Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/publicystyka/11135/wzor-na-literature

Wzór na literaturę

28 wartościowy tekst

Sprowadzić literaturę do matematycznego wzoru, wykresu, tabelki czy prostego schematu? Dla zapalonego czytelnika brzmi to jak bluźnierstwo. A jednak stało się faktem: okazuje się – i nie jest to jakieś swawolne gdybanie, tylko wynik poważnych badań akademickich – że całą literaturę sprowadzić można do sześciu prostych haseł.

Sześć typów fikcji

Odpowiedzialny za owe badania jest niejaki profesor Matthew Jockers z Washington State University. Poddał on komputerowej analizie ponad 1 700 powieści napisanych po angielsku, używając do swych poszukiwań technik stosowanych w socjologicznych badaniach opinii publicznej, a raczej nie tyle opinii, ile odczuć. Użyty program analizuje poszczególne słowa tekstu pod kątem ich emocjonalnej konotacji, to znaczy tego, czy budzą one pozytywne, czy negatywne uczucia. Choć badanie pojedynczych słów, i to jeszcze w dziele literackim, może budzić wątpliwości, badacze stoją na stanowisku, że uzyskany obraz emocjonalny dobrze oddaje zawartość poszczególnych scen i o ile na poziomie zdania czy akapitu może się to wydawać dyskusyjne, o tyle zastosowanie tej techniki do większych partii tekstu daje miarodajne efekty.

Trudno polemizować z naukowcami i ich sprzętem. W każdym razie wnioski płynące z prac zespołu prof. Jockersa są takie, że owe 1 700 zbadanych powieści można sprowadzić do wspólnego mianownika, którym jest sześć zasadniczych modeli fabularnych. Innymi słowy, każdą powieść czy opowiadanie da się przyporządkować do jednego z poniższych wariantów:

1. Od zera do bohatera (rags to riches) – stopniowy awans od złej do dobrej sytuacji.

2. Od bohatera do zera (riches to rags) – upadek w przeciwnym kierunku, tragedia.

3. Ikar – wzlot, a potem upadek.

4. Edyp – upadek, wzlot i znów upadek.

5. Kopciuszek – wzlot, upadek, wzlot.

6. Człowiek w dziurze – upadek, wzlot.

„Brzydkie kaczątko” to wyzwanie!

W donoszącym o ustaleniach prof. Jockersa artykule na łamach „BBC Culture” Miriam Quick sprawdza, jak owe schematy działają w praktyce. Początkowo idzie to bardzo sprawnie, i tak Pani Bovary Gustawa Flauberta to przykład wariantu 2, Romeo i Julia to wariant 3, zaś Boska komedia – wariant 1. Jednak przy innych tekstach sprawa się komplikuje, a już szczególnie trudnym przypadkiem okazuje się… Brzydkie kaczątko H. Ch. Andersena:

Jak komentuje Quick: „Najkrótsza z analizowanych historii, znana baśń Andersena, okazuje się mieć najbardziej skomplikowaną strukturę, zawierającą schemat dwóch ludzi (tudzież kaczek) w dziurze wpisany w ramy ogólnego schematu od zera do bohatera. Czyli sprawy dla kaczątka układają się w miarę rozwoju akcji coraz lepiej, ale po drodze spotykają go naprzemiennie dobre i złe rzeczy: wykluwa się (hura!), ale jest prześladowane ze względu na swoją inność (buuu). Odkrywa, że pływa lepiej niż reszta kaczek i odczuwa skłonność do grupy łabędzi (hura!), ale potem prawie pada z zimna (buuu). I oczywiście ostatecznie staje się łabędziem…”.

Można by ironizować, że wszystko sprowadza się do więcej niż oczywistej obserwacji: coś albo kończy się dobrze, albo kończy się źle. Chyba jednak nie warto kwitować tych badań złośliwością, pokazują one bowiem rzeczywiste schematy fabularne i mogą inspirować do własnych poszukiwań na tym gruncie.

Rzecz jasna nie pierwszy prof. Jockers (trochę mnie, przyznam, peszy to nazwisko) wpadł na pomysł, by spojrzeć na literaturę jak na rozkładalną strukturę. Już na początku XX wieku podobny pogląd lansowali rosyjscy formaliści, a za nimi strukturaliści, którzy żywili przekonanie, że każde dzieło literackie da się rozebrać na cząstki, jak gdyby zbudowano je z klocków Lego (porównanie, jak się P.T. czytelnicy domyślają, nie rosyjskich formalistów, tylko moje). Morfologia bajki Władimira Proppa to dziełko, do którego wciąż warto zajrzeć, pokazuje bowiem, że tradycyjne ludowe opowiastki są jak zestaw do składania, w którym dzięki niewielkiej liczbie elementów można uzyskać bardzo różne efekty. Szczególnie ciekawe wydają mi się jednak próby przeniesienia rozważań o tym, czym jest literatura, na zupełnie inne pola.

