Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/9138/fantastyka-tworzy-pekniecia-w-postrzeganiu-swiata-wywiad-z-robin-hobb

Fantastyka tworzy pęknięcia w postrzeganiu świata. Wywiad z Robin Hobb

10 wartościowy tekst

Dlaczego podjęła decyzję o pisaniu części książek pod pseudonimem? Skąd bierze pomysły na swoje powieści i jak nad nimi pracuje? Co czyni fantastykę jej ulubionym gatunkiem? M.in. na te pytania odpowiada w rozmowie z Tymoteuszem Wronką autorka trylogii „Skrytobójca”, Robin Hobb.

Robin Hobb to pseudonim amerykańskiej autorki powieści fantasy, Ogden Margaret Astrid Lindholm. Tworzy również pod pseudonimem Megan Lindholm. Urodzona w Kalifornii, obecnie mieszka w stanie Waszyngton.

Debiutowała opowiadaniem „Bones of Dulath" w 1979 roku. W latach 80. wydała tetralogię „Ki i Vandien" i dylogię „Tillu i Kerlew", które jak dotąd nie ukazały się w Polsce. Inne jej powieści to „Wizard of Pigeons" (jedna z bardziej cenionych) i „Alien Earth". W 2007 roku pisarka wydała drugą część trylogii „The Soldier Son", która została wyróżniona Nagrodą Endeavour.

W Polsce ukazały się do tej pory trylogie „Skrytobójca", „Złotoskóry" i „Kupcy i ich Żywostatki", połączone postacią Błazna, a także antologia „Legendy II".

Swoją karierę pisarską rozpoczęłaś jako Megan Lindholm, ale książki o losach Bastarda Rycerskiego tworzysz pod pseudonimem Robin Hobb. Dlaczego podjęłaś taką decyzję?

Mieliśmy sporo zabawy przy wymyślaniu tego pseudonimu. Pisząc jako Lindholm, tworzyłam w wielu konwencjach – pisałam dla dzieci, były pozycje urban fantasy, opowieści spod znaku magii i miecza. Chcieliśmy rozgraniczyć moją dotychczasową twórczość, gdy zaczęłam pisać coś nowego. Do tworzenia pseudonimu podeszliśmy poważnie i przemyśleliśmy wybór.

Jakie były główne kryteria przy jego wymyślaniu?

Zależało nam na krótkim pseudonimie, żeby na okładce był dużymi literami. Chcieliśmy, żeby był łatwy do wymówienia, by ludzie pytający o książki w księgarniach nie łamali na nim języka. Wybraliśmy Robin, bo ma wiele dobrych skojarzeń: od Robina Hooda, poprzez „First robin of spring” (przylot tego amerykańskiego ptaka zwiastuje nadejście wiosny), do nawiązań mitologicznych (Robin Goodfellow/Puck).

Natomiast nazwisko Hobb została wybrane dlatego, że ówcześnie, kiedy weszło się do amerykańskiej księgarni, to w dziale z fantastyką półka z nazwiskami na „H” było na wysokości oczu. Było wtedy też wielu cenionych pisarzy na tę literę – Barbara Hambly, Robert A. Heinlein czy Frank Herbert, więc pomyślałam, żeby umieścić swoje książki między ich dziełami, czyli w miejscu, w którym czytelnicy już szukają dobrych powieści. Poza tym to krótkie i łatwe do wymówienia nazwisko, ma też kilka sympatycznych konotacji. Hob po angielsku to płyta w starych piecach, gdzie stawiało się czajnik czy w cieple rosło ciasto na chleb. To także pierwsza cześć hobgoblina czy – jak ktoś zwrócił mi uwagę po pewnym czasie – hobbita.

Jednakże nie zarzuciłaś pisania jako Megan Lindholm. Nie tak dawno temu wydałaś zbiór zawierający teksty pod oboma twoimi nazwiskami.

