Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Rafał Kosik odpowiedział na Wasze pytania!

Rafał Kosik odpowiedział na Wasze pytania!
18 wartościowy tekst

Przy okazji premiery zbioru opowiadań Felix, Net i Nika oraz Nadprogramowe Historie zbieraliśmy pytania do Rafała Kosika. Dziś prezentujemy odpowiedzi, jakich udzielił.

Jak ocenia Pan obecny poziom polskiej literatury science-fiction?

Sam poziom nie jest nawet zły, powiedziałbym nawet, że gdyby nie bariera językowa, polskie SF spokojnie mogłoby odnosić sukcesy na rynku anglosaskim. Gorzej, że prawdziwe SF pisze ledwie kilku autorów, a wszyscy oni muszą się utrzymywać z czegoś innego – albo z pisania innego rodzaju literatury, albo z „normalnej” pracy zawodowej. Nie jest to dziwne, bo czytelnicy SF to elita, a elita niestety nie jest liczna. Ciekawa sprawa, że SF choć mniej chętnie czytane od innych rodzajów fantastyki, zdaje się być prestiżowe i dla autorów, i dla czytelników. Prestiżowe niestety jako puste hasło. Nie chcę rzucać nazwiskami, ale jest kilku autorów, którzy mówią, że piszą science fiction, a przejawia się ono jedynie w sztafażu, bo akcja, bohaterowie, cała konstrukcja powieści czy opowiadania jest wzięta żywcem z fantasy lub zwykłej powieści przygodowej. Czy to źle? Chyba nie, skoro new weird cieszy się większą popularnością niż SF.

Co uważa Pan za większe wyzwanie: pisanie dla dzieci i młodzieży czy dla dorosłych?

Sądzę, że większą sztuką jest pisanie dla młodszych czytelników. Oni są mniej cierpliwi, a za to bardziej szczerzy. Jeśli coś im się nie spodoba, po prostu rzucą książkę w kąt i jeszcze pochwalą się przed kolegami, jaki to był gniot. Pisanie dla młodych to również większa odpowiedzialność. Staram się na przykład nie wkładać do książek własnych poglądów, a co najwyżej własną wizję życia.

Czy aby pisać książki dla młodszych czytelników trzeba w głębi serca samemu pozostać dzieckiem? Czy też należy najpierw dorosnąć i poznać życie na tyle, aby móc dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem w przyjemny dla dzieci sposób? A może da się to połączyć i być dojrzałym człowiekiem, który jednocześnie nie utracił swojej dziecięcej natury? Jak to jest w Pana przypadku?

Uważam, że dorosłość jest przereklamowana. Ta dorosłość w naszym polskim czy europejskim rozumieniu to takie toczenie się do emerytury. Proces dorastania przypomina powolne kostnienie, czy wręcz umieranie po kawałku. Myślę, że wystarczy dojrzeć, żeby umieć kierować swoim życiem, nie przysparzając kłopotów sobie i innym. Ale dorastać? Po co? Dorosłość to brak ciekawości, to wewnętrzna blokada uniemożliwiająca robienie rzeczy nieracjonalnych. Spójrzmy na himalaistów. Po co oni tam lezą na górę? Przecież mogą umrzeć. Ano właśnie lezą po to, żeby nie umierać powoli tutaj. Gdybym racjonalnie zaplanował swoje dorosłe życie od początku do końca, to na pewno nie byłoby w nim miejsca na pisarstwo. Dorośli ludzie nie piszą przecież fikcyjnych historii, dorośli ludzie zapełniają prawdziwymi danymi arkusze kalkulacyjne. Gdybym więc dorósł, to nie tylko nie pisałbym dla młodzieży, ale i nie pisałbym w ogóle.

W jednym z wywiadów powiedział Pan, że zaczął pisać dla swojego syna. Czy nadal tworzy Pan z myślą o nim?

Mój syn ma już szesnaście lat, więc zaczyna wyrastać z grupy docelowej. Oczywiście myślę o nim podczas pisania, ale od powstania pierwszej książki z serii „Felix, Net i Nika” minęło już prawie dziesięć lat i poznałem w międzyczasie wielu fanów serii, czyli mam w głowie wiele uwag i wiele oczekiwań, które wypadałoby spełnić. Teraz największym motywatorem do pisania jest chęć spisania historii, która musi być spisana przeze mnie, bo nikt inny tego nie zrobi.

Czy jako mały chłopiec marzył Pan o przygodach, jakie przeżywają Felix, Net i Nika?

Tak, często nawet o bardziej fantastycznych. Trochę muszę się powstrzymywać, żeby za daleko nie odlecieć od Ziemi i nie wysłać moich bohaterów na stację orbitalną albo na Marsa. Oj, wróć… na Marsie już byli. Ale tylko przez chwilę, więc to się nie liczy :-) Jednak założenie serii jest takie, że cała historia jest umocowana w naszych realiach.