Narysuj mi… strukturę fabularną

W sieci można znaleźć krótkie nagranie z jednego z wykładów Kurta Vonneguta z 1995 roku [link: https://www.youtube.com/watch?v=9-84vuR1f90], który de facto robi to samo, co komputery prof. Jockersa: rysuje strukturę fabularną znanych historii. Publiczność reaguje śmiechem, ale przecież zawarte w wykładzie obserwacje są jak najbardziej serio. (Proszę zwrócić uwagę, że znów to baśń – tym razem Kopciuszek – okazuje się mieć najciekawszą strukturę!) Inny pisarz zza oceanu, Meksykanin Martín Solares – znany u nas jako autor dwóch kryminałów: Czarne minuty i Nie przysyłajcie kwiatów – ogłosił parę lat temu esej pt. „Cómo dibujar una novela” (Jak narysować powieść, 2014). Szkic stanowi zaproszenie do innego patrzenia na literaturę: każdą fabularną prozę, twierdzi Solares, można wyobrazić sobie właśnie jako rysunek. Zobaczmy, jak to działa.

Co to może być za powieść?

To Dzicy detektywi Roberta Bolaño. Linia prosta oznacza oś fabuły rozpoczętej w pierwszej i zakończonej w trzeciej części, zaś mozaika pośrodku to seria epizodów z najobszerniejszej części drugiej.

A ta? Kto zgadnie?

To Święto kozła Mario Vargasa Llosy. Pętle różnej wielkości to powtarzające się i przeplatające sekwencje, naprzemiennie podawane sceny z różnymi postaciami i czasami.

Na koniec jeszcze jedna zagadka – niech za podpowiedź posłuży to, że pozostajemy w obszarze hiszpańskojęzycznym, a widoczny kształt stanowi aluzję do rozmiaru dzieła.

Tak jest, to Don Kichot Miguela de Cervantesa, pełen dygresji i wplecionych opowieści.

Vargas Llosa w kwadracikach

Sam kiedyś, objaśniając podczas otwartego wykładu strukturę powieści przywoływanego już peruwiańskiego noblisty, uciekłem się do rysowania, bo wydało mi się to metodą znacznie jaśniejszą niż werbalne opowieści. Niestety nie umiem tak pięknie jak Solares posługiwać się linią, dlatego moje rysunki oparte były na formach geometrycznych.

I tak Ciotkę Julię i skrybę widzę w ten sposób:

Jak pamiętamy (ci, co czytali), rozdziały nieparzyste to fragmenty radiowych powieści tytułowego skryby, parzyste zaś opowiadają o perypetiach głównego bohatera i jego romansie z „ciotką”. Z czasem jednak zauważamy, że realne życie wpływa na treść fikcyjnych historii, a do tego zaczynają się one ze sobą plątać, bo ich autor popada stopniowo w obłęd.

Zielony dom z kolei narysowałbym tak:

W pozycji pionowej mamy poszczególne rozdziały, składające się z cegiełek-wątków. Jeśli spojrzymy na nie poziomo, widzimy, że cegiełki układają się w linie fabularne (np. wątek Litumy i Dzikuski w Piurze, Fushíi, Bonifacji u zakonnic czy Anselma zakładającego Zielony Dom). I dopiero pod koniec powieści pojmujemy, że niektóre linie fabularne układają się w jeden wątek (Bonifacja i Dzikuska to jedna i ta sama postać).

A z kolei Historia Alejandra Mayty jawi mi się tak:

Mamy tu bowiem ciąg rozdziałów odsłaniających historię po kolei – natomiast ostatni z nich kompletnie zmienia sens wszystkiego, o czym się dotąd dowiedzieliśmy.

To teraz może sami spróbujmy?

Zainspirowany formalnymi pomysłami amerykańskiego badacza postanowiłem spróbować sił i wziąłem na tapet dwa rodzime klasyki: W pustyni i w puszczy Henryka Sienkiewicza oraz Treny Jana Kochanowskiego (wiem, że to nie powieść, ale strukturę ma wyraźną).

Emocjonalny wykres poszedł mi dość łatwo (oczywiście bez komputera, bazuję na własnych skojarzeniach). Oto „W pustyni i w puszczy”:

A to „Treny”:

Trudniej poszło mi z przypisaniem fabuł do jednego z sześciu schematów. Powieść Sienkiewicza to będzie chyba wariant 6, czyli „Staś i Nel w dziurze”: porwanie to ewidentny upadek, ale koniec jest dobry, tyle że po drodze mamy kilka różnych wahnięć. Ale „Treny”? Jest bardzo źle na początku, potem jeszcze gorzej, a w finale nieco się poprawia, acz przecież nadal jest bardzo źle – no Orszulka nie ożywa przecież… Może to wariant 5 (wzlot, upadek, wzlot), tylko że w wersji minusowej, czyli takiej, w której wzloty są nieco lepszymi wersjami upadku?