Staram się różnicować pisanie pod oboma nazwiskami. Jako Lindholm tworzę więcej krótkich form, natomiast Hobb to przede wszystkim długie powieści. Faktycznie ostatnio wydaliśmy zbiór, w którym są teksty zarówno Hobb, jak i Lindholm. Myślę, że sposób opowiadania w ich przypadkach znacząco się różni. W roli Hobb raczej nie piszę rzeczy zabawnych czy z przymrużeniem oka, w przypadku mojego drugiego literackiego wcielenia jak najbardziej tak.

Jakie są jeszcze różnice w pisarstwie Hobb i Lindholm?

Jako Lindholm tworzę przede wszystkimi urban fantasy i fantastykę dziejącą się współcześnie w naszym świecie. Mam też wrażenie, że te teksty są prostsze, szybsze – w pewien sposób mniej zaangażowane w emocje postaci. Mam dwa różne głosy, którymi przemawiam do czytelników.

Piszesz według skryptu czy pozwalasz pracować wyobraźni?

Siadając do pisania powieści, wiem już, gdzie zaczynam, jakie będą najważniejsze wydarzenia po drodze i jak mam zamiar całą historię zakończyć. Mam więc mapę, ale nie wiem dokładnie, co się zdarzy po drodze – może będę musiała znaleźć objazd, może dołączy jakiś autostopowicz? Jednym słowem zaczynam z zarysem, ale w trakcie pisania wiele do niego dodaję, a czasem nawet zmieniam. Bywają takie momenty, że bohaterowie nie zrobią tego, co dla nich zaplanowałam, kiedy jeszcze nie poznałam ich tak dobrze.

W jednym z wywiadów wspomniałaś, że cenisz książki George’a R.R. Martina i Joe Abercrombiego, a jednocześnie piszesz w zupełnie inny sposób niż ci autorzy. Skąd taka rozbieżność?

Lubię całe spektrum powieści fantastycznych, choć niekoniecznie wszystkie pociągają mnie jako autorkę. Akurat ci autorzy potrafią tworzyć świetne i poważne historie, a jednocześnie zawierające dużo humoru. Inni podobają mi się dlatego, że potrafią stworzyć prawdziwe małe klejnoty w postaci opowiadań. Uwielbiam na przykład sposób opowiadania historii Raya Bradbury’ego, a jednocześnie bardzo podobają mi się powieści Roberta B. Parkera, który tworzył westerny i kryminały. Myślę więc, że to co dany pisarz tworzy, niekoniecznie musi być tym, czym delektuję się jako czytelnik.

Czytając twoje książki, miałem wrażenie, że na pierwszym miejscu stawiasz postacie i ich przeżycia. Kreacja świata, a nawet wielkoskalowa fabuła, mają mniejsze znaczenie.

Kiedy piszę jako Robin Hobb, to najczęściej pierwszą rzeczą, która przychodzi mi do głowy, jest bohater. Świat obudowuję wokół niego, a sam bohater określa sposób i treść opowieści. Są postacie bezpośrednie i prawdomówne, inne natomiast kłamią czytelnikowi. Najpierw więc słyszę głos postaci, a on definiuje wszystko inne, kiedy zabieram się za pisanie nowej historii.

Nie da się nie zauważyć, że mocno koncentrujesz się na uczuciach i przemianach, jakie zachodzą w twoich bohaterach.

Lubię narrację pierwszoosobową, bo pozwala na natychmiastowe i bezpośrednie przekazanie uczuć. Pozwala mi wciągnąć czytelnika głębiej w myśli i emocje postaci. To także osobiste wypowiedzi, bez przefiltrowania przez bezosobowego narratora, co moim zdaniem wzmacnia przeżycia podczas lektury. 

Który bohater, a może powieść, jest twoim ulubionym?

