Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/publicystyka/12556/5-nieoczywistych-pisarzy-na-lato

5 nieoczywistych pisarzy na lato

17 wartościowy tekst

Utarł się pogląd, że latem najlepiej sięgać po książki lekkie, łatwe i przyjemne, kryminały i czytadła, które pozwolą błogo się odprężyć. Nigdy nie rozumiałem tej filozofii: przecież to latem, w wakacje, mamy zwykle nieco więcej czasu, możemy więc pozwolić sobie na śmielsze poszukiwania, na czytanie grubych, poważnych, może i nawet trudnych dzieł.

W codziennej gonitwie pracy i obowiązków studiowanie filozoficznego traktatu czy rozszyfrowywanie hermetycznej poezji może się po prostu nie udać, a na plaży, w ogrodzie czy na łące, w hamaku, na leżaku czy na kocyku, umysł chętnie zmierzy się z godnym przeciwnikiem. Lato to także dobry czas na literackie odkrycia, poszerzanie horyzontów, schodzenie z utartych ścieżek czytelniczych. Oto zatem pięcioro pisarzy nieco mniej znanych, może czasem nawet zapomnianych, niekoniecznie trudnych, ale na pewno odmiennych, po których warto sięgnąć w trakcie sierpniowych tygodni.

Zacznijmy od autora zagadki: B. Traven od dekad intrygował czytelników na całym świecie. W swoim czasie cieszył się sławą i poczytnością, przede wszystkim za sprawą hollywoodzkiej ekranizacji jego „Skarbu z Sierra Madre”, ale mimo popularności i uznania właściwie nic o nim nie wiedziano. Jedyne konkrety były w zasadzie takie, że był Niemcem (pisał po niemiecku) i mieszkał w Meksyku (często portretowanym w jego prozie). Dziś łatwo znaleźć w sieci liczne teorie na jego temat. Różne, ale łączy je element sensacyjności – zdaje się, że pan Traven doskonale nadawałby się na postać literacką. Najpopularniejsze hipotezy sugerowały, że Traven był anarchistycznym aktywistą, który zbiegł z kraju. Możliwe, że za wywrotową działalność został w 1919 roku skazany na śmierć, ale zdołał uciec z Niemiec i przepadł bez śladu. Możliwe, że był Amerykaninem, który interesował się latynoską kulturą i dlatego osiedlił się w Meksyku. Ale istnieją też znacznie bardziej fantastyczne – przez co pewnie nieco mniej prawdopodobne, ale tym nam milsze – teorie, w myśl których B. Traven był nieślubnym synem cesarza Niemiec Wilhelma II albo literackim alter ego pewnego prezydenta Meksyku. Ja chyba najbardziej lubię te stricte literackie wersje: w myśl pierwszej Traven to tak naprawdę Jack London, który upozorował samobójstwo i przeniósł się do Meksyku, albo niejaki Ambrose Bierce, znakomity amerykański nowelista (nawiasem mówiąc, też chyba lekko przykryty kurzem niepamięci), który w podeszłym wieku wyruszył do ogarniętego rewolucją Meksyku i przepadł bez śladu.

Awanturnicza i tajemnicza biografia nie daje oczywiście gwarancji, że i literatura okaże się równie ciekawa, ale moim zdaniem proza Travena ma w sobie dużą dawkę uroku i jeśli się zestarzała, to z klasą. Ja znajomość z tym panem zacząłem od tomu opowiadań „Nocny gość” i już tytułowe opowiadanie mocno mnie zaintrygowało: człowiek nazwiskiem Gales, właściciel terenów położonych gdzieś na południu Meksyku u granic tropikalnej puszczy, wprowadza się czasowo do domu sąsiada, doktora Cranwella. Tu odkrywa wspaniałe zbiory książek i lektura kompletnie go pochłania. Całe dnie schodzą mu wśród stron poświęconych historii odkrycia i podboju Ameryki, starożytnym cywilizacjom indiańskim, mitologii itd. Aż pewnej nocy w chacie pojawia się tajemniczy Indianin, którego tożsamość powiązana będzie, jak się okaże, z zagadkowym kopczykiem znajdującym się gdzieś na terenie doktora Cranwella, a nasz bohater ruszy w tajemniczą drogę prowadzącą go ku nieprzeniknionej puszczy.

