Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/3064/trzeci-list-lema-nie-ulatwiac-czytelnikowi

Trzeci list Lema: Nie ułatwiać czytelnikowi!

7 wartościowy tekst

(fot. z archiwum rodziny Lemów, Frankfurt 1971)

Tym razem Stanisław Lem zgłasza korekty swojemu tłumaczowi i prosi go, by nie próbował uzwięźlać i wzmacniać jego fraz w angielskim przekładzie. Żadnego sprzyjania czytelnikowi, żadnej taryfy ulgowej – zastrzega polski pisarz.


Kraków, 15 maja 1974


Drogi Panie,

otrzymałem resztę tłumaczenia i oto moje uwagi — po części krytyczne.

Powiadając „you are working miracles” (1) w depeszy, nie miałem na myśli czczego komplementu, lecz tę okoliczność, że Pan w samej rzeczy dokonywał cudu — transsubstancjacji. Utwór mianowicie udaje, że dzieje się w USA, czyli że jego przyrodzonym językiem jest angielski: toteż zarówno wersja polska, jak niemiecki przekład mogą brzmieć jak przekłady (jak dobre przekłady, ale jak przekłady). Cud w tym, że Pan musiał uczynić wymowę, słownictwo — całkowicie wiarygodnymi, autentycznie angielskimi, czyli w pewnym sensie Pana zadanie było miejscami trudniejsze od mojego. Tam gdzie to było najtrudniejsze — w neologizmach, w obrotach mowy, w idiomatyce fikcyjnej — to się Panu udało, ten cud. Ale ostatnia partia wyszła Panu gorzej — zaskakująca rzecz!

Dlaczego tak? Tekst był zamyślany pod względem modalności jak utwór muzyczny, w którym lejtmotyw koszmaru, tragizmu, mającego zabrzmieć fortissime w finale, znajduje wcześniej tylko słaby wyraz: gdyż zrazu dominuje humorystyka, zarówno w treści, jak w formie (ta forma tutaj to po prostu lakonizm memuarów, przejęty od Pepysa, nieumyślnie komiczne „and so to bed” (2), chociaż literalnie „a potem spać” czy „do łóżka” w tekście nie występuje). Tak więc gdy spadają ostatnie zasłony i pojawia się ta naga ohyda, już nie mówi właściwie narrator, ale ja przez niego mówię, i tym samym zmienia się stylistyka narracji. Żadnych stereotypów, dlaboga, żadnych łatwizn! „An outcast in the wilderness” (3) to jest właśnie sztampa, „byłem już poza nawiasem zwidu, więc na pustyni” nie jest taką kliszą, bo „poza nawiasem” to idiom, a „poza nawiasem zwidu” to idiom niejako odwrócony i ożywiony dodanym słowem „zwid”. „Ulica — to był kres” znaczy „äusserste Grenze”, jak w wersji niemieckiej, a nie „barrier”, bo ulica jest po prostu tutaj ostatnią stacją Golgoty. Kres, jako punkt ostatniego dojścia. „Zrobiło się jaśniej — biało” — to zdanie domaga się po „biało” kropki, cezury, dla wypunktowania, ponieważ odtąd mówi się już inaczej.

