Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Polskie jabłka, wódka i dużo książek, czyli Targi Książki w Londynie

Polskie jabłka, wódka i dużo książek, czyli Targi Książki w Londynie
15 wartościowy tekst

Podczas gdy w Polsce toczyły się dyskusje o ustawie regulującej rynek książki i o ciągle spadającym czytelnictwie, w stolicy Wielkiej Brytanii odbyła się jedna z największych imprez wydawniczych w Europie, czyli Londyńskie Targi Książki.

Obok jesiennych targów we Frankfurcie to najważniejsze wydarzenie, podczas którego wydawcy wybierają tytuły, jakimi czytelnicy będą zachwycać się w kolejnym roku, a także wymieniają się doświadczeniami z kolegami po fachu, podpatrują trendy, sprawdzają, co ciekawego wydaje się w innych krajach. W tym roku było to wydarzenie szczególnie ważne dla polskiej literatury, ponieważ nasz kraj był tegorocznym gościem honorowym targów.

Polski czytelnik, który bywał na targach książki w Warszawie lub w Krakowie, byłby mocno zdziwiony, a zapewne nawet rozczarowany, zajrzawszy do hali Olympia w Kensington. Londyńskie targi to impreza branżowa – nikt nie sprzedaje tu książek, a stoiska to przede wszystkim przestrzeń do spotkań.  Większe grupy wydawnicze rozstawiają stoliki, przy których gwarno jest od otwarcia targów do późnych godzin popołudniowych. Przy tych stolikach rozmawiają przede wszystkim wydawcy szukający nowych tytułów do przetłumaczenia, ale można tu też spotkać ilustratorów prezentujących swoje prace, a także przedstawicieli innych branż związanych z rynkiem wydawniczym. Jest tu tłoczno, czasem nawet nerwowo, kiedy okazuje się, że osoba, z którą jesteśmy umówieni, nie skończyła jeszcze poprzedniego spotkania. Podczas londyńskich targów czas jest cenny – spotkania umawiane są co pół godziny i każdy poślizg może oznaczać, że nie uda nam się dotrzeć na czas na kolejne.

W dalszej części hali prezentują się wydawcy z krajów nieanglojęzycznych. Można tu trafić na egzotyczny poczęstunek, obejrzeć pięknie ilustrowane książki z krajów Bliskiego Wschodu albo sprawdzić, jakie podręczniki do chińskiego będą w przyszłym roku najbardziej popularne. Spokojniej tu niż w hali głównej, nikt nie tłoczy się przy stoiskach, denerwując, że spóźni się na kolejne spotkanie. Można porozmawiać o poziomie czytelnictwa w Omanie albo w Brazylii, lub po prostu oddać się kontemplacji pięknych okładek.

Najwyższe piętro to zupełnie inny świat. To tu znajduje się centrum agentów literackich, którzy przez cały dzień prezentują książki kolejnym wydawcom. Eleganckie stoiska są tu niepotrzebne – wystarczą zarzucone katalogami i pojedynczymi egzemplarzami stoły. Niezbędne są za to stoiska z kawą i kanapkami, mało kto ma bowiem czas na odpoczynek.

Polskie stoisko zajmuje sporą przestrzeń na pierwszym piętrze. Między regałami, na których prezentowane są książki poszczególnych wydawców, rozstawiono stylowe, drewniane stoliki i skrzynie z jabłkami. Instytut Książki przygotował też atrakcyjne gadżety, dlatego już po kilku godzinach od otwarcia targów wszędzie widać ludzi z torbami z napisem „Books from Poland”. Przy stoisku kręci się sporo zainteresowanych osób, dla tych zaś, którzy chcą dowiedzieć się więcej, przygotowano sporo spotkań i paneli dyskusyjnych.