Tak jak na trop B. Travena naprowadziła mnie przed laty lektura meksykańskiego kryminału „Czarne minuty” Martína Solaresa, tak po opowiadania Dorothy Parker sięgnąłem po „Pierwszym bilansie po apokalipsie” Frédérica Beigbedera: Francuz sporządził tam swoje czytelnicze Top 100 – świetna zachęta do własnych poszukiwań. Parker jakoś funkcjonuje w naszej świadomości, ale chyba bardziej jako poetka, co o tyle nie dziwi, że jeden zbiór jej opowiadań ukazał się przed wielu laty, w czasach, by tak rzec, antykwarycznych, a potem dostaliśmy tylko jeszcze jedną szansę na literacką znajomość: wybór próz pod tytułem „Gra” z 2006 roku. Parker jest mistrzynią krótkiej formy, a „Gra” to przykład książki, która od razu rozbija bank. Od pierwszego tekstu – „Dialog o trzeciej nad ranem”, jedyne trzy strony – wszystko jest jasne. Moc jej najlepszych opowiadań bierze się z wyjątkowego daru podsłuchiwania i zapisywania tego, co podsłuchane. To niemal pozbawione narratorskiego komentarza dialogi o sprawach zupełnie błahych i w sytuacjach zupełnie zwyczajnych, które jednak precyzyjnie odsłaniają mówiących, ich charaktery i relacje. Kobiety i mężczyźni, szantażujący się, lekceważący, zabiegający, nadskakujący, doskonale podsłuchani i genialnie zapisani (i przetłumaczeni, owacje dla Aleksandry Ambros). Chciałoby się te opowiadania nazwać humorystycznymi – bo chichoczemy za sprawą takiej dawki ironii i sarkazmu – ale tak naprawdę okazują się one smutne. Z pozoru pozbawione są fabuły, a przecież mnóstwo się tu dzieje. To opowiadania psychologicznie wycyzelowane, istne lekko kreślone perełki. Do tego piekielnie inteligentne i złośliwe – a inteligentne i złośliwe nowele to jest to!

Mizerna obecność Parker w krajowej czytelniczej świadomości tłumaczy się tym, że mamy raptem tę jedną jej książeczkę. W sumie podobny jest przypadek pewnego polskiego pisarza, który zdążył wydać jeden tomik eksperymentalny i jedną pełnogębną powieść, a potem umarł, tak bezsensownie przedwcześnie. Mam na myśli Tomasza Mirkowicza: wielu z nas czytało jego przekłady, ale z jakiegoś powodu wciąż niewielu sięgnęło po jego własną i cudowną powieść „Pielgrzymka do Ziemi Świętej Egiptu”.

Kiedy przeczytałem „Pielgrzymkę…”, pomyślałem sobie od razu, że to książka po prostu idealna i to jeszcze taka, jakich nam piekielnie brakuje w ojczystej literaturze. Jest to bowiem powieść mocno fabularna, dzieje się tu mnóstwo i ciekawie, i nie chodzi o jakieś pieszczoty z językiem czy obyczajowe darcie szat, tylko właśnie o fabularność. Przy okazji zresztą formalnie jest to rzecz ciekawa i wymyślna, ale owe formalne komplikacje nie stanowią warsztatowego popisu czy sztuki dla sztuki, a służą fabule właśnie.

Nie chcę zapuszczać się w streszczenia: powiem tyle, że główną bohaterką jest Alicja, która przypadkiem dowiaduje się o tym, że ma stryja, i choć nie zdąży go spotkać przed jego śmiercią, stryj zostawia list-testament, a ten zaprowadzi ją do Egiptu. Tu dziewczyna pakuje się w szaleńczą aferę, w której intrygi obcych wywiadów splatają się z zagadką bomb opracowywanych jeszcze przez hitlerowców. W to wszystko, jak w „Baśniach z tysiąca i jednej nocy” czy „Rękopisie znalezionym w Saragossie”, wkomponowane zostało kilkanaście różnych opowieści: starą orientalną baśń goni opowieść o Szklanej Górze, biblijna przypowieść o nosicielu oka idioty miesza się z licznymi wersjami jedynej prawdziwej historii poczęcia Abiba, a w aneksie na końcu książki pojawia się broszura o masonerii. I, wbrew pozorom, to nie miszmasz, tylko misterna układanka.

