Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/publicystyka/7249/dobrze-wyjsc-z-pisarzem-hanya-yanagihara

Dobrze wyjść z pisarzem: Hanya Yanagihara

15 wartościowy tekst

Czasem dzieje się to, o czym myśleliście, że już nigdy w życiu Was nie spotka. Jesteście przekonani, że to, co macie, musi już Wam zupełnie wystarczyć. Trzeba grać tym, co się ma. Nie wydarzy się już nic, co wykraczałoby poza bieg powszednich, nie takich znów przecież złych dni. I wtedy to się dzieje – poznajecie tego człowieka, oglądacie ten film, czytacie tę książkę.

Pierwsze wrażenie jest decydujące? W tym przypadku nie. Najpierw była podejrzliwość. Ale to moja wyjściowa postawa zawsze, tak wobec ludzi, jak i wobec książek, której staram się wyzbyć (ostrożnie). Czytając początek Małego życia, czułam w sobie ogromny opór: nie chodzi o to, że książka źle się zaczyna, ale o to, że zbyt silnie próbowano mi wmówić, że będzie dobra, co tam dobra: bardzo dobra, genialna, najlepsza powieść, jaka ukazała się na amerykańskim rynku w 2015 roku. Nie lubię czytać książek, które otacza taki nimb. Najczęściej jest on fałszywy.

Hanyi Yanagiharze w końcu udało się ten mój wewnętrzny opór przełamać. Wyzbyłam się tej podejrzliwości, otworzyłam się na jej historię. I wtedy znów mnie zawiodła: poczułam się przez nią manipulowana. To okropne uczucie, więc prawie obraziłam się na pisarkę i znów chciałam przestać czytać.

(Wybaczcie, że nie operuję konkretami, ale obiecałam paru osobom, że nie będę mówić o tej książce, dopóki one jej nie przeczytają. Zakładam zresztą, że w ogóle nie wszyscy czytający ten wpis czytali „Małe życie” – zaufajcie mi, tak będzie lepiej).

W każdym razie, poczułam się manipulowana. W czasie lektury miotały mną tak silne emocje – nie owijając w bawełnę: okropnie ryczałam nad tą książką, co prawie nigdy mi się nie zdarza – że pomyślałam, że to jest celowy zabieg autorki. Gra na moich (naszych) emocjach, dawkuje nam ból i napięcie, wywołuje współczucie i litość, przywiązuje nas do bohaterów, zbyt wiele krzywdy im wyrządza…no ale zaraz – na tym przecież m.in. polega literatura. Więc w końcu po raz drugi odpuściłam moją podejrzliwość i dałam się Yanagiharze prowadzić tam, gdzie chciała.

To była dobra decyzja.

W tej chwili czuję – asekuruję się, bo może ta chwila przeminie i już tak nie będę czuła – że to jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w życiu. Podbiła moje serce Yanagihara, oczarowała mnie. Swoim minimalistycznym stylem, który jednak działa na emocje i wyobraźnię. Tak jak napisał kiedyś, już tak dawno temu, Franz Kafka: powieść powinna być jak siekiera, która rozbije zamarznięte morze wokół nas. Tak było w przypadku „Małego życia”. Myślałam, że już mi się to nie zdarzy (choć po cichu na to liczyłam), ale znów znalazła się książka, która potrafiła mnie wybić z mojego rytmu, totalnie mną zawładnąć czy, mówiąc kolokwialnie, wziąć przez zaskoczenie. Piękna sprawa! Lubię takie niespodzianki.

Słyszałam i czytałam, że zdania o tej książce są mocno podzielone. Na mnie zrobiła najlepsze wrażenie, gdy dotarłam wreszcie do jej drugiej połowy. Pierwsza część była interesująca, później odczuwałam przesyt i niedowierzenie (to ten moment manipulacji, o której wspomniałam), a później ogromnie mi się spodobała. Dlaczego?

Bo to historia o przyjaźni, na którą czekałam, choć nawet nie wiedziałam, że czekam. Zawsze uważałam przyjaźń za jedną z najważniejszych relacji w życiu, ale bardzo niedocenioną – i w życiu, i w literaturze. Przyjaciele są stałymi punktami orientacyjnymi, które – jeśli mamy dość szczęścia – towarzyszą nam od wielu lat do końca życia. Niektórzy z nich znają nas jeszcze z czasów, kiedy nie wiadomo było, co z nas wyrośnie. I o tym m.in. jest ta książka. I o potrzebie bliskości i intymności, o konieczności zaufania komuś – znalezienia w kimś swojej kotwicy. Na całe małe życie.