Nie mogę powiedzieć, że preferuję którąś stworzoną przez siebie postać. Podczas ich tworzenia i pisania o nich mocno angażuję się emocjonalnie, więc ulubionym staje się ten, o którym w danym momencie piszę.

Natomiast jeśli chodzi o książkę, to bardzo sobie cenię napisaną jako Lindholm powieść „The Wizard of the Pigeons”. Musiałam się do niej mocno przygotować, podróżowałam i bardzo dobrze wspominam tamten czas. Jest to powieść urban fantasy o weteranie z Wietnamu, który powraca do domu i odkrywa, że już tam nie pasuje. Całość jest napisana w ten sposób, że czytelnik do końca nie wie, czy bohater posiadł nadnaturalne zdolności, czy jest to tylko iluzja. Natomiast jako Robin Hobb chyba najbardziej lubię Ucznia skrytobójcy – po prostu dlatego, że był pierwszy.

Skąd w ogóle narodził się pomysł na tę powieść?

Pomysły przychodzą mi do głowy na długo przed tym, zanim powstanie książka. Wiele lat przed napisaniem „Ucznia skrytobójcy” zadałam sobie pytanie: Co by było, gdyby magia była uzależniająca? Pracowałam wtedy nad inną powieścią, więc zapisałam to pytanie na kopercie, oderwałam zapisany fragment i włożyłam do szuflady w biurku. Ten kawałek papieru tkwił tam dwa albo trzy lata zanim przystąpiłam do pisania. Patrzyłam na niego i zadawałam sobie kolejne pytania: kto władałby tą magią? Czy uzależnienie będzie służyło dobru, czy zachęcało do zdobycia większej mocy? Myślałem więc na ten temat długi czas, aż zdecydowałam, że osobą mającą te dylematy będzie Bastard Rycerski i będzie on walczył z tym uzależnieniem. Cała seria narodziła się więc z jednego pytania i bohatera, który stanowił na nie odpowiedź.

Serie o Bastardzie cieszą się w Polsce dużym powodzeniem, ale cykl Kupcy i ich żywostatki wydaje się nieco zapomniany i na razie nie doczekał się wznowienia. Jak myślisz, skąd taka różnica w odbiorze twoich książek?

Myślę, że czytelnicy też preferują pierwszoosobową narrację z „Trylogii Skrytobójcy” i późniejszych losów tych postaci. Jednakże dla mnie „Kupcy i ich żywostatki” stanowią integralną i istotną część losów Bastarda. Gdyby nie wydarzenia z tej trylogii, następne serie nie miałyby prawa zaistnieć. Bez niej na świecie nie pojawiłby się smoki i niemożliwe byłoby opowiedzenie kolejnej historii o Bastardzie. Poza tym trzeba wspomnieć – choć czytelnicy chyba już to wiedzą – że w serii tej pojawia się postać obecna, choć pod inną postacią, także w innych trylogiach.

Możesz przybliżyć w kilku słowach niewydaną jeszcze u nas serię Rain Wild Chronicles?

Szkoda, że te książki nie trafiły do Polski, bo stanowią część chronologii wydarzeń, które dzieją się w moim świecie. Akcja tego cyklu dzieje się daleko od Koziej Twierdzy. Pojawiają się tam postacie, smoki i wydarzenia, które wpływają na całość świata i na losy postaci w następnych książkach – a w szczególności w zamykającym moją ostatnią trylogię tomie Assassin's Fate.

Kilkanaście napisanych przeze mnie powieści opisuje wydarzenia chronologiczne i przedstawia losy świata oraz postaci krok po kroku. Nawet jeśli gdzieś nie ma bezpośrednich odwołań, to wydarzenia z jednej powieści będą miały olbrzymi wpływ na to, co będzie się działo w następnych.

Co prawda z twojej najnowszej trylogii w Polsce ukazał się na razie tylko jeden tom, więc mamy na co czekać, ale i tak muszę zadać to pytanie: czy to już koniec opowieści w tych realiach?

