Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/publicystyka/8067/mikolajki-i-inne-chlopaki

Mikołajki i inne chłopaki

22 wartościowy tekst

Mikołajki już za nami, wielkimi krokami zbliża się Gwiazdka. Większość z nas, jak przypuszczam, szukając prezentów świątecznych bacznie przegląda półki w księgarniach wypatrując wśród urodzaju publikacji pięknych książek. Kompletując wielki worek prezentów zwłaszcza dla najmłodszych i młodszych osób z rodziny warto umieścić w nim także chociaż jedną książkę. Pozostaje pytanie: co wybrać? Czy kierować się własnymi wspomnieniami z dzieciństwa czy nie? A jeśli tak: czy wybrać reprint starego, znanego nam wydania klasyki dziecięcej literatury (ten sam przekład i ilustracje) czy wybrać takie z nowym tłumaczeniem i szatą graficzną? Czytelniku i Czytelniczko, jeśli nie są Ci obce podobne pytania, tekst, który właśnie czytasz, może okazać się pomocny w odnalezieniu się w gąszczu dziecięcej literatury. Warto przy tym podkreślić, iż nie jest to artykuł badawczy czy filologiczny, ale raczej zbiór refleksji i praktycznych wskazówek, pomocnych przy szybkiej ocenie czy książka, która zwróciła naszą uwagę na pewno jest tym, czego szukamy.

Rymowanie na królewskie śniadanie

Przygoda czytelnicza dziecka rozpoczyna się od książeczek sztywnostronicowych i książek – zabawek, a niedługo potem uwagę małego czytelnika przykuwają teksty dźwięczne, melodyjne i rymowane czyli wierszyki i piosenki. Wszyscy znamy klasyczne utwory poetyckie Brzechwy i Tuwima – bez względu na to, czy czytamy je z tomów wydanych pięćdziesiąt lat temu czy w zeszłym roku, zilustrowanych przez uznanego czy początkującego artystę, tekst jest dokładnie taki sam. Zupełnie inaczej jest w przypadku klasycznych dzieł zagranicznych autorów, nie jest bowiem rzadkością, że jeden utwór dostępny jest w kilku różnych przekładach. Mówi się, że każde pokolenie musi mieć swojego Szekspira i dlatego co pewien czas wydawcy dochodzą do wniosku, że czas na wydanie nowego, uwspółcześnionego tłumaczenia jakiegoś powszechnie znanego literackiego dzieła. Kwestia przekładów wierszy dla dzieci stanowi tutaj nie lada wyzwanie, bowiem tłumaczy obowiązują dodatkowe wymagania. Stanisław Barańczak w jednym ze swoich tekstów na temat przekładów* pisze, że przekład wiersza dla dzieci ma prawo do odstępstw od oryginału (w zakresie zarówno opisywanych realiów jak i przebiegu akcji), bowiem odbiór poezji przez małego odbiorcę wymaga znajomego mu z doświadczenia (choćby wyobrażonego) świata przedstawionego i związanego z nim odbioru poetyckich i wychowawczych funkcji utworu. Czytając zatem ten sam wiersz A. A. MilneThe King's Breakfast” w tłumaczeniu trzech autorów otrzymujemy nieco odmienne (w formie i treści) historie:

Śniadanie króla
wolny przekład Antoni Marianowicz**

Król zapytał
Raz królowej,
A królowa
Pokojowej:
„Czyby masło
Się znalazło,
Bo król jeść
Śniadanie chce?”
„Sądzę - rzekła
Pokojowa -
Że się już
Zbudziła krowa,
Bo słyszała
Służba cała,
Jak mówiła
Rano «Mee»!”

Pokojowa
Znika w mig,
Przed ochmistrzem
Robi dyg:
„Czyby masło
Się znalazło,
Bo król zjeść
Śniadanie chce?”
Ochmistrz na to:
„Będzie prościej,
Gdy Królewskiej
Powiesz Mości,
Że się dania
Do śniadania
Już od świtu
Pichci te:

Pasztet z dzika
Z trufelkami,
Dwa bażanty
Z kasztanami,
Rybę w sosie,
Tłuste prosię
I z bananów
Pyszny krem,
Potem inne
Są desery,
Tort kawowy,
Cztery sery,
A do chleba
Będzie trzeba
Zamiast masła
Podać dżem.”