Mówienie o książce, którą ledwo się przeczytało, że jest jedną z najważniejszych w życiu, zakrawa na egzaltację. Na nadużycie. Ale czasem się to po prostu zdarza (choć czar może prysnąć). Kiedy ostatnio żywiłam takie uczucia po przeczytaniu książki? Chyba po „Półbracie” – pisałam o tym parę tygodni temu. Kończąc go, byłam tak samo oczarowana i przekonana, że to jedna z najważniejszych książek w moim życiu. Nie zrozumcie mnie źle, wiele powieści, zwłaszcza ostatnio, bardzo mi się podobało. Podobają mi się kolejne tomy Karla Ove Knausgårda, podoba mi się – i to jak! – tetralogia Eleny Ferrante, która też w jakimś stopniu zmienia moje myślenie o pisaniu i literaturze, a to znaczy, że wpływa na moje życie, że jest ważna. Ale tak jak Yanagihara ani Knausgård, ani Ferrante mną nie zawładnęli. Ciekawe dlaczego.

Przygotowując się do pisania tego tekstu, trafiłam na artykuł napisany przez Hanyę Yanagiharę, w którym opowiada, jak pisała „Małe życie”:

Pisałam „Małe życie” jakby pogrążona w gorączce: przez 18 miesięcy nie byłam w stanie skoncentrować się na czymkolwiek innym. Książka opowiada o czterech mężczyznach, przyjaciołach i ukazuje ich losy, od kiedy mają po dwadzieścia lat do czasów, kiedy są po pięćdziesiątce. Akcja toczy się w Nowym Jorku w bliżej nieokreślonym czasie. Bohaterowie – Jude, JB, Willem i Malcolm – nie są świadomie wzorowani na konkretnych osobach z mojego otoczenia, a dziedziny, którymi zajmują się zawodowo (prawo, sztuka, aktorstwo, architektura), nie są czymś, na czym sama dobrze się znam.

Ale o ile samo pisanie zajęło mi niewiele czasu, o tyle – dopiero całkiem niedawno zdałam sobie z tego sprawę – myślałam o niej już od dawna. Zaczęłam zbierać fotografie, gdy miałam 26 lat, czyli 14 lat temu. Kiedy zaczęłam pracę nad tą książką, ciągle wracałam do niektórych zdjęć, wciąż i wciąż je oglądałam. Były dla mnie wzorcami tonacji, odniesieniem, które pozwalało mi sprawdzać, czy w słowach i scenach oddaję ich klimat, czy czuję przy nich to samo, co czuję, oglądając te obrazy.

Zdjęcia te Yanagihara określa swoim wizualnym dziennikiem z 1,5-rocznego okresu pisania książki. Znalazły się wśród nich: okładka The New York Times Magazine z artykułem Chipa Kidda „When AIDS Ends”, fotografia Diane Arbus „The Backwards Man in His Hotel Room” (1961) i obraz Geoffreya Chadseya „Boys in the Band” (2006). Faktycznie, po obejrzeniu ich rozumiem, dlaczego stanowiły inspirację dla autorki „Małego życia”.

Z kolei zdjęcia, którymi przeplatam ten wpis, pochodzą z konta Hanyi Yanagihary na instagramie, które bardzo mi się podoba. Nowojorskie kadry przypominają klimat tworzonej przez pisarkę prozy, a te bardziej egzotyczne z palmami narzucają mi myśl, że debiutancka powieść Yanagihary, jeszcze nieprzetłumaczona na polski, The People in the Trees, może być równie porywająca co „Małe życie”, a kto wie, może nawet lepsza? Mam nadzieję, że wkrótce ukaże się polskie wydanie. A jeśli nie, to – publicznie się odgrażam – przeczytam ją po angielsku.

Zobaczcie tez konto na instagramie poświęcone książce „Małe życie”.

Czytaliście „Małe życie”? Po której stronie barykady jesteście: po stronie tych zachwyconych czy znudzonych czytelników?

Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Powiązane treści:
Dobrze wyjść z pisarzem: Miron Białoszewski

Od kilku już lat czerwiec i lipiec upływają mi pod znakiem Mirona. To jeden z moich absolutnie ulubionych pisarzy? poetów? diarystów? Zresztą nieistotne, jak go nazwiemy, bo dla mnie Miron to po prostu Miron, jego imię to nazwa oddzielnego gatunku literackiego. Rocznica jego śmierci przypada 17 czerwca, a urodzin – 30 czerwca.



więcej
Dobrze wyjść z pisarzem: Julio Cortázar i kronopio

Najwyższy czas na najważniejsze postaci literackie – nie wiem, jak można bez nich się obyć: dziś o kronopiach, famach i nadziejach. I o Julio Cortázarze.



więcej
Dobrze wyjść z pisarzem: Lars Saabye Christensen

Był już Italo Calvino. Byli Paul Bowles i Bruce Chatwin. Był już Henry Miller. Muszę sobie przypomnieć, który jeszcze pisarz wywarł na mnie równie wielkie wrażenie jak ci wymienieni. Był ktoś jeszcze? Kogo pamiętam? Kto wciąż wydaje mi się inspirujący? A przynajmniej kogo pamiętam jako inspirującego? Odpowiedź już znacie – przecież jest w tytule.



więcej

Pokaż wszystkie teksty publicystyczne.
Komentarze
Autor:  Joanna |  wypowiedzi: 7  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 1099
bromba
24-06-2016 09:36
Bardzo słaba książka wypromowana na arcydzieło, bo wydawca wpakował kupę kasy w promocję (banery, podejrzewam też, że w bilety samolotowe dla dziennikarzy robiących wywiad z autorką...) !
A, i poproszę o jakiś przykład 'minimalistycznego stylu' autorki, bo jakoś się nie dopatrzyłam...
książek: 517
Iceman
24-06-2016 16:10
Tiaaaa. Tysiące ludzi na całym świecie (w tym również w Polsce) głęboko przeżyło "Małe życie", o czym świadczy niekończąca się lista postów i recenzji pełnych najprawdziwszych zachwytów i uznania dla autorki. Ta książka bez wątpienia więc odpowiada na potrzeby (i lęki) współczesnego czytelnika, co obecnie bardzo rzadko się zdarza w literaturze. Nie jest to książka bez wad, ale czytając... Tiaaaa. Tysiące ludzi na całym świecie (w tym również w Polsce) głęboko przeżyło "Małe życie", o czym świadczy niekończąca się lista postów i recenzji pełnych najprawdziwszych zachwytów i uznania dla autorki. Ta książka bez wątpienia więc odpowiada na potrzeby (i lęki) współczesnego czytelnika, co obecnie bardzo rzadko się zdarza w literaturze. Nie jest to książka bez wad, ale czytając głupio-mądre recenzje w polskiej prasie, nie można było dowiedzieć się wiele o istocie tej powieści. Wielu z recenzentów prasowych nie zadało sobie nawet trudu, by poważnie zastanowić się dlaczego ona tak działa, na czym polega jej fenomen. Zamiast analizy i refleksji były głównie fochy, że dostajemy tytuł głośny, a tu "bezczas", "nie ma kobiet", "szantaż emocjonalny", "dłużyzny", "wadliwa konstrukcja". A przecież wszystko to jest celowe, więc może trzeba się zastanowić: dlaczego taka jest ta książka? Z czego się bierze, że tak a nie inaczej została pomyślana? Czemu to ma służyć? Takiego namysłu u wielu polskich krytyków nie znalazłem śladu. Zamiast tego mamy dyrdymały pisane na kolanie. Pała, drodzy państwo.
A już pisanie o "Małym życiu" jako o marnej literaturze jedynie wystawia świadectwo ferującemu takie bezzasadne i bezsensowne wyroki. Też się nie zgadzam, żeby styl Yanagihary był akurat minimalistyczny, jest raczej przezroczysty, co nie jest przecież wadą. "Medytacja nad przemocą' - taki tytuł nosił tekst o książce w "Tygodniku Powszechnym" i chyba najlepiej oddaje to, czym "Małe życie" jest - z tym, że "przemoc" należy rozumieć szeroko, również jako "przymus", w tym "przymus życia". To jest jeden z istotnych elementów sprawiających, że ta książka tak głęboko porusza: in plus i in minus.
Natomiast pretensje do wydawcy, że promował książkę, dając m.in. banery na lubimyczytać - to już jest po prostu śmieszne.
pokaż więcej
książek: 1034
Joanna
25-06-2016 12:05
Jako że z większością Twojej wypowiedzi się zgadzam, odniosę się jedynie do stwierdzenia, że styl jest nie tyle minimalistyczny, co przezroczysty - zgadzam się, to o wiele lepsze określenie. Choć w moim odczuciu przezroczysty często (i w tym przypadku też) wiąże się z minimalistycznym.