Przez te lata nauczyłam się już, że nie należy mówić, że się skończyło z tą historią i tymi bohaterami. Nawet jeśli w danym momencie się tak myśli, bo po pewnym czasie w głowie potrafią się zrodzić nowe pomysły. Teraz moja odpowiedź brzmi: nie wiem.

Gdy czytałem Skrytobójcę Błazna, było mi szkoda Bastarda, który wreszcie odnalazł spokój i rodzinę, ale świat o nim nie zapomniał i znów został wciągnięty w wir wydarzeń. Nie żałowałaś go?

Trochę tak, ale takie rzeczy dzieją się ciągle, każdemu z nas. J.R.R. Tolkien powiedział kiedyś, że powieści nie mogą być tylko o jasnych stronach życia. Te łatwo i szybko można opowiedzieć, ale tak naprawdę chcemy usłyszeć o np. ataku trolli.

W międzyczasie napisałaś też jedną serię nieosadzoną w tych realiach. Przybliżysz, o czym jest seria „Soldier Son”?

Głównym pomysłem na nią jest teza, że gdy dochodzi do wojny między dwoma kulturami, to ich wymieszanie następuje szybciej, niż miałoby to miejsce w przypadku pokojowego kontaktu między nimi. Bohaterem jest mężczyzna, który podczas wojny zapada na chorobę. Przeżywa, ale zostaje zarażony magią obcą jego ludowi. Nie rozumie jej, a seria koncentruje się na tym, jak magia wciąga go głębiej i głębiej w obcą mu kulturę, chociaż on sam próbuje żyć w swojej.

Twoje postacie często poszukują rozwiązań swoich dylematów, ale czy nie jest tak, że każdy otrzymuje inną odpowiedź, nawet jeśli ich problem jest podobny?

Jako pisarz staram się unikać bezpośrednich odpowiedzi, pisania z gotowym przekazem czy odpowiedzią dla czytelnika. Nigdy nie zależało mi, by przekonać odbiorcę – choćby w najbardziej subtelny sposób – do mojego sposobu myślenia i patrzenia na świat. Owszem, pojawiają się różne, nawet poważne pytania. Weźmy na przykład niewolnictwo, na które można spojrzeć zarówno z perspektywy zniewolonych, jak i ich panów. Być może więc w jednej powieści napiszę to z punktu widzenia jednej strony, a w następnej z drugiej.

Mam więc wiele pytań, ale nie sądzę, bym miała na nie jednoznaczne odpowiedzi. Jeśli więc ktoś sięga po moje powieści, szukając wskazówek jak żyć, to po prostu wybiera niewłaściwe książki.

Niemniej nawet jeśli nie dajesz odpowiedzi, to myślisz o poruszanych przez siebie kwestiach?

Zdecydowanie. Wydaje mi się, że nawet czytając prostą, np. dziecięcą książkę, nie można powstrzymać się od myślenia nad poruszonymi w niej kwestiami. Jeśli książka nie skłoniła cię do żadnej refleksji, nie zastanowiłeś się nad nią ani na moment… to po co było ją czytać?

Coraz częściej książki fantastyczne są ekranizowane. Są szanse, że zobaczymy Bastarda na małym lub dużym ekranie?

Często zadawane jest mi to pytanie, a moja odpowiedź na razie brzmi: nie wiem. Szczerze powiedziawszy najchętniej zawsze traktowałabym moje książki… jako książki właśnie. Kiedy oglądam filmy na podstawie „Władcy Pierścieni” czy serialową „Grę o tron”, mam mieszane uczucia. Zapewne dlatego, że przeżyłam te historie jako czytelnik i podczas oglądania bardziej zwracam uwagę na to, co pominięto i zmieniono, niż na to, co zostało czy nawet dodano.