Mirkowicz uprawia literaturę taką jakby… niepolską, zapewne dlatego, że mocno przesiąkł tym, co z angielskiego tłumaczył – te jego pokrętne spiski i erudycyjne wycieczki w przeszłość, snute z rygorem fabularnym, a nie naukowym, dają z jednej strony iście bestsellerową frajdę, z drugiej – świeżość i jednak coś nowego.

Mało kto pamięta także niejakiego Joaquima Marię Machado de Assis, wydawanego u nas całkiem przyzwoicie, ale przed wieloma laty. Pan Machado de Assis to absolutny klasyk brazylijskiej literatury: druga połowa XIX wieku, powieści, opowiadania, wiersze. Przeszedł od romantyzmu do realizmu, czyli, żeby jakoś odnieść do naszych realiów, to coś w rodzaju skrzyżowania Mickiewicza z Prusem, z domieszką Żeromskiego i Konopnickiej. Do tego jeszcze założył Brazylijską Akademię Literatury. I to wszystko może budzić obawy, bo przecież czytankowy pisarz klasyk zza oceanu, a do tego pomnikowy akademik – to pachnie nudą.

Nic bardziej mylnego. Owszem, powieści Machado de Assisa trącą lekko myszą (acz niektórzy lubią być przez myszy – czytelniczo – trącani), ale jego opowiadania zdumiewają świeżością. Literaturoznawcy powiedzą nam, że proza ta stanowi doskonały portret społeczeństwa z epoki. Przypomnijmy: brazylijskiego i z końca dziewiętnastego stulecia. Ściślej: z Rio de Janeiro. Lubimy, oczywiście, Rio, bo nam się dobrze kojarzy, tak sambodromowo, karnawałowo i plażowo, no ale współczesne Rio naprawdę niewiele ma wspólnego z miastem o tej nazwie sprzed lat stu kilkudziesięciu, kiedy to damy przechadzały się z parasolkami, kawalerowie uchylali kapeluszy, niewolnictwo dopiero co zniesiono, a kraj, przed chwilą jeszcze rządzony przez cesarza, stawał się młodą i w sumie niezbyt demokratyczną republiką. Tymczasem okazuje się, że pod kostiumem dawnych realiów kryją się zupełnie nam bliscy ludzie, mający takie same problemy i dylematy. Świetnym przykładem jest wybór nowelistyki Brazylijczyka po tytułem „Lustro i inne opowiadania”. Machado de Assis jawi się tu jako kapitalny obserwator ludzkich zachowań, celnie potrafi je portretować, a do tego dochodzi zmysł krytyczny i mocno zdroworozsądkowe podejście do życia. Za exemplum tej diagnozy niech nam posłuży nowela „Wróżka”: historia zakochanej pary (ona – mężatka, on – przyjaciel męża, ona – z lekka zabobonna, on – racjonalista), która w kluczowym momencie swego romansu ucieka się do pomocy wróżki właśnie. Może i realia jawią nam się egzotycznie, ale ludzie najwyraźniej nie zmienili się wcale.