Pokojowa
Znika w mig,
Przed królową
Robi dyg:
„Marmolada
Też się nada,
Od ochmistrza
O tym wiem…”
A królowa
Się rozczula
I powiada
Tak do króla:
„Mam złe wieści,
Dają jeść Ci
Zamiast masła
Jakiś dżem!”

Król powstrzymać
Płaczu nie mógł,
Aż od łez mu
Kaftan przemókł
I zgnębiony
Do swej żony
Szepnął tylko:
„Masła chcę!”
Rozbeczała
Się królowa,
Popędziła
Pokojowa
I do krowy
Tymi słowy
Najuprzejmiej
Zwraca się:

„Król z rozpaczy
Całkiem zbabiał,
Prosi wciąż, by
Dać mu nabiał,
Czyby masło
Się znalazło,
Bo król nie chce
Dżemu jeść?”
„Chętnie służę”
- Rzekła krowa.
Popędziła
Pokojowa:
„Niech Król nie łka,
Bo masełka
Mu przynoszę
Kostek sześć”.

Cały smutek
Zaraz minął,
Król koziołki
Dwa wywinął:
„Nie frykasy,
Ananasy,
Lecz chleb z masłem
Chętnie zjem!
A imć ochmistrz
Na śniadanie
Marmoladę
Niech dostanie,
Marmoladę,
Marmoladę,
Marmoladę
Oraz dżem!”

Śniadanie króla

tł. Michał Rusinek***

Król powiedział
królowej
a królowa
służącej,
że by zjadł kromkę z masłem
zaraz, gdy raczy wstać.
Na to rzekła
służąca:
„Oczywiście,
już biegnę.
Zaraz powiem
to krowie,
nim położy się spać”.

Więc dygnęła,
pobiegła
i przed krową
stanęła
mówiąc: „Masło! o maśle
pomyśl, proszę przed snem”.

Na to krowa,
ziewając,
rzekła: „Powiedz królowi,
że ostatnio się raczej
zamiast masła
je dżem”.

„Ach, tak?” – rzekła
służąca
i pobiegła
do komnat.
Przed królową dygnęła
i spłoniwszy się ciut,
rzekła: „Wasza
Wysokość
śmiałość raczy
wybaczyć,
lecz dżem też bywa smaczny,
gdy dać warstwy ze dwie”

„Och” – odrzekła
królowa,
po czym poszła
do króla.
„Jeśli chodzi o masło,
z którym kromkę zjeść chcesz,
to ostatnio
się mówi,
że dżem jest
nawet lepszy.
Może więc na śniadanie
zamiast masła dżem zjesz?”.

Król rzekł najpierw
„A niech to!”,
potem krzyknął:
„O rety!”,
wreszcie jęknął:
„Ojejku!”
i pod kołdrą się skrył.
I wyszeptał:
„Nie powie
nikt, że jestem
wybredny.
Z masłem chleba
choć kromka
starczy, bym wesół był”

„Dobrze” – rzekła
królowa.
Do służącej
wnet poszła.
„Dobrze” – rzekła
służąca
i do krowy wnet mknie.
„No już dobrze.
Nie chciałam
sprawić tyle przykrości.
Masz tu mleko. A masła
kostki weź nawet dwie”.

Gdy królowa
zaniosła
w końcu masło
królowi,
król wyszeptał:
„Masełko!”,
z łóżka natychmiast wstał.
I powiedział
(całując
swoją żonę):
„Nie powie
nikt, że jestem
( zjechał
po poręczy),
nie powie
nikt, że jestem
wybredny
lecz mieć masło do chleba zawsze w domu bym chciał!”