Na targach pojawiła się grupa polskich pisarzy, zaproszonych do przyjazdu przez British Council i Instytut Książki. Można więc posłuchać Olgi Tokarczuk, która została też wyróżniona tytułem Author of the Day, w związku z czym jej zdjęcia znaleźć można w wielu miejscach w hali, a materiały o jej twórczości zamieszczono we wszystkich pismach branżowych. W panelu dyskusyjnym dotyczącym kryminałów oprócz Olgi Tokarczuk bierze udział Zygmunt Miłoszewski, zaś w kilku spotkaniach poświęconych reportażowi posłuchać można Artura Domosławskiego i Ewy Winnickiej. O tłumaczeniach rozmawiają Jacek Dukaj, zaś o książkach historycznych Jacek Dehnel. Program kulturalny jest bardzo bogaty, a na spotkaniach z polskimi pisarzami pojawia się sporo osób. Trudno powiedzieć, czy przełoży się to na wyraźny wzrost obecności polskiej literatury na angielskim rynku, a na pewno więcej wydawców zagranicznych będzie świadomych tego, jak różnorodna i interesująca może być literatura naszego kraju.

Nie wszystkie punkty programu spotykają się z jednakowym entuzjazmem. Zorganizowana przez Instytut Książki impreza pod hasłem Vodka Hour budzi sporo kontrowersji zarówno wśród obecnych na targach wydawców z Polski, jak i wśród internautów, komentujących z oburzeniem pomysł utrwalający stereotypowy obraz Polaka. Nie da się jednak ukryć tego, że o Vodka Hour sporo się mówi, a wśród tylu interesujących stoisk nie jest łatwo przebić się ze swoim pomysłem do świadomości szerszej rzeszy wystawców.

Wygląda jednak na to, że polską obecność na londyńskich targach można uznać za bardzo udaną. Same targi zaś na pewno przyniosą nam wiele ciekawych tytułów, na które będziemy niecierpliwie czekać, nie wiedząc nawet, że to właśnie w Londynie ktoś podsunął odpowiednią książkę odpowiedniej osobie.


Pokaż wszystkie teksty publicystyczne.
Komentarze
Autor:  Paulina |  wypowiedzi: 19  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 335
jkesil
20-03-2017 23:14
Po pierwsze wielkie zaskoczenie. A jednak - nawet w czasach tzw dobrej zmiany można zorganizować ciekawy kulturalny (kulturotwórczy) event i bez agitowania natrętną prawicową (i nudną) retoryką postawić po prostu na TALENTY, bo to one się liczą w świecie sztuki. Znani z wyrazistych, anty-obecno-rządowych zapatrywań Tokarczuk, Dehnel, Zygmunt M. w otoczeniu innych nazwisk - to budzi nadzieje i... Po pierwsze wielkie zaskoczenie. A jednak - nawet w czasach tzw dobrej zmiany można zorganizować ciekawy kulturalny (kulturotwórczy) event i bez agitowania natrętną prawicową (i nudną) retoryką postawić po prostu na TALENTY, bo to one się liczą w świecie sztuki. Znani z wyrazistych, anty-obecno-rządowych zapatrywań Tokarczuk, Dehnel, Zygmunt M. w otoczeniu innych nazwisk - to budzi nadzieje i spotyka się z uznaniem wśród wydawców/agentów/szarych eminencji środowiskowych z całego świata. Pod tym względem polskie władze odrobiły lekcję z zeszłorocznej porażki: https://oko.press/instytut-ksiazki-kompromituje-sie-londynie-bledy-nazwiskach-brak-taktu/

Co do jabłek i wódki. DLACZEGO NIE? Co to za hipokryzja i zatęchła świętoszkowatość, by Polski nie promować choćby trunkiem wysokoprocentowym? Zapewniam, że Francuzi by to zrobili winem, a Irlandczycy whisky. Alkohol jest nieodłącznym (stety - niestety) przyjacielem wielu artystów, szczególnie pisarzy. A na tym evencie właśnie o nich się rozchodzi. Większy rozgłos Polska będzie mieć dzięki wódce niż kompotowi (choć to nie znaczy że nie ma być kompotu). Chodzi o pewna domieszkę bezczelności, która jest dziś potrzebna w PR. Wódka bardzo dobrze spełnia swe zadanie w tej kwestii. Poza tym na Zachodzie nie kojarzy się z tym z czym w PL - gdzie u nas to raczej króluje w zestawieniach z lumpami. Dobra wódka nie jest zła. Jabłka szpetne - no i ok. Lepsze takie niż gładkie i malowane z Biedry.