Czy istnieje szansa, że fani dowiedzą się, jak naprawdę ma na imię Net?

Najpierw ja musiałbym się dowiedzieć :-)

Jak to się stało, że Pański pies Caban znalazł rolę w książce? Było to zamierzone od początku, czy może taki pomysł narodził się w trakcie pisania?

Felix miał mieć jakieś zwierzę. Do jego charakteru najbardziej pasował mi pies, a Caban był akurat pod ręką. Staram się nie umieszczać postaci ze świata realnego w powieściach, ale czasem trzeba robić wyjątki od reguł. Caban to największy z nielicznych wyjątków.

Czy jest Pan zadowolony z ekranizacji książki "Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa", czy może zmieniłby Pan coś albo dodał? Czy w planach jest zekranizowanie innych pańskich książek?

Filmowcy odzywają się do mnie z częstotliwością raz – dwa razy do roku. Zwykle się to rozmywa na wstępnych rozmowach. Dwa razy doszło do etapu scenariusza, nawet nagroda jakaś w Gdyni wpadła, a trzeci raz to właśnie ekranizacja Teoretycznie Możliwej Katastrofy. Mam mieszane uczucia wobec tego filmu. Dzieciakom zwykle się podoba, krytykom w większości nie. Bogatszy o doświadczenia przymierzam się do ekranizacji „Trzeciej Kuzynki”. Tym razem ma to być film, który spodoba się wszystkim.

W FNiN mamy sztuczną inteligencję, będącą w zdecydowanej większości przypadków pozytywną (poza Mortenem). Czy planuje Pan pokusić się o wątek SI w innej książce, przeznaczonej dla dojrzalszego czytelnika? Czy może właśnie SI ma oceniać obywateli w "Różańcu", o którym słyszymy od jakiegoś czasu (nie będę męczył kolejnymi pytaniami o datę premiery w myśl nieprzeszkadzania artyście w pracy)?

„Różaniec” jeszcze chwilę poczeka z powodu, o którym wspomniałem na samym początku – pisanie SF w Polsce ociera się o działalność charytatywną. Sztuczna inteligencja pojawiała się już w moich powieściach i opowiadaniach. W „Verticalu” mamy roboty sterowane przez AI (wolę ten skrót od SI) stworzone przez ludzkich konstruktorów, którzy wiedzieli, że sami nie dożyją założonego celu. W „Czarnym słońcu” AI pełni rolę pośmiertnego pełnomocnika pewnego miliardera, w „Nowych ludziach” sztuczna inteligencja tworzy wręcz nowych obywateli na swój obraz i podobieństwo.

Pana książki spoza cyklu FNiN są mocno socjologiczne - rozważa Pan i przedstawia swoje poglądy o naturze człowieka i zachowaniu społeczeństwa w obliczu nowych możliwości, wynalazków, idei, i są to przewidywania mroczne. Czy faktycznie obawia się Pan aż takiego wyprzedzenia moralności przez technologię i chce na to uczulić, czy może kieruje Panem coś innego?

Jestem z natury pesymistą, co jest o tyle zdrowsze, że czasem rzeczywistość zaskakuje mnie pozytywnie. Wyprzedzenie moralności przez technologię widzimy od początku naszej cywilizacji do dziś i jakoś nie chce mi się wierzyć, że to ulegnie zmianie w przyszłości. Nasze instynkty wynikają z konstrukcji mózgu ukształtowanego do życia w małych plemionach gdzieś na afrykańskiej sawannie. Można kulturą, prośbą i groźbą tłumić te instynkty, ale jak pokazuje historia, to bardzo nietrwała maska. Zagrożenia nadciągają do nas z kilku stron, a najważniejsze to nagły wzrost populacji i eksplozja informacji. Nie umiemy przewidzieć, co tak naprawdę z tego wyniknie, bo nie dysponujemy odpowiednimi analogiami z przeszłości. Tu nie chodzi o stopniowy wzrost, lecz o zmianę skali, w której pojawią się zupełnie nowe zjawiska. Najdotkliwszym z nich będzie prawdopodobnie stopniowa utrata podmiotowości przez jednostkę. To gdybanie. Teraz możemy co najwyżej stać nad oczkiem wodnym w ogródku w wietrzny dzień i próbować sobie na tej podstawie wyobrażać, jak może wyglądać sztorm na pełnym morzu.

Choć to może subiektywne wrażenie, to jednak czytając m. in. "Mars" miałem nieodparte wrażenie, że niektóre fragmenty tejże powieści zostały starannie zaplanowane, a inne stworzone całkowicie impulsywnie (np. końcowe rozważania Granta, przypominające ukontentowanie własnych poglądów). Dlatego też, ciekawi mnie, czy pisząc stara się Pan podążać za świadomie wyznaczonymi celami, czy to jednak spontaniczność jest kluczem tworzenia i