Królewskie śniadanie

przeł. Zofia Kierszys****

Król zapytał
Królową,
Królowa
Gosposię:
„O masło można prosić
Do królewskich grzanek?” –
Tak zapytała.
„Och, rozumie to się –
odrzekła jej Gosposia. –
Zostanie podane.
Ja tylko powiem
Krowie.
Jest masło dla Króla
Na jutrzejszy ranek”.
Poszła
(Przedtem dygnęła)
I powiedziała
Krasuli zaspanej:
„Nie zapomnij o maśle
Do królewskich grzanek”.

Krasula
Mamrotnęła:
„Masło wycofane.
Obowiązuje hasło,
Że lepszy niż masło
Jest dżem
Z wiśni szklanek”.

Gosposia
Wykrzyknęła: „Te pomysły nowe!”
I poszła
Do Królowej.
Trochę spiekła raka.
„Królewska Mość
Wybaczy,
Żem zuchwała taka,
Lecz masło jest niezdrowe –
To mówiąc dygnęła –
I ostatnio wskazane
Są dżemy wiśniowe
Do smarowania grubo
Chleba, bułek, grzanek”.

„Aha” – rzekła Królowa
I poszła do Króla.
„Skoro o maśle mowa,
To o ile wiem
Z najrozmaitszych wzmianek,
Ostatnio się uważa,
Że zdrowszy jest dżem,
Szczególnie do grzanek.

Zechciej, mężu, skosztować–
Dodała Królowa –
Dżemu
Z wiśni szklanek”.
Król jęknął:
„Niech to licho!”
A potem: „Ojejej!”
I: „Och, ja nieboraczek!”
Rozpłakał się cicho,
Wrócił do łoża w zwojach tiulowych firanek.
„Nikt –
Mówił z płaczem –
Potępiać nie może
Moich skromnych zachcianek.
Wszak ja nie grymaszę,
Chcę tylko mieć, o Boże,
Odrobinę
Masła do grzanek”.

Królowa rzekła:
„No, no”
I poszła
Do Gosposi.
Gosposia rzekła:
„No, no. Trudny dziś poranek”
I poszła do obory.
Krasula rzekła:
„No, no,
Aż tak opłakane
Skutki tego żarciku!
Przecież jest mleko do jego kleiku
I jest masło do jego grzanek!”

Królowa wzięła
Masło,
Zaniosła Królowi.
Król przetarł oczy.
„Masło!”
I wyskoczył z łoża
Zza tych zwojów i zwojów tiulowych firanek.

„Nikt – oświadczył wesoło,
Cmoknął Królową w czoło
I zjechał po poręczy schodów
Na sam ganek –
Nikt
Nie może powiedzieć,
Żono, że grymaszę.
Nikt
Nie może potępiać,
żono, mych zachcianek.
PO PROSTU
Lubię na śniadanie nasze mieć masełko do grzanek!”

Jak myślicie – który z przekładów jest najbliższy oryginałowi w znaczeniu dosłowności? Otóż najwierniej tekst przełożyła Zofia Kierszys. A który z nich, waszym zdaniem, cechuje się największą lekkością, humorem i muzycznym rytmem? Bez wątpienia jest to przekład Antoniego Marianowicza, wolny – jak zaznacza uczciwie jego autor - stąd pojawienie się postaci, której nie było w oryginale (ochmistrz) czy wyliczanie przygotowywanych potraw, również nieobecne w tekście A.A. Milne’a. Warto zauważyć także różną długość i liczbę wersów u każdego z tłumaczy, inny układ strof oraz rozbieżne pomysły w kwestii nazwy jednej z postaci: pokojowa staje się służącą, a następnie gosposią.

Mimo wielu różnic trzon opowieści zostaje jednak ten sam. Inny z wierszy tego samego pisarza w ujęciu różnych autorów przekładów stanowi dobitny przykład na trudności stojące przed tłumaczem tekstu powstałego nie tylko w innym języku, ale także wiele lat temu. Dla dobrego zobrazowania problemu poniżej zamieszczono także tekst oryginalny:

If I Were King
by A. A. Milne

I often wish I were a King,
And then I could do anything.

