Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/publicystyka/11199/nanowrimo-oraz-inne-metody-na-pisanie-anna-kantoch

NaNoWriMo oraz inne metody na pisanie – Anna Kańtoch

Autor: 
8 wartościowy tekst

Czy można napisać książkę w miesiąc? Jak się okazuje, można! Od lat robią to uczestnicy NaNoWriMo (National Novel Writing Month). Czym jest NaNoWriMo? To inicjatywa powstała jeszcze w zeszłym stuleciu, bo w roku 1999 – początkowo amerykańska, teraz już międzynarodowa. Polega ona na tym, że uczestnicy w ciągu trzydziestu listopadowych dni (akcja powtarza się co roku) piszą 50 tysięcy słów. Ile to jest 50 tysięcy słów? To jedna cienka książka, dwie trzecie książki przeciętnej (niezbyt chudej, ale też nie grubego tomiszcza) lub połowa książki nieco grubszej. Dla porównania: moje powieści mają zazwyczaj około 80-90 tysięcy słów. Podczas NaNo można więc napisać spory kawałek planowanego dzieła, jeśli nie całość.

Jak to wygląda? Nanowcy (tak się nazywa uczestników akcji) tworzą projekt planowanej powieści na specjalnej stronie, a potem codziennie mogą śledzić swoje postępy. Jest tam ładny wykres pokazujący, ile nam jeszcze zostało, ile średnio dziennie piszemy, a ile powinniśmy pisać. 50 tysięcy podzielone przez 30 to 1667 – tyle wystarczy, by zmieścić się w terminie, choć zdarzają się szaleńcy, którzy dziennie osiągają imponującą liczbę trzech tysięcy albo i więcej słów. Oczywiście fakt, że to międzynarodowa inicjatywa, nie oznacza bynajmniej, że trzeba pisać w lengłydżu – większość uczestników pisze w swoich rodzimych językach. Tu ciekawostka: między piszącymi po polsku a piszącymi po angielsku od lat trwają dyskusje, komu jest łatwiej: anglojęzycznym, bo mają więcej krótkich słów, czy Polakom, ponieważ program liczący z jakiegoś powodu uznaje myślniki za słowa.

NaNoWriMo to także prężna społeczność: jest forum (z wydzielonymi działami dla poszczególnych krajów), na którym uczestnicy wspierają się nawzajem, są tzw. pep talk, czyli prowadzone przez znanych autorów pogadanki o pisaniu (wysyłane mailem). Uczestnicy spotykają się na żywo, w mniejszych lub większych grupach, żeby pisać, a przed rozpoczęciem NaNo dostają rozprowadzane przez lokalnych moderatorów „pakieciki startowe”, zawierające, no cóż, w większości słodycze, bo nic tak nie pomaga na spadek pisarskiej energii jak czekoladka. Warto również wspomnieć o sklepiku, który zwycięzcom oferuje bonusy: jeśli skończyłeś NaNo, możesz np. kupić Scrivenera (program komputerowy przeznaczony dla pisarzy, pomagający zapanować nad bohaterami i fabułą) za połowę ceny.

Oczywiście dla czekoladki czy nawet Scrivenera nikt nie będzie pisać powieści, można za to pisać dla towarzystwa, dla poczucia udziału w dużym wspólnym projekcie. Bo NaNo jest – a przynajmniej może być – naprawdę motywujące. Potrafi też, co ciekawe, odblokować niektórych piszących, tych najbardziej zestresowanych, których dręczy nieustanny lęk: „I tak mi się nie uda niczego sensownego napisać”, „Ten pomysł jest głupi” czy „To zdanie brzmi fatalnie”. W trakcie NaNo nie ma czasu na takie wątpliwości, człowiek po prostu pisze i zaskakująco często (częściej, niż mogłoby się wydawać) okazuje się, że efekt końcowy wcale nie jest tak zły, jak podpowiadałby nasz wewnętrzny krytyk – pomysł nie jest głupi, a zdanie wystarczy poprawić, żeby było dobrze.

Bo poprawianie jest w tym wszystkim równie ważne jak pisanie. Nie oszukujmy się: mało kto potrafi napisać w miesiąc 50 tysięcy gotowych do publikacji słów. Nie wiem nawet, czy to w ogóle możliwe. Większość pierwszego grudnia ma na dysku… no cóż, surówkę literacką, którą trzeba dopiero pracowicie obrobić, żeby zaczęła przypominać coś sensownego. To obrabianie trwa następny miesiąc albo i dłużej, dlatego NaNo nie jest dla tych, którzy nie lubią dłubać we własnych w tekstach, ani dla tych, którzy lubią mieć „od razu dobrze” i denerwują się, wiedząc, że w tekście są błędy, których nie mogą na bieżąco poprawiać.

Dla kogo jest więc NaNo?

Przede wszystkim dla osób, które albo mają dużo wolnego czasu, albo są na tyle zdyscyplinowane, że potrafią sobie wygospodarować ten czas. Wyobraźcie sobie, że wracacie do domu po pracy, zmęczeni i głodni, jecie szybką kolację, a potem – zamiast poświęcić czas rodzinie, posprzątać, pozmywać talerze czy poczytać sobie książkę – siadacie przy biurku i piszecie przez następne dwie-trzy godziny. A jeśli macie gorszy dzień, co przecież może się zdarzyć, i fabuła stawia opór, to siedzicie przed komputerem do północy. I tak przez trzydzieści dni. Nie każdy może sobie na to pozwolić (najtrudniej mają osoby opiekujące się małymi dziećmi), a ci, którzy mogą, czasem zwyczajnie nie wytrzymują tempa.