Ogromną przyjemnością jest obejrzenie wspaniałych kadrów w filmach Petera Jacksona, ale jednocześnie cały czas myślę: Gdzie jest Tom Bombadil? Dlaczego nie ma tego świetnego dialogu? Rozumiem potrzebę zmian na potrzeby wersji filmowej, by była płynniejsza czy bardziej dynamiczna, ale jednocześnie bardzo się cieszę, że nadal dostępne są książki, ze wszystkimi ich detalami i subtelnościami.

Kiedyś powiedziałaś, że fantastyka jako gatunek ma charakter bardziej łączący niż wykluczający. Co dokładnie miałaś na myśli?

Cała fantastyka, czy to fantasy, czy science fiction, pełna jest obcych: ludzi, ras, gatunków z innych planet. Tych wszystkich, którzy są inteligentnymi istotami, ale nie są tacy jak my. Wszystko to wymusza na nas skonfrontowanie się z myślą, że nie jesteśmy sami i wyczula na zachowanie i uczucia innych. Oczywiście, w fantastyce może to dotyczyć gadającego konia lub przedziwnego obcego z innej planety, ale zasada jest ta sama. Dlatego myślę, że ten rodzaj literatury nie pozwala nam się zamykać wyłącznie w obrębie naszej własnej kultury i czasów, w których żyjemy.

Pisząc prozę współczesną, musimy zachować realizm i zasady rządzące w danym miejscu i momencie. Fantastyka pozwala w te same realia wprowadzić zmiany, otworzyć drzwi dla nowych rzeczy, tworzy pęknięcia w postrzeganiu świata.

Rozmawiał Tymoteusz Wronka


Pokaż wszystkie aktualności
Komentarze
Autor:  Tymoteusz |  wypowiedzi: 6  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 2895
wiejskifilozof
09-08-2017 17:38
Fajna jest ta seria o Skrytobójcy.
książek: 970
Patrycja
09-08-2017 21:20
Szkoda, ze tak niewiele osób przyszło, ale i tak będę bardzo mile wspominać :)
książek: 1198
K_Schmidt
11-08-2017 20:12
Jej książki były dla mnie wielką przygodą.
książek: 1083
Sophie
15-08-2017 16:55
Bardzo ciekawy wywiad. Cieszę się, że tylko częściowo pokrywał się z treścią spotkania autorskiego, poruszając wiele nowych kwestii. A jeszcze bardziej się cieszę, że najwyraźniej inni czytelnicy podzielają moje współczucie dla Bastarda z powodu tego całego cierpienia i trudności, jakie zrzuciła na niego autorka. :) Właśnie skończyłam czytać "Skrytobójcę Błazna" i nie mogę się doczekać... Bardzo ciekawy wywiad. Cieszę się, że tylko częściowo pokrywał się z treścią spotkania autorskiego, poruszając wiele nowych kwestii. A jeszcze bardziej się cieszę, że najwyraźniej inni czytelnicy podzielają moje współczucie dla Bastarda z powodu tego całego cierpienia i trudności, jakie zrzuciła na niego autorka. :) Właśnie skończyłam czytać "Skrytobójcę Błazna" i nie mogę się doczekać kontynuacji.
pokaż więcej
książek: 1324
Ciacho
16-08-2017 12:29
Czytałem Skrytobójcę. "Uczeń" był świetny i mnie ujął. "Królewski" też bardzo dobry, ale już zwieńczenie w "Wyprawie" wyszło przeciętnie - za dużo stron, mało ciekawie i jeszcze Bastard jak Rambo jakiś taki nietykalny, chociaż ciągle go ktoś ścigał i atakował. Przez to nie sięgnąłem po kolejne cykle z Bastardem, bo obawiam się, że mnie po prostu zanudzą.
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
W cieniu paproci

"W cieniu paproci" Aniki Stelmasik to powieść optymistyczna, ciepła, ale nie przesłodzona. Jest w niej miejsce i na radości i na smutki, na...

zgłoś błąd zgłoś błąd