If only I were King of Spain,
I'd take my hat off in the rain.

If only I were King of France,
I wouldn't brush my hair for aunts.

I think, if I were King of Greece,
I'd push things off the mantelpiece.

If I were King of Norroway,
I'd ask an elephant to stay.

If I were King of Babylon,
I'd leave my button gloves undone.

If I were King of Timbuctoo,
I'd think of lovely things to do.

If I were King of anything,
I'd tell the soldiers, "I'm the King!"

Gdybym był królem
przekład Antoniego Marianowicza

Gdybym był królem, nawet złym,
ach, ile rzeczy robiłbym!

Gdybym był królem Fidrygalii,
wszyscy by strasznie mnie się bali.

Gdybym był królem Cymbalonii,
karmiłbym co dzień kilka słoni.

Gdybym był królem Kalkomanii,
nie musiałbym się słuchać niani.

Gdybym był królem w Tarapacie,
mógłbym nabijać fajkę tacie.

Gdybym był królem w Dyrdymale,
nie musiałbym się czesać wcale.

Gdybym był królem Fiku-Miku,
jeździłbym ciągle na kucyku.

Gdybym był królem byle gdzie,
powiedziałbym: - Jam król! – No nie?

Gdybym był królem
przekład Stanisława Barańczaka

Chciałbym być Królem… Choć pół dnia!
Robiłbym wtedy, co się da.

Gdybym był Królem Bangladeszu,
chodziłbym z gołą głową w deszczu.

Gdybym był Królem w państwie Aden,
mógłbym rąk nie myć przed obiadem.

Gdybym był Królem Hondurasu,
zwiałbym ze szkoły hen, do lasu.

Gdybym był Królem Paragwaju,
skakałbym w biegu do tramwaju.

Gdybym był Królem Pakistanu,
robiłbym wciąż zamachy stanu.

A gdybym Królem był w Egipcie,
mógłbym, jak Zdziś, mieć rękę w gipsie.

Gdybym był Królem – choć pół dnia –
Rzekłbym dworzanom: - Król to ja!

Gdybym był królem
przeł. Zofia Kierszys

Ja bardzo często chcę być królem.
Wtedy bym wszystko mógł w ogóle.

Gdybym był królem…no, Hiszpanii,
Bym urwał kok cioci Melanii.

Gdybym był królem Słońce Francji,
Bym nie chciał żadnej elegancji.

Gdybym był królem, zaraz… Grecji,
Bym kazał co dzień ciastka piec mi.

Gdybym był królem Norrewegi,
Bym sobie twarz malował w piegi.

Gdybym był królem Babilonu,
Bym kupił tysiąc sto balonów.

Gdybym był królem Timbuktu-u
Bym jeździł w złotym wehikułu.

A gdybym królem był w ogóle,
Mówiłbym Gwardii: „Jestem królem”.