Zdarzenie wygląda (z tego tekstu i z innych artykułów) na udane, a PL czy się to komuś podoba czy nie - "podniosła się z kolan" po zeszłorocznej masakrze.
pokaż więcej
książek: 250
Andrzej
21-03-2017 07:09
To we Francji jeszcze wolno pić alkohol? Oh lala ;-)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 4143
Kaliber48
20-03-2017 23:32
Kurcze!!! Ale żenada! Niestety "Dobra Zmiana" dotarła także do Anglii i oczywiście w charakterystyczny dla jej twórców sposób czyli z prezentacją zgnilizny jako normą. O wódce nie wspomnę, ponieważ bym "popłynął". Ręce opadają.

A swoja drogą gdzie byli organizatorzy, autorzy książek czy miejscowi Polacy? Nikt nie widział tych jabłek i nie czuł obciachu? Zwyczajnie wstydzę się.
książek: 191
yodapl
21-03-2017 01:52
Dobra impreza nie jest zła. Ale czemu promować ją pod egidą wódy? Trza było sklecić zgrabne hasełko z użyciem miodu pitnego, naszej specjalności, zarzucić jakimś "mead time"... Albo cydr, bo na litość boską przywieźli jabłka przecież! Nie wspomnę już nawet o piwach kraftowych, którymi naprawdę robimy sporo zamieszania w świecie, i które jakością i oryginalnością nie odbiegają nawet od... Dobra impreza nie jest zła. Ale czemu promować ją pod egidą wódy? Trza było sklecić zgrabne hasełko z użyciem miodu pitnego, naszej specjalności, zarzucić jakimś "mead time"... Albo cydr, bo na litość boską przywieźli jabłka przecież! Nie wspomnę już nawet o piwach kraftowych, którymi naprawdę robimy sporo zamieszania w świecie, i które jakością i oryginalnością nie odbiegają nawet od światowych potęg branży. Ale jak zawsze promować nas musi wóda - trunek kojarzony z wąsatym wujkiem, który przedobrzył na weselu i drzymie smacznie z twarzą w sałatce śledziowej...
pokaż więcej
książek: 1284
Monika
22-03-2017 04:33
Prawie popieram, miodzik byłby naprawdę dobrym pomysłem, a i ciekawe piwo mogłoby znaleźć uznanie. Ale cydr na Wyspy wozić??? To tak, jakbyśmy próbowali we Francji chwalić się winem - jesteś pewien, że mamy czym?
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 2091
Renax
21-03-2017 06:52
Ale tej wódki z tytułu nie widziałam na wystawie. Te jabłka całkiem sympatyczne. Ale i tak najważniejsze są książki.
książek: 106
MontyP
21-03-2017 11:29
Jabłka mogli sobie darować. Za to podoba mi się właśnie taka idea targów jak w Londynie, gdzie można porozmawiać z wydawcami, agentami i całą branżą. U nas na targach są stoiska z książkami i panie (najczęściej wynajęte) po prostu je sprzedają. Od czasu do czasu jakiś pisarz-celebryta przysiądzie na zydelku w rogu stoiska, żeby przyciągać kupujących. Stragany z książkami należą do epoki dawno... Jabłka mogli sobie darować. Za to podoba mi się właśnie taka idea targów jak w Londynie, gdzie można porozmawiać z wydawcami, agentami i całą branżą. U nas na targach są stoiska z książkami i panie (najczęściej wynajęte) po prostu je sprzedają. Od czasu do czasu jakiś pisarz-celebryta przysiądzie na zydelku w rogu stoiska, żeby przyciągać kupujących. Stragany z książkami należą do epoki dawno minionej. Chyba?
pokaż więcej
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Odcięci

Świetny thriller, trochę epatujący makabrycznoscią, ale wciąga niczym ruchome piaski. Nie sposób oderwać się od lektury, co jest - mam wrażenie - znakiem rozpoznawczym książek Fitzeka. Bezwarunkowo polecam!

zgłoś błąd zgłoś błąd