Jednym słowem, w tej ostatniej części Pan jakby nieco pofolgował, jakby w przeświadczeniu, że ma Pan już najtrudniejsze za sobą. Niewątpliwie najtrudniejsze miał Pan już tam za sobą, lecz i ta ostatnia część wymaga osobnej uwagi, innego podejścia. Upadek i rozkład Trottelreinera nie jest w Pana wersji tak NAOCZNY, tak „behawiorystyczny” jak w polskim i w niemieckim. W finale słowa muszą mieć swoją rzeczową, zimną, ciężką, bezwzględną wagę. Zima, śnieg, pryzmy lodu, to wszystko wymaga takiej prezentacji jak w naturalistycznym utworze dobrego XIX-wiecznego rzemieślnika prozy. Powiedziałbym, że Pan się pospieszył tam i dlatego trafiają się właśnie utarte zwroty, niedopuszczalne! Pod tym kątem proszę porównać niemiecki tekst z polskim, a potem ze swoim! Dostrzeże Pan różnicę. Zresztą — nie chciałbym wchodzić w szczegóły, z jednym wyjątkiem. „Mascons” powinno dla Tichego znaczyć „mass concentrations” (4), jak w oryginale, żart nie jest na miejscu (ten, który Pan wymyślił), nie dlatego żeby to był zły żart, czyli nie ze względów taktycznych, ale strategicznych: miejsca takie to są odwołania do pozafantastycznej rzeczywistości, do znaczeń faktycznych, przywoływanych z rozmysłem zaplanowanej rachuby. W moim odczuciu w tym miejscu powinno być tylko suche zdziwienie Tichego, konstatacja, a nie przejście z neologizmu w inny neologizm. To niby drobiazg, lecz dotykam punktu, w którym kiedy niekiedy się rozchodzimy. Wartości, powstające pod piórem lokalnie, muszą zawsze podlegać całościowemu uchwytowi. Inaczej słowa „in der Begrenzung zeigt sich erst der Meister” (5) nie miałyby bardzo rzeczowego, bardzo rzemieślniczego sensu. Ośmielam się tedy prosić, aby dla wspólnego dobra zechciał Pan, pod tym kątem, jeszcze raz przemyśleć ostatnie stronice. (Rozmowa ostatnia z Symingtonem i sam koniec są już znowu bez zarzutu — gorzej wypadła tylko partia OPISOWA).

Co się tyczy krytycznego „macrotrash” (6), to wydaje mi się, że brzmi zupełnie dobrze, zresztą i w niemieckim „Allmist” nie jest tak zabawne jak „Wszechśmiot”, ale to, co Pan uczynił, mam za najzupełniej właściwe i nie budzące najmniejszych zastrzeżeń. (Bardzo dobre oczywiście są Pana już własne wariacje wokół „odjęzykowej futurologii”). Ale ja tu nie zamierzam już Pana chwalić, bo Pan i tak wie, co myślę o Pana robocie. W gruncie rzeczy poprawki, czy też zmiany, na jakie bym nastawał, są bardzo drobnej natury. Tu kropka, tam odtworzenie sensu słowa „kres” w kontekście opisu ulicy (kres, jakem powiedział, to nie bariera), bardzo tego niewiele, ale z takich mikroskopijnych pofolgowań powstaje właśnie pewna słabość wyrazu. Proszę spróbować może innych sformułowań? Niemiecka wersja może Panu służyć dobrze, bo jest nadzwyczaj wierna, tj. sensami bardzo bliska polskiej.

(Czy pisałem Panu o tym, że „Uascotian” to jest właściwie „Łaskotian”? W niemieckim „Kizzkizzi”, nie najszczęśliwsze to, więc jeśli nie wpadnie Panu na myśl nic zabawnego — coś à la „prurituals” wg „spirituals” — to może oczywiście zostać i ten „Uascotian” (7), choć to wszak nic nie znaczy po angielsku, tj. nie kojarzy się z łaskotkami).