Każdy z tłumaczy stanął tu wobec pytania - jak oddać tekst, w którym występują trojakiego rodzaju trudności przekładowe? Wiersz jest monologiem chłopca marzącym o królewskiej władzy, pozwalającej na fanaberie oraz ignorowanie zasad i codziennych rytuałów. Problem w tym, że część wymienianych przez chłopca czynności, których nie będzie musiał robić odeszła już dawno do lamusa np. zapinanie na guziki rękawiczki noszone przez dzieci czy mycie i układanie włosów przez wizytą u ciotek. Po drugie dziecko wymienia egzotyczne, jego zdaniem, nazwy geograficzne o fascynującym brzmieniu, pochodzące z różnych okresów historycznych (istniejące i nieistniejące), mieszając miasta i państwa. Ostatnią kwestią, sprawiającą może najwięcej trudności, jest sprawa rymów – nazwy geograficzne rymują się z opisywanymi w drugich wersach strofek opisami pomysłowego łamania i ignorowania reguł. Jak to wszystko przełożyć? I czy to w ogóle jest możliwe? Stojąc w obliczu takiego pytania tłumacze odpowiedzieli nań we właściwy dla każdego z nich sposób: A. Marianowicz oddaje dziwaczność nazw geograficznych i ich fantastyczne oraz zabawne dla dziecka brzmienie, Z. Kierszys oddała nazwy dosłownie, zaś S. Barańczak wykorzystał nazwy geograficznie istniejące, ale bardziej egzotyczne dla współczesnego dziecka niż wymieniona w oryginale Hiszpania czy Francja. W kwestii wyobrażonych wybryków chłopca autorzy przekładu wykazali się dużą kreatywnością – żadne z nich nie przełożyło dosłownie wymienianych przez niego zachowań, choć wszyscy wiernie oddali zamiary chłopca w pierwszej i ostatniej strofie. Marianowicz i Barańczak przytoczyli po jednym pomyśle wykorzystania królewskiej władzy z oryginału (odpowiednio „nie musiałbym się czesać wcale” oraz „chodziłbym z gołą głową w deszczu”), a poza tym zastosowali przykłady zachowań charakterystycznych dla dzieci w czasie powstawania przekładu, stąd u Barańczaka lekkie aluzje polityczne, a w Marianowicza zachowania teraz już nieaktualne (nabijanie fajki tacie czy jazda na kucyku). Wszyscy tłumacze wyszli obronną ręką z kwestii zachowania rymów oraz lekkości i humoru wiersza. Który utwór najbardziej Ci się podoba? – zdecyduj miłośniku literatury dziecięcej lub rodzicu małego Czytelnika sam.





Komentarze
Autor:  Róża_Bzowa |  wypowiedzi: 14  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 1314
BlueSugar
12-12-2016 13:54
Jak zwykle śledzę z uwagą twoje artykuły o przekładach, gdyż to bardzo istotny temat, nie tylko z punktu widzenia polonisty-edytora, ale także z perspektywy czytelniczego pasjonata. Wiem, że nie należy ingerować w drastycznym stopniu w tekst i że należy być jak najbardziej wiernym intencji autora podczas wydawania książek, toteż czynem haniebnym jest dla mnie "okrajanie" książek. Z dzisiejszej... Jak zwykle śledzę z uwagą twoje artykuły o przekładach, gdyż to bardzo istotny temat, nie tylko z punktu widzenia polonisty-edytora, ale także z perspektywy czytelniczego pasjonata. Wiem, że nie należy ingerować w drastycznym stopniu w tekst i że należy być jak najbardziej wiernym intencji autora podczas wydawania książek, toteż czynem haniebnym jest dla mnie "okrajanie" książek. Z dzisiejszej perspektywy śmieszy mnie cenzurowanie Pippi pod względem poprawności politycznej, a także smuci fakt, że przez bardzo długi czas "Ania z Zielonego Wzgórza" istniała w świadomości czytelników w okrojonej wersji, bo jest to książka, do której mam sentyment. (Ostatnio na LC był test "jak dobrze znasz Anię z Zielonego Wzgórza" i dostałam w nim 9/10. Może by było 10/10, gdyby nie to, że na pytanie "Na co chorowała Minnie May" nie było odpowiedzi z przekładu, którego znam, bo w moim przekładzie chorowała ona na koklusz, a tej odpowiedzi nie było na teście. Spotkałam się także z odmiennym przekładem, co do tego, na co umarli rodzice Ani, bo raz umarli na tyfus, a innym razem na febrę.) Wniosek jest taki, że od teraz będę szukać tego konkretnego przekładu w księgarniach, bo mnie bardzo ciekawi i w pewien sposób rozwieje moje wątpliwości, co do niuansów tej książki.