NaNo jest także dla tych, którzy albo przed pisaniem mają dobrze przygotowany plan – i potrafią się go trzymać – albo jeśli piszą bez planu, dobrze panują nad fabułą. Niestety, jednym z większych niebezpieczeństw NaNo jest to, że nasza fabuła pojedzie w krzaki, jeśli zaczniemy pisać cokolwiek, byle tylko napisać odpowiednią liczbę słów. A to już kłopot, bo jedno źle napisane zdanie łatwo jest poprawić, jedną kiepską scenę można usunąć i zastąpić inną, ale co zrobić, gdy nagle okaże się, że w naszej książce cały długi wątek nadaje się tylko do wyrzucenia? Dlatego ja nie miałabym odwagi zacząć książki podczas NaNo. W listopadzie książki kończę, a nie zaczynam, bo kiedy mam już napisaną jedną trzecią, łatwiej mi ogarnąć resztę: wiem już wtedy mniej więcej, jak potoczy się akcja, znam bohaterów i środowisko, w którym się poruszają, mogę więc pisać szybko, bez zastanawiania się i zmieniania co chwilę koncepcji.

NaNo ma też inną wadę – tak jak potrafi zmotywować, potrafi też niestety mocno sfrustrować, jeśli zaangażujemy się w projekt, ogłosimy światu, że oto w listopadzie Piszemy Książkę, inni nanowcy będą nas dopingować, a my utkniemy na dziesięciu tysiącach słów i dalej ani rusz. Taka „publiczna” porażka boli bardziej niż klęska projektu, o którym wiemy tylko my i ewentualnie grono najbliższych nam osób.

Dlatego zaczynając pisać NaNo, warto pamiętać o jednym: ta inicjatywa nie jest dla wszystkich. NaNo w gruncie rzeczy nie jest nawet dla większości piszących. To specyficzna akcja dla specyficznych autorów. Nie znam statystyk, ale podejrzewam, że każdego roku więcej osób swój projekt zaczyna pisać, niż kończy, i ostatecznie dochodzi do wniosku, że NaNo to nie ich bajka. Jeśli znalazłeś się w tej grupie – nie przejmuj się i po prostu wypróbuj inną metodę. Bo wiecie, jaka jest najgorsza rzecz, jaką można zrobić komuś, kto pisze/próbuje pisać/aspiruje do bycia pisarzem? To wmówienie mu/jej, że trzeba pisać w jakiś określony sposób: na przykład regularnie i codziennie, nawet jeśli nie mamy akurat ochoty ani pomysłu. Albo odwrotnie: że trzeba pisać wyłącznie wtedy, kiedy mamy wenę. Z planem albo bez planu. Z radością albo cierpiąc przy każdym zdaniu. Słuchając krytyków albo ignorując ich. Bo tak robił albo wciąż robi jakiś Znany Pisarz.

Wszystko to bzdury, bo nie ma jednej metody, tak jak nie ma jednej motywacji stojącej za pisaniem. Można pisać dla pieniędzy albo dla samego siebie. Można widzieć w pisaniu sposób na życie i przyszły zawód albo na sympatyczne hobby. Można pisać piętnaście minut dziennie, jak w zegarku, albo zrywami, raz w roku przez dwa miesiące, zawalając noce. Dobre książki czasem powstają w dwadzieścia lat, a czasem w kilkanaście tygodni. Dlatego nie dajmy się zwariować i znajdźmy sobie własną metodę.

Nawiasem mówiąc, ten tekst liczy dokładnie 1128 słów.

Napisanie go zajęło mi dwie godziny.

---

Anna Kańtoch


Pokaż wszystkie teksty publicystyczne.
Komentarze
Autor:  Annalena |  wypowiedzi: 3  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 7
Annalena
06-12-2018 13:33
Zapraszam do dyskusji.
książek: 997
Mateusz
09-12-2018 11:33
Co roku zamierzam wziąć w tym udział i co roku przypominam sobie o tym w środku listopada, albo, jak teraz, już w grudniu. Chyba wybiorę jakiś inny miesiąc...
książek: 13
Lilith
10-12-2018 11:55
Zachęcona świetnymi wynikami pisarzy z youtube'a rok temu postanowiłam wziąć udział w NaNo. Wytrzymałam kilka dni nie wyrabiając ani razu dziennej normy 1667 słów. Tych kilka dni wystarczyło, żebym zrozumiała, że to nie dla mnie. Zabójcze tempo pisania nie jest możliwe, gdy się pracuje, dojeżdża do pracy i po prostu ma pewne domowe zajęcia. To niby tylko miesiąc, ale mój organizm buntował się... Zachęcona świetnymi wynikami pisarzy z youtube'a rok temu postanowiłam wziąć udział w NaNo. Wytrzymałam kilka dni nie wyrabiając ani razu dziennej normy 1667 słów. Tych kilka dni wystarczyło, żebym zrozumiała, że to nie dla mnie. Zabójcze tempo pisania nie jest możliwe, gdy się pracuje, dojeżdża do pracy i po prostu ma pewne domowe zajęcia. To niby tylko miesiąc, ale mój organizm buntował się przeciw takiej eksploatacji. Lepiej pisze mi się, gdy jestem wypoczęta.
Napisanie tylu słów w tak krótkim czasie jest zapewne możliwe, ale w moim przypadku nie byłby to tekst zbyt dobrej jakości. No i miałabym wrażenie, że do czegoś się zmuszam a póki co pisanie jest dla mnie przyjemnością.
pokaż więcej
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Warsztaty stylu. Autorska metoda, dzięki której odkryjesz swój styl

"Kreuj swój własny styl, bądź wyjątkowa dla samej siebie a jednocześnie rozpoznawalna dla innych" (Anna Wintour) Powyższe sowa mogłyby być...

zgłoś błąd zgłoś błąd