można mieć dys-cośtam, i przecinki to normalka. Przejęzyczenia bywają. Ale gramatykę znacząco kaleczyć? Przecież po napisaniu i przed wysłaniem napisany...
Nie chciałam odpowiadać, starałam się powstrzymać od nadmiernej krytyki, ale jak spojrzałam na listę popieraczy i zobaczyłam, że sam siebie pan Autor popiera, to nie wytrzymałam.

1. Literówki - zgoda. I ortograf może się niekiedy trafić, i można mieć dys-cośtam, i przecinki to normalka. Przejęzyczenia bywają. Ale gramatykę znacząco kaleczyć? Przecież po napisaniu i przed wysłaniem napisany tekst się czyta, w tym się chyba nie mylę? I przy tym czytaniu zdanie niegramatyczne nie zgrzyta? To co to za czytanie lub jaka znajomość języka, skoro się takich błędów nie widzi?

Usprawiedliwianie się tym, że istnieją publikacje gorsze, wygląda mi jak wymówka z podstawówki:
- Jasiu, nie bij koleżanki, to nieładnie.
- Ale przecież Staszek pobił wczoraj dwie!
A może to nawet nie podstawówka? Przykład wyszedł mi raczej pisakownicowy.

3. Tekst nie wybitny, ale jak na letnią zapchajdziurę nawet ciekawy i miejscami zabawny. Dobrze, że wstrętny babol już poprawiony.
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 3354
Korynna
19-07-2017 09:55
Na poważnie na to nie liczyłam - zresztą wtedy straciłoby to swój urok tajemniczości ;)
Ale dzięki za odpowiedź :-)
Mnie się tekst podoba i z tymi kwiatkami byłby - tak myślę - bardziej dopasowany do rzeczywistości, którą przecież w jakiś sposób - ironiczny - opisuje i do profilu głównego bohatera, którego broń Boże nie utożsamiam z Autorem ;)
Jest to jednak tylko moje zdanie, a koncepcja...
Na poważnie na to nie liczyłam - zresztą wtedy straciłoby to swój urok tajemniczości ;)
Ale dzięki za odpowiedź :-)
Mnie się tekst podoba i z tymi kwiatkami byłby - tak myślę - bardziej dopasowany do rzeczywistości, którą przecież w jakiś sposób - ironiczny - opisuje i do profilu głównego bohatera, którego broń Boże nie utożsamiam z Autorem ;)
Jest to jednak tylko moje zdanie, a koncepcja należy do Autora - nie śmiem się wtrącać. Czekam zatem na kolejne odcinki.
Pozdrawiam serdecznie ;)
pokaż więcej
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Bitcoin. Wirtualna waluta Internetu

Książka pozwala nieco rozjaśnić postać Bitcoina i innych kryptowalut. Przydatna dla ludzi, którzy jak ja wcześniej nie mieli o niej żadnej wiedzy ;)

zgłoś błąd zgłoś błąd