Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/9402/opowiesc-z-perspektywy-lwa

Opowieść z perspektywy lwa

7 wartościowy tekst

Poruszająca, pełna skrajnych emocji i magii, wspaniałych postaci, napisana żywym językiem – taka jest Księga nocnych kobiet Marlona Jamesa.

Wydawało mi się, że nie przeczytam już nigdy kolejnej powieści o holokauście, łagrach czy niewolnictwie. Po prostu nie, bo napisano na ten temat już wszystko, a ja swoją porcję już przeczytałem i było to tak przekonujące, przejmujące, porażające, że więcej nie chcę, odrzucam i wypieram. Ale temat tematem, a jakość jakością, więc po „Księgę nocnych kobiet” jednak sięgnąłem. I nie zawiodłem się.

Nie uważam siebie za powieściopisarza historycznego, ale mam obsesję na punkcie przeszłości, mam obsesję na punkcie historii nieopowiedzianych czy opowiedzianych nie za dobrze. Staram się pamiętać o afrykańskim porzekadle, które mówi, że dopóki lew nie nauczy się pisać, w opowieści o polowaniu zawsze będzie wychwalany myśliwy. Mnie interesuje opowieść z perspektywy lwa; historie, których być może dotąd nie opowiedziano – mówi James, autor nagrodzonej Bookerem Krótkiej historii siedmiu zabójstw.

I ta perspektywa jest w „Księdze nocnych kobiet”, przełożonej właśnie na język polski jego wcześniejszej powieści, wyjątkowo poruszająca. Opowiedziana prostym, dosadnym językiem historia buntu wznieconego na jamajskiej plantacji przez czarne kobiety (zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami) zachwyca i poraża. Nocnych kobiet jest sześć, a nawet siedem. Łączy je osoba nadzorcy Jacka Wilkinsa – jest dla nich ojcem albo katem, choć w sumie na jedno to wychodzi. Spotykają się nocą, bo wtedy mniej rzuca się to w oczy, i knują w jaskini. Szykują bunt, a może raczej rewolucję, która wymiecie wszystkich białych i ogarnie całą wyspę.

Najważniejszą postacią powieści jest Lilit. W jej żyłach płynie krew Kromanti, co nigdy nie zna stanu niewolnego, zmieszana z białą krwią, co zawsze zna wolność, i gna w żyłach Lilit jak pożar lasu. Rodzi się jako niewolnica, ale jej matka i ojciec (którzy, jak się okazuje, wcale nimi nie są) żyją na plantacji na szczególnych zasadach – opiekują się nią na zlecenie Wilkinsa i mają więcej swobody niż inni niewolnicy.

Dziewczyna jest niepokorna i zawsze chce od życia czegoś więcej, nawet wówczas, gdy odbiera kolejne, bardzo bolesne lekcje pokory. Ma jednak wewnętrzną siłę, która pozwala jej przetrwać najtrudniejsze próby. I wielki gniew, który wciąż w sobie podsyca i który czasem przejmuje nad nią władzę. Ma też potrzebę miłości, do której sama przed sobą nie chce się przyznać. Tak, słusznie podejrzewacie: przyjdzie dzień, gdy będzie musiała zdecydować, co – gniew czy miłość – jest ważniejsze.

Wielkim atutem powieści Jamesa jest galeria barwnych, przede wszystkim kobiecych postaci, którym autor – tłumacząc się kaprysem właściciela plantacji – nadał wiele mówiące mityczne imiona: Lilit, Ifigenia, Hippolita, Pallas, Kallisto, Gorgona, Homer. To one, nawet gdy są poniżane, gwałcone, chłostane i maltretowane, są najważniejsze i decydują o zwrotach akcji. To ich boją się mężczyźni, nawet gdy starają się to przykryć agresją. Bo one noszą w sobie wszystkie krzywdy, jakich doznały, pamiętają razy i upokorzenia i nie mają złudzeń, że ktoś odda im sprawiedliwość. Postanawiają więc same ją sobie wywalczyć.

Fantastyczny jest też – o czym już wspominałem – język opowieści: prosty i bezpośredni, a przy tym jakby śpiewny, bardzo energetyczny. To niewątpliwie zasługa nie tylko autora, ale i tłumacza książki Roberta Sudóła. W tej książce słowa mają naprawdę wielką moc. Coś jeszcze ci powiem o czytaniu. Widzisz to? Za każdym razem jak to otwierasz, jesteś wolna – mówi stara Homer, przywódczyni nocnych kobiet.

Uwodzi również magia, niewybijająca się tu na pierwszy plan, a jednak wszechobecna, dodająca siły naszym bohaterkom, sprawiająca, że inni się ich boją, a czasem też bezpośrednio interweniująca w ich obronie. Choć nie do końca jestem pewien, na ile świadomie są w stanie nią kierować, a na ile to ona kieruje nimi.

Oczywiście, jak nietrudno się domyślić, w tej powieści nie ma miejsca na szczęśliwe zakończenie. To także jej atut, bo trudno sobie wyobrazić, żeby ta pełna przemocy i nienawiści historia zakończyła się banalnym „i żyli długo i szczęśliwie”. Wręcz przeciwnie: życie niewolnika na Jamajce było raczej krótkie i zdecydowanie nieszczęśliwe. Było też zazwyczaj pozbawione nadziei.

Wszystkie negry chodzą w koło. Zakonotujcie to sobie, a resztę dopowiedzcie sami. W takie koło jak słońce, w takie jak księżyc, jak złe nowiny, co zdają się przebrzmiałe, ale zawsze wrócą – pisze James. Jego bohaterki postanowiły dać sobie nadzieję, spróbowały wydrzeć ją białym. I kiedy nadszedł czas, poprowadziły innych do ataku.

Ryszard Kozik

Marlon James, Księga nocnych kobiet, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017

Powiązane treści:
Marlon James pisze afrykańską „Grę o tron“

Laureat nagrody Bookera z 2015 roku, Jamajczyk Marlon James pisze trylogię fantasy, określaną mianem afrykańskiej „Gry o tron”. Każdy z tomów ma opowiadać historię jednego z trzech głównych bohaterów. Premiera w Stanach Zjednoczonych jest zapowiadana na 2018 rok.



więcej
Znamy tegorocznego laureata Bookera

Jurorzy Man Booker Prize 2015 zdecydowali się nagrodzić jamajskiego pisarza Marlona Jamesa, autora książki „A Brief History of Seven Killings”. To kryminał, który wykracza poza ramy przestępczego świata i pozwala lepiej poznać najnowszą historię, o której wciąż wiemy za mało – uzasadniali swój wybór. 



więcej
Jamajski przepis na sukces: Marlon James

Jego pierwszą powieść odrzucono 78 razy. Chciał się poddać i zarzucić pisanie. Wyrzucił rękopis, skasował tekst ze swojego laptopa, a nawet z komputerów przyjaciół. Na szczęście zmienił zdanie. Niedawno otrzymał Nagrodę Bookera. Przedstawiamy: Marlon James.



więcej

Pokaż wszystkie aktualności
Komentarze
Autor:  LubimyCzytać |  wypowiedzi: 1  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 2035
LubimyCzytać
11-10-2017 10:33
Zapraszamy do dyskusji.
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Tajny dziennik Leonarda da Vinci

Doczytałem do połowy. Uznałem, że nie warto tracić czasu gdy jest tyle książek wielokrotnie ciekawszych i lepiej napisanych.

zgłoś błąd zgłoś błąd