Natomiast na rysowaniu kompletnie poległem. Próba z „W pustyni i w puszczy” jest raczej rozpaczliwa:

A z „Trenami” wciąż nic nie mogę wymyślić.

A może, Wy, Czytelnicy, umiecie narysować „Treny”? „Prawiek i inne czasy”? A może – ha, to dla naprawdę odważnych – ktoś zakreśli schemat sagi o wiedźminie?

Źródła:

http://www.bbc.com/culture/story/20180525-every-story-in-the-world-has-one-of-these-six-basic-plots
https://www.youtube.com/watch?v=9-84vuR1f90
Martín Solares, „Cómo dibujar una novela”, Era Ediciones, México 2014.


Pokaż wszystkie teksty publicystyczne.
Komentarze
Autor:  Tomasz |  wypowiedzi: 14  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 510
LadyYarel
25-11-2018 21:47
Historia z "Pieśni lodu i ognia" ;)
książek: 792
Kubencjusz_Ziegler
26-11-2018 06:52
gdzieś już słyszałem o tej teorii, może nawet właśnie o tym konkretnym badaniu prof. Jockers'a, gdyż nie mogę doszukać się daty badania w artykule i nie potrafię stwierdzić z całą pewnością.
nie powinno to nikogo dziwić. matematyka jest wszędzie wokół, więc i w sztuce jej pełno, do której przecież powieści bez wątpliwości się zaliczają. także pewne uniwersalne równania da się z każdej...
gdzieś już słyszałem o tej teorii, może nawet właśnie o tym konkretnym badaniu prof. Jockers'a, gdyż nie mogę doszukać się daty badania w artykule i nie potrafię stwierdzić z całą pewnością.
nie powinno to nikogo dziwić. matematyka jest wszędzie wokół, więc i w sztuce jej pełno, do której przecież powieści bez wątpliwości się zaliczają. także pewne uniwersalne równania da się z każdej wyciągnąć. tak samo jak każdą można określić jednym obrazem czy rysunkiem, potrzeba tylko do tego wizji, tak rzadko spotykanej... takie zadanie powinna właśnie spełniać okładka.
osobiście, jako, że wizję niekiedy miewam, ale rysować, ani malować w ogóle nie potrafię to do swoich roboczych wersji opowieści wybieram już obrazy namalowane. najczęściej pada na Francisco Goya, który idealnie czasem opisał obrazem to co ja napisałem, np Dziedziniec szaleńców, Sabat czarownic, czy chyba mój ulubiony, Vuelo de Brujas
pokaż więcej
książek: 79
Arszu
26-11-2018 21:26
Haha! Amerykańscy naukowcy odkryli...

Przypomniały mi się krótkie formy z rysunkami, proste konstrukcje dwu i trójznaczne rysowane w paincie zawierające elementy liczb, kiedyś myślałem, że to głupie, ale jak przeczytałem ten artykuł i zobaczyłem te bazgroły, to pomyślałem sobie, że to ma sens :)

nanomecz
wafel się topi na stoliku kawa
faul i rzut wolny są szanse na gola
rośnie napięcie na...
Haha! Amerykańscy naukowcy odkryli...

Przypomniały mi się krótkie formy z rysunkami, proste konstrukcje dwu i trójznaczne rysowane w paincie zawierające elementy liczb, kiedyś myślałem, że to głupie, ale jak przeczytałem ten artykuł i zobaczyłem te bazgroły, to pomyślałem sobie, że to ma sens :)

nanomecz
wafel się topi na stoliku kawa
faul i rzut wolny są szanse na gola
rośnie napięcie na trybunach wrzawa
gol jest piłka w bramce tranzystora

https://tombula.files.wordpress.com/2018/11/nanomecz.jpg

ekscytacja
do szyby jej wzrok podchodził
podniecenie ze sobą niósł
czekała a on ją zwodził
w końcu zobaczyła jak rósł
most zwodzony/placek drożdżowy/wiersz

https://tombula.files.wordpress.com/2018/11/podniecenie.jpg

albo pięknie matematyczna, zwłaszcza w starszej bardziej spikselowanej wersji Tomb Raidera

spójrzcie jak schodzi ze skalnej półki
bit po bicie podziwiajcie jej soft
zera jedynki miejscami czwórki
oto przed państwem lara Croft

ech.. ;)
pokaż więcej
książek: 364
Carmel
26-11-2018 22:30
Świat jest jeden, tylko my go formujemy na różne modły. Stosujemy perspektywy, uwypuklamy pewne warstwy, skupiamy się na pewnych skalach i rodzajach poznania.