Może nie jestem specjalistą od tłumaczeń, ale również chętnie przeczytałabym artykuł o przekładach Tolkiena, choć o ile pamiętam, to chyba coś takiego już się tu pojawiło. Jeśli nie, to byłby dobry pretekst do kontynuowania serii artykułów na LC o przekładach, bo Tolkien przecież też był tłumaczem, a jego przekład "Beowulfa" w wydaniu dwujęzycznym ukazał się na polskim rynku.
pokaż więcej
książek: 1341
Monika
15-12-2016 02:32
Z tym wydaniem dwujęzycznym "Beowulfa" wcale nie jest tak wesoło, jak mogłoby być. Po przeczytaniu "Upadku króla Artura" w podobnym wydaniu mam niejakie wątpliwości co do kompetencji tych tłumaczek. Co oczywiście nie przeszkadza cieszyć się wersją angielską, a polskiej używać wyłącznie jako podręcznego słowniczka przy co trudniejszych fragmentach. Działało w przypadku "Upadku...",... Z tym wydaniem dwujęzycznym "Beowulfa" wcale nie jest tak wesoło, jak mogłoby być. Po przeczytaniu "Upadku króla Artura" w podobnym wydaniu mam niejakie wątpliwości co do kompetencji tych tłumaczek. Co oczywiście nie przeszkadza cieszyć się wersją angielską, a polskiej używać wyłącznie jako podręcznego słowniczka przy co trudniejszych fragmentach. Działało w przypadku "Upadku...", niestety w "Beowulfie" mamy dwie opowieści (oprócz tego komentarz krytycznoliteracki chyba przebijający je objętością), pierwszą jest sam poemat i ten faktycznie wydany jest dwujęzycznie, czyli w przekładzie Tolkiena na względnie współczesny angielski i przekładzie tegoż przekładu na polski (brakuje mi trochę oryginału, ale wiem, że "Kto by to przeczytał???"), natomiast drugą opowieść stanowi wersja tej samej historii przedstawiona nie jako wysoka literatura, ale jako prosta opowiastka ludowa - i tu problem, dostajemy wyłącznie polski przekład! Poczułam się oszukana i odłożyłam książkę na później, aż mi złość przejdzie.
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 338
miharu
13-12-2016 18:04
"Niedźwiedź w ogóle bez Rozumu"
Jak to niesympatycznie brzmi!

A co do imienia Kubusia, to nie wiem, czy jest to AŻ tak dziwne, że misiek ma damskie imię. U nas też mężczyzna może mieć na imię Maria, tyle że na drugie (na pierwsze zapewne nie wolno). ;

"Rachel Linde z Ani z Zielonego Wzgórza przez wiele lat znana jest jako Małgorzata Linde"

Ooo... a ja naiwnie zawsze sądziłam, że to jest...
"Niedźwiedź w ogóle bez Rozumu"
Jak to niesympatycznie brzmi!

A co do imienia Kubusia, to nie wiem, czy jest to AŻ tak dziwne, że misiek ma damskie imię. U nas też mężczyzna może mieć na imię Maria, tyle że na drugie (na pierwsze zapewne nie wolno). ;

"Rachel Linde z Ani z Zielonego Wzgórza przez wiele lat znana jest jako Małgorzata Linde"

Ooo... a ja naiwnie zawsze sądziłam, że to jest prawdziwe imię bohaterki. ;)

Wygląda na to, że z literaturą dla dzieci można robić, co się żywnie podoba. Można wycinać fragmenty, zmieniać nazwy i imiona, dodawać postacie, skracać, spolszczać, cenzurować, dostosowywać do "ducha czasu" i realiów czytelnika. Tylko... co pozostaje z oryginału i czy tłumacz ma prawo do takich zniekształceń?