A na koniec wróćmy do Europy: aż do 2016 roku wielkim nieobecnym w Polsce pozostał Tommaso Landolfi, włoski nowelista, którego dotąd znaliśmy z pojedynczych tekstów publikowanych w „Literaturze na świecie”. Teraz wreszcie doczekaliśmy się niewielkiego, ale satysfakcjonującego wyboru jego opowiadań, zatytułowanego „Morze Karaluchów”. I to jest bardzo dobry tytuł, bo oddaje charakter pisarstwa tego pana: dwudziestowieczna literatura italska pełna jest oryginałów – Calvino i Buzzati niech nam wystarczą za przykład – i Landolfi wpisuje się w ten nurt. To oryginał i (literacki) szaleniec, szczególnie upodobał sobie konwencję groteski i baśniowość, co stanowi, jak wiadomo, mieszankę wybuchową. Włoch często zlepia swoje historie z motywów i wątków mocno obecnych w literackiej tradycji, w tym sensie jest wręcz konserwatystą, ale robi z nimi zupełnie niestworzone rzeczy. Słowem, jeśli masz wrażenie, że czwarty skandynawski kryminał, który czytasz na wakacjach, jest do złudzenia podobny do trzeciego, drugiego i pierwszego w sumie też – sięgnij po Landolfiego, on cię może zaskoczyć.

Mniej więcej tak samo, jak cała przywołana tu piątka.

A Wy, P.T. Czytelnicy, czytaliście w te wakacje coś wydobytego spod warstw kurzu i zapomnienia?

Powiązane treści:
Bośnia w 6 książek

Bośnia nie okupuje najwyższych miejsc w rankingach popularnych kierunków wakacyjnych wyjazdów Polaków, choć prawda jest taka, że kraj to niebywale ciekawy. Można się o tym przekonać, oglądając zdjęcia w sieci, ale prawdziwie wilczy apetyt na podróż do owego bałkańskiego kraju wyrobi nam – oczywiście – literatura. Oto sześć propozycji bośniackich lektur.



więcej
Szkice o przekładzie, część czwarta. Tłumacz bohaterem literackim

Bywa, że tłumacz świetnie sprawdza się nie tylko jako ten, który tłumaczy z jednego języka na inny, lecz także jako pełnoprawna postać literacka. Którzy pisarze sięgnęli po takie rozwiązania, konstruując fabułę swoich książek? Tomasz Pindel odpowiada w czwartej odsłonie swego translatorskiego cyklu.



więcej
Szkice o przekładzie, część czwarta. Tłumacz bohaterem literackim

Bywa, że tłumacz świetnie sprawdza się nie tylko jako ten, który tłumaczy z jednego języka na inny, lecz także jako pełnoprawna postać literacka. Którzy pisarze sięgnęli po takie rozwiązania, konstruując fabułę swoich książek? Tomasz Pindel odpowiada w czwartej odsłonie swego translatorskiego cyklu.



więcej

Pokaż wszystkie teksty publicystyczne.
Komentarze
Autor:  Tomasz |  wypowiedzi: 18  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 945
Airain
19-08-2019 12:47
Lato sprzyja zwłaszcza lekturom lekkim... w sensie kilogramów, żeby nie trzeba było w walizce za dużo dźwigać. ;P
książek: 535
automaciej
19-08-2019 15:18
Autor we wstępie do artykułu stawia bardzo odważną tezę, ja jednak z moich obserwacji wnioskuję coś jeszcze innego: statystyczny wczasowicz wraz z otwarciem pierwszego urlopowego żubra popada w coś w rodzaju otępienia/letargu, i jak w czasie niewakacyjnym zdarza mu się od czasu do czasu przeczytać jakiś kryminał, tak na wakacjach nie czyta nic.
książek: 1058
Mateusz
19-08-2019 16:50
Ale przynajmniej dzięki statystycznemu wczasowiczowi statystyczni automacieje mogą poczuć się lepsi.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1058
Mateusz
19-08-2019 16:41
"Skarb z Sierra Madre" to jeden z moich ulubionych filmów. Chętnie bym przeczytał pierwowzór.
książek: 133
pszemeksz
20-08-2019 14:15
Dlaczego osoba na miniaturce czyta książkę do góry nogami?
książek: 1862
Renax
21-08-2019 06:45
Tak, zaczęłam 13 bajek z królestwa Lailonii dla dużych i małych oraz inne bajki 13 bajek z królestwa Lailonii dla dużych i małych oraz inne bajki
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Chłopak, którego nie było

Martyna to dziewczyna, która przez całe życie była i nadal jest kontrolowana przez swoich rodziców. Wszystko z powodu wypadku, którego doznała w wieku...

zgłoś błąd zgłoś błąd