W każdym razie ta ciężka rzecz już jest za Panem! Poprawki, o jakie się wstawiam, byłyby wszak tylko kilkoma dotknięciami, mikroskopijnym retuszem. Odnoszę wrażenie, że nasze „rozchodzenia się” polegają na dwu rzeczach. Primo, Pan czasem zdaje się sądzić, że coś u mnie jest powiedziane nie dość wyraźnie, i żeby to „doszło” do czytelnika, Pan to „nasila”. Secundo, pewne partie wydają się Panu czasem rozwlekłe, i Pan wtedy je stara się uzwięźlić. Oczywiście sprawa wymaga zawsze konkretnego roztrząsania i in abstracto nie może być raz na zawsze rozwiązana. Lecz uważam, że Pan się w pewnym, bardzo strategicznym sensie MYLI. Mianowicie oba te podejścia, o jakich właśnie wspomniałem, zdają się wskazywać na Pana nieufność względem czytelników: nie zauważą! A więc wzmocnić — albo: znudzą się i znużą! A więc skrócić, uzwięźlić. Ale tak nie wolno robić, proszę Pana. Tak nigdy nie wolno robić. To, czy Czytelnik będzie się DOSTATECZNIE STARAŁ, to nie jest NASZA RZECZ. Milcząco przyjętym, nieporuszonym, oczywistym, bezwzględnym założeniem wszelkiej kreacji jest odbiorca OPTYMALNY, aktywny, PODDANY zarazem tekstowi, czyli ufający mu: jeśli jest coś słabo wyakcentowane, to widać MIAŁO takie być, a jeśli jest do znużenia dokładne, to widać ta własność także się tekstowi należała i trzeba w niej szukać osobnego znaku, sensu, wskazania. Jednym słowem, ŻADNEJ ULGOWEJ TARYFY, żadnych UŁATWIEŃ, żadnego SPRZYJANIA CZYTELNIKOWI (żeby się nie odstręczył, żeby się nie znudził, żeby nie zrezygnował). Najpierw — takie starania i tak są bez żadnego pragmatycznego skutku, bo leniwego wszystko nudzi i nuży. A co ważniejsze, dla utworzenia WYGODY można wtedy pójść na ŁATWIZNY. Oczywiście pouczam Pana, oczywiście nie myślę tu już wcale o Kongresie ani o tłumaczeniu, ani o moich książkach, lecz o pryncypiach. Ja wiem, że Mann był w Ameryce uważany za „ponderous” i „pompous” (8), lecz to jest hiatus kultur, a nie osobista niedomoga Manna, wskutek czego Mann „skrócony dla Amerykanów” nie będzie ani dobrym Mannem, ani dobrym pisarzem dla Amerykanów, lecz spreparowaną prymitywnie używką. NIE UŁATWIAĆ! Oto zasada, której się należy trzymać, a reszta jest już prostą konsekwencją.

Dziękuję Panu za wszystkie poniesione męki. Sadzę, że się opłaciły. A po tym „Bóg zapłać” nie pozostaje mi już nic, jak tylko bardzo serdecznie ukłonić się poprzez ocean.

Oddany

St. Lem

1. You are working miracles (ang.) — czyni Pan cuda.

2. And so to bed (ang.) — i do łóżka.

3. An outcast in the wilderness (ang.) — banita / wygnaniec na pustyni / w puszczy.

4. Mascons, mass concentrations (ang.) — dosł. koncentracja (skupienie) masy.

5. Por. „in der Beschränkung zeigt sich erst der Meister” (niem.) — w zakreślonych granicach (tematu, formy) poznaje się mistrza (J.W. Goethe, sonet z prologu Co przynosimy na otwarcie nowego teatru w Lauchstädt z 1802).

6. Macrotrash — wszechśmiot (trash (ang.) — śmieci z przedrostkiem makro).

7. Uascotian — to (nieistniejące) słowo można przeczytać z angielska jako „łaskotian”.

8. Pompous, ponderous (ang.) — pompatyczny, ciężki (ociężały).


©Copyright Wydawnictwo Literackie. Kopiowane całości lub fragmentów bez zgody wydawcy zabronione.


____________________________________________

Przeczytaj także:
Tylko u nas: Lem pisze do swojego tłumacza
Drugi list Lema: Orwell i stalinizm


Pokaż wszystkie aktualności
Komentarze
Autor:  LubimyCzytać |  wypowiedzi: 9  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 369
Aesir
21-10-2013 13:37
@K_Schmidt: dzięki za trafną i ważną dla wszystkich czytelników uwagę z końcowej części Twojej wypowiedzi.
Dodam tylko pewien szczegół. W zamyśle Orwella powieść "Rok 1984" stanowiła satyrę na stalinizm z lat czterdziestych XX wieku. Zapewne występują w tym utworze różne elementy nierealne, jednakże podstawę tego dzieła, przynajmniej moim zdaniem, wyznaczają analiza systemu socjalistycznego...
@K_Schmidt: dzięki za trafną i ważną dla wszystkich czytelników uwagę z końcowej części Twojej wypowiedzi.
Dodam tylko pewien szczegół. W zamyśle Orwella powieść "Rok 1984" stanowiła satyrę na stalinizm z lat czterdziestych XX wieku. Zapewne występują w tym utworze różne elementy nierealne, jednakże podstawę tego dzieła, przynajmniej moim zdaniem, wyznaczają analiza systemu socjalistycznego oraz opis relacji między bardzo wąską elitą, która dysponowała prawdziwą władzą, a społeczeństwem bezklasowym, będącym finalnym stadium komunizmu u Marksa. Być może diagnoza nie była dla Orwella najistotniejsza, ponieważ dysponował już pewną, zapewne też powszechną wiedzą o przedstawianym problemie, zakorzenionym w czasach jakobińskich, a nawet w Reformacji Lutra, którą uzupełniał częściowo własnymi interpretacjami.