Na początku XX wieku wielki polski logik, Alfred Tarski wykazał, że każdy język, który jest logicznie niesprzeczny i w sposób formalnie zdefiniowany, jest z konieczności semantycznie niekompletny. Pod tę zasadę podlegają współczesne...
Świat jest jeden, tylko my go formujemy na różne modły. Stosujemy perspektywy, uwypuklamy pewne warstwy, skupiamy się na pewnych skalach i rodzajach poznania.

Na początku XX wieku wielki polski logik, Alfred Tarski wykazał, że każdy język, który jest logicznie niesprzeczny i w sposób formalnie zdefiniowany, jest z konieczności semantycznie niekompletny. Pod tę zasadę podlegają współczesne języki indoeuropejskie (np. polski, angielski), w których słowa mają często odniesienie do samych siebie. Na przykład słowo 'wielosylabowy' odnosi się do siebie samego, 'jednosylabowy' - nie. To rozróżnienie (a dokładniej - istnienie samoodniesienia) odpowiada właśnie za znaczeniową niekompletność. Język nie jest nieskończenie giętki w formie i treści.

Nieskończoność jest czymś niewyobrażalnym (choć Georg Cantor wykazał, że są jej różne rodzaje). We Wszechświecie jest powiedzmy 10e82 (coś koło septyliard septylionów) cząstek elementarnych - czyli bardzo mało w porównaniu do najmniejszej nieskończoności. Nas buduje trochę z nich w postaci atomów. W naszej głowie w ciągu całego życia powstaje skończona liczba stanów emocji (zapachowych, wzrokowych, itd). Mamy skończoną (coś koło miliarda, powiedzmy) liczbę książek, gdzie jest trochę słów. Każde ma jakieś znaczenie. Wszystkie te możliwości układów są skończone i opisywalne matematycznie.

Nie jest czymś magicznym, że można opisać świat (zawsze w sposób przybliżony). Literatura nie jest czymś większym od Wszechświata, ona stanowi jedynie (lub aż) ludzką impresję z możliwych stanów wszystkiego. Da się ją opisać, mniej lub bardziej udanie, ilościowo (ograniczeniem stopnia opisywalności nie jest coś ontologicznego, tylko człowiek jako coś ułomnego w swej skończoności). Taka konstatacja, to nie suche liczby, czy zimna nauka, która wkrada się do świątyni literatury z brudnymi butami i odbiera tajemniczemu ogrodowi jego istotę. To piękno możliwych interpretacji świata, gdzie jest i miejsce na język formalny.
Jako dyskretne (przeliczalne i skończone, 'atomizowalne') odbieramy wszystko, co jest. Więc świat, który choć ma wiele barw, jest jednak czymś skończonym (przynajmniej dla nas).

Kilka tysięcy książek to nie jest dużo. Komputery mają bazy dzieł mistrzów muzyki klasycznej i są w stanie (na podstawie tej bazy znaków muzycznych) budować dzieła do złudzenia przypominające twórczość Bacha czy Mozarta. Już eksperci nie są w stanie odróżnić takich dzieł od prawdziwych kompozycji. Podobnie z literaturą.
Niestety - nasze mózgi to skończone układy stanów, które coraz lepiej komputery symulują.

Opisane wyniki badań, to dość prosta dyskretyzacja pewnych grup cech w celu przebadania ich zmienności w cyklu całej książki. Takie grafiki można budować pod kątem różnych parametrów (tempa upływu czasu na stronę tekstu, 'gęstości osób' pojawiających się w różnych partiach tekstu, stopnia wielowątkowości). Stopień różnych emocji zmiennych w cyklu narracji oceniany pod kątem dominującego typu rozwijanej historii, opisany w przytoczonych badaniach, to jedna z wielu możliwych analiz tekstu.
pokaż więcej
książek: 682
Yevoni
04-12-2018 07:46
Świetny artykuł!

Chociaż brakuje mi tu jednej kategorii.
Mery Sue - możemy ją opisać jako "wzlot, wzlot, wzlot". Tam wykres ciągle rośnie bo przecież każda trudność nie jest do niepokonania i nie warto się nią przejmować. :P
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Persepolis

Z pewnością Persepolis nie jest książką wesołą. Pokazuje ona jak wyglądało życie w Iranie całkiem niedawno, mówi o wydarzeniach, o których się nie mów...

zgłoś błąd zgłoś błąd