Jeżeli zaś chodzi o samą warstwę fabularną, to celowo w ogóle o niej nie wspominałam. Moim zdaniem jest to...
Jako że z większością Twojej wypowiedzi się zgadzam, odniosę się jedynie do stwierdzenia, że styl jest nie tyle minimalistyczny, co przezroczysty - zgadzam się, to o wiele lepsze określenie. Choć w moim odczuciu przezroczysty często (i w tym przypadku też) wiąże się z minimalistycznym.

Jeżeli zaś chodzi o samą warstwę fabularną, to celowo w ogóle o niej nie wspominałam. Moim zdaniem jest to materiał na tyle tematów, na tyle dyskusji, że już samą tą wielowarstwowością i, oczywiście, sposobem ujęcia tych tematów przez Yanagiharę, powieść się broni. I jednocześnie sądzę, że uprawnia mnie to do tego, by nie rozdrabniać się i nie pisać o wszystkim w jednym krótkim tekście. Nie wiem, czy będę mieć jeszcze okazję na łamach LC pisać o "Małym życiu", ale na pewno bym chciała te wszystkie możliwe odczucia i interpretacje przedyskutować.
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 369
Mira
24-06-2016 23:35
Zgadzam się. "Małe życie" to wciągająca i niezmiernie frapująca książka. Jasno z niej wynika, że napisała ją nietuzinkowa autorka. Czasami ją ponosi, ale to jest wielki talent pisarski. Ciekawe więc zobaczyć, co się za nim kryje. Dziękuję!
książek: 1849
mandżuria
25-06-2016 12:55
Dzięki za ten artykuł, mogłabym się pod nim podpisać (tylko czy umiałabym tak dobrze ubrać swoje myśli w słowa?) - i ja od czasów "Półbrata" nie miałam poczucia, że czytam powieść totalną, ukształtowaną w pełni, gdzie wszystko składa się misternie, żeby opowiedzieć jedną historię, tak naprawdę poruszyć niemalże jeden temat, ale za to tak wielowymiarowo, że zostaje w sercu natychmiast i już się... Dzięki za ten artykuł, mogłabym się pod nim podpisać (tylko czy umiałabym tak dobrze ubrać swoje myśli w słowa?) - i ja od czasów "Półbrata" nie miałam poczucia, że czytam powieść totalną, ukształtowaną w pełni, gdzie wszystko składa się misternie, żeby opowiedzieć jedną historię, tak naprawdę poruszyć niemalże jeden temat, ale za to tak wielowymiarowo, że zostaje w sercu natychmiast i już się wie, że nie zniknie z pamięci (górnolotnie, ale prawdziwie - już w trakcie czytania byłam tego pewna). "Małe życie" to książka o przyjaźni i miłości, bo w sumie ciężko przecież określić, gdzie zaczyna się jedno a kończy drugie - w moim odczuciu bardziej właśnie o tych pozytywnych uczuciach niż nawet o dramatach, którym przecież też wiele miejsca poświęca. Książka, o której można dyskutować godzinami, o ile oczywiście nie zakończy się rozmowy na wstępie stwierdzeniem "Za bardzo promowana"... Oczywiście, agresywny marketing rzadko pomaga, ale litości, jeśli to nie jest literatura warta promowania, to ja już nie wiem, co nią jest :)
pokaż więcej
książek: 329
fossa
29-06-2016 11:22
Miałam właśnie pisać czy możemy się spodziewać wydania polskiego "People on the trees".
Czytając o tych zdjęciach, myślałam, że może natknę się o wzmiankę o zdjęciu do amerykańskiego wydania tej książki, które de facto tak na mnie podziało, że kupiłam sobie właśnie to wydanie. Już od grudnia nie daje mi spokoju ta okładka i to jak koresponduje z treścią.
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Dziewczyna wchodzi do baru

Dorwałam interaktywna książkę i uważam, że to wspaniała koncepcja, być bohaterem książki którą czytasz i decydować o tym, jak ma się potoczyć histori...

zgłoś błąd zgłoś błąd