Niezwykle ciekawy artykuł, zawiera masę informacji. Dowiedziałam się nowych rzeczy, o których nie miałam bladego pojęcia. Zasłużony plus dla bardzo pracowitej autorki. +
pokaż więcej
książek: 6124
Róża_Bzowa
13-12-2016 21:19
Dziękuję za dobre słowo :-)
Zebranie tych wszystkich informacji, a niekiedy ponowna lektura, zajęło mi kilkanaście dobrych tygodni. Mam taką zasadę, że z napisanego tekstu, podobnie jak czytelnik, powinnam także dowiedzieć się czegoś nowego.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 598
AnakinQ
14-12-2016 10:47
O przekładach można napisać dużo i z sensem, jak widać na tym przykładzie. Mimo dużej ilości informacji zabrakło mi opowieści o przekładach Hobbita i Władcy Pierścieni. To był mój pierwszy raz, kiedy spotkałem się z różnymi tłumaczeniami, kiedy tak bardzo w oczy rzuciły się różnice. Dla mnie osobiście ikoniczne było i jest tłumaczenie Hobbita Marii Skibniewskiej. Przekładu Pauliny Braiter nie... O przekładach można napisać dużo i z sensem, jak widać na tym przykładzie. Mimo dużej ilości informacji zabrakło mi opowieści o przekładach Hobbita i Władcy Pierścieni. To był mój pierwszy raz, kiedy spotkałem się z różnymi tłumaczeniami, kiedy tak bardzo w oczy rzuciły się różnice. Dla mnie osobiście ikoniczne było i jest tłumaczenie Hobbita Marii Skibniewskiej. Przekładu Pauliny Braiter nie czytałem - podobno jest bliższy oryginałowi. Co do Władcy Pierścieni, to czytałem go w tłumaczeniu, a jakże, Marii Skibniewskiej. Niestety, moje oczy nadal bólem reagują na wspomnienie tłumaczenia Jerzego Łozińskiego - na szczęście przeczytałem tylko kilkanaście stron i oddałem do biblioteki. Porównanie tłumaczeń można znaleźć m.in. tutaj: http://www.tolkien.cyberdusk.pl/index.php?tlu
pokaż więcej
książek: 1341
Monika
15-12-2016 02:57
Mnie oczy najpierw zabolały przy "Diunie", więc do "Władcy pierścieni" zajrzałam dobrze już przygotowana na wszystko, co pan Łoziński potrafi najlepiej, tylko po to żeby sprawdzić, czy był w swojej najlepszej formie, kiedy to popełniał i oczywiście odrzuciło mnie już na pierwszej stronie. Słyszałam jednak, że jest to tłumaczenie bardzo wierne (poza kłującym w oczy radosnym słowotwórstwem),... Mnie oczy najpierw zabolały przy "Diunie", więc do "Władcy pierścieni" zajrzałam dobrze już przygotowana na wszystko, co pan Łoziński potrafi najlepiej, tylko po to żeby sprawdzić, czy był w swojej najlepszej formie, kiedy to popełniał i oczywiście odrzuciło mnie już na pierwszej stronie. Słyszałam jednak, że jest to tłumaczenie bardzo wierne (poza kłującym w oczy radosnym słowotwórstwem), więc od czasu do czasu kusi mnie, żeby przeczytać wersję z poprawionymi nazwami własnymi, bo po przeczytaniu oryginału przekonałam się, że kanoniczne tłumaczenie Skibniewskiej, na którym się wychowałam, też nie jest wolne od wad.
Ale to kiedyś, jak stosy zmaleją.

Przekładu "Hobbita" Pauliny Braiter też nie czytałam, ale ani trochę mnie nie ciągnie. Jakieś takie mam wrażenie wyniesione z innych próbek jej możliwości translatorskich, że jest bardzo nastawiona na młodego odbiorcę. Ilekroć trafiałam na jej tłumaczenie czegokolwiek, zawsze miałam wrażenie, że tekst jest ugrzeczniony, miejscami nawet infantylny, że w oryginale po prostu musiał być trochę ostrzejszy. Ale to tylko moje wrażenie, dowodów nie mam, nie porównywałam z oryginałami ani nawet z innymi przekładami, wrażenie wynika z tego, że kiedy czuję, że coś jest nie tak, że coś jakby jest posłodzone względem tego, co być powinno, to spojrzenie na stronę tytułową najczęściej ujawniało nazwisko Pauliny Braiter - tak ją zapamiętałam, dzięki sprawdzaniu, kto zrobił coś, co mi się nie podoba, bo dopóki czyta mi się dobrze, dopóty nie mam potrzeby przyglądać się nazwisku tłumacza - stąd najlepiej pamiętam zwykle tych, którzy mi podpadli.
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1341
Monika
15-12-2016 02:14

wśród licznych przykładów różnych imion tytułowego bohatera książki w kolejnych przekładach jest to, zdaje się, jedyny w historii literatury przypadek nie tylko całkowitej zmiany imienia i przydomku, ale także zmiany rodzaju nazwy postaci z żeńskiej na męską (a może odwrotnie)!


Jeśli chodzi o bohaterów tytułowych lub głównych - być może. Ale w przypadku postaci mniej istotnych zdarza się nie...

wśród licznych przykładów różnych imion tytułowego bohatera książki w kolejnych przekładach jest to, zdaje się, jedyny w historii literatury przypadek nie tylko całkowitej zmiany imienia i przydomku, ale także zmiany rodzaju nazwy postaci z żeńskiej na męską (a może odwrotnie)!


Jeśli chodzi o bohaterów tytułowych lub głównych - być może. Ale w przypadku postaci mniej istotnych zdarza się nie tylko zmiana rodzaju samej nazwy, ale nawet zmiana płci! Przykładem niech będzie ropucha Teodora, która w oryginale była ropuchem Trevorem (HP) - aż czekałam żeby w którymś późniejszym tomie Trevor poderwał jakąś ropuszkę i żeby tłumacz musiał się nagimnastykować przy odkręcaniu tego, co zupełnie niepotrzebnie wymyślił!
pokaż więcej
książek: 1062
Tanczaca_z_Ksiazkami
20-12-2016 22:01
A swoją drogą, to zastanawiające, że Pippi występuje zarówno jako Långstrump jaki i Långstrumpf. Ja zawsze byłam przekonana, że to drugie, tymczasem po spytaniu gugla okazuje się, że częstotliwość obu wystąpień rozkłada się mniej więcej po równo z leciutką przewagą wersji bez "f" na końcu.
Ciekawa jestem skąd wzięła się ta rozbieżność.
Pozdrawiam, bardzo interesujący artykuł.
książek: 6124
Róża_Bzowa
20-12-2016 23:38
O!
Dziękuję za tę uwagę, dzięki niej mogę wyjaśnić moje drobne niedopatrzenie.

Przez cały czas wydawało mi się, że serial miał tytuł "Pippi Langstrumpf" (tak pamiętałam z czasów telewizyjnej emisji). Pisząc artykuł sprawdziłam jednak tę informację w Wikipedii i tam znalazłam, że "Pippi Långstrump", zatem taki tytuł figuruje w tekście.
Teraz jednak odkryłam, że na stronie Filweb serial...
O!
Dziękuję za tę uwagę, dzięki niej mogę wyjaśnić moje drobne niedopatrzenie.

Przez cały czas wydawało mi się, że serial miał tytuł "Pippi Langstrumpf" (tak pamiętałam z czasów telewizyjnej emisji). Pisząc artykuł sprawdziłam jednak tę informację w Wikipedii i tam znalazłam, że "Pippi Långstrump", zatem taki tytuł figuruje w tekście.
Teraz jednak odkryłam, że na stronie Filweb serial figuruje pod tytułem "polskiej emisji" czyli jako "Pippi Langstrumpf" (tak, jak pamiętałam).
Rozbieżność jest banalnie prosta do wyjaśnienia: serial był koprodukcją szwedzko-niemiecką. Po szwedzku tytuł filmu (i książki oraz nazwisko postaci) brzmi "Pippi Långstrump", a po niemiecku - "Pippi Langstrumpf" (bez kółeczka nad "a").

Nasuwa się zatem wniosek, ze polska Telewizja zakupiła serial od koproducenta niemieckiego.

Przesyłam uśmiechy
Róża
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Blisko mnie

Po przeczytaniu "Blisko mnie" Amandy Reynolds czuje lekki zawód. Bardzo obiecująca lektura, którą świetnie się czytało za sprawą stylu auto...

zgłoś błąd zgłoś błąd