Pozwolę też sobie na rekomendację pewnej użytecznej książki wszystkim zainteresowanym:
Dawny ustrój i rewolucja

Pozdrawiam,
Aesir
pokaż więcej
książek: 533
GłowaKsiążek
21-10-2013 21:11
Fantastyczne te listy... Lem wielki był..
książek: 369
Aesir
23-10-2013 11:52
Nie tylko pan Lem miał problem z Heglem, lśniącą gwiazdą rocka dla zwolenników NWO. Ot, choćby Nowa Lewica kocha i nienawidzi tego anty-filozofa. Z jednej strony przedstawiciele owego prądu ideologicznego doceniają wkład Hegla w rozwój fałszywej teologii Lutra, którą dalej wykorzystali "wybitni" pseudo-uczeni oraz błądzący filozofowie, jak Marks, Engels, czy niedoszły minister propagandy... Nie tylko pan Lem miał problem z Heglem, lśniącą gwiazdą rocka dla zwolenników NWO. Ot, choćby Nowa Lewica kocha i nienawidzi tego anty-filozofa. Z jednej strony przedstawiciele owego prądu ideologicznego doceniają wkład Hegla w rozwój fałszywej teologii Lutra, którą dalej wykorzystali "wybitni" pseudo-uczeni oraz błądzący filozofowie, jak Marks, Engels, czy niedoszły minister propagandy Rzeszy, Martin Heidegger; z drugiej, natomiast odrzucają jego poglądy na bytowość, zwłaszcza ideę Ducha Absolutnego, jako relikt bezużytecznej i niedopuszczalnej metafizyki, a zatem nauki o uniwersum duchowym, o Bogu, w arbitralnie sekularyzowanym świecie.
pokaż więcej
książek: 0
konto_usuniete
23-10-2013 16:57
Tak sobie myślę nad tym, że w tym człowieku było jeszcze więcej niż jedynie erudycja, wizjonerstwo i wysoka kultura osobista cechująca polaków urodzonych przed nastaniem komunistycznego reżimu. Z upływem lat czytam jego książki inaczej je interpretując i w zasadzie dalej czuję się dość niepewnie. To jeden z tych prawdziwych talentów, którym nie wystarcza opowiadania o smokach, elfach i bitwach... Tak sobie myślę nad tym, że w tym człowieku było jeszcze więcej niż jedynie erudycja, wizjonerstwo i wysoka kultura osobista cechująca polaków urodzonych przed nastaniem komunistycznego reżimu. Z upływem lat czytam jego książki inaczej je interpretując i w zasadzie dalej czuję się dość niepewnie. To jeden z tych prawdziwych talentów, którym nie wystarcza opowiadania o smokach, elfach i bitwach konnych. W 2006 straciliśmy wielkiego pisarza.

K_Schmidt wspominała o przewidywaniach Orwella i celności jego Folwarku Zwierzęcego. Owszem, trafna wizja, ale Orwell żył w czasach, kiedy socjalizm był już obserwowalny, czego nie można powiedzieć np. o St Reymoncie, który swój "Bunt" czyli protoplastę Folwarku Orwella napisał wiele lat wcześniej i dużo piękniejszym językiem. Taka dywagacja spod szyldu "cudze chwalicie, swego nie znacie".
pokaż więcej
książek: 1015
Mateusz
23-10-2013 23:14

Bartek: wysoka kultura osobista cechująca polaków urodzonych przed nastaniem komunistycznego reżimu

Po pierwsze Polaków, po drugie takie uogólnienie jest nieprawdziwe jak każde.
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Kroniki Amberu. Tom 1

Żelazna klasyka fantastyki, którą jakimś cudem pominąłem za młodu. Książkę kupiłem już kilka miesięcy temu. Czekała na półce na swoją kolej, przyznam,...

zgłoś błąd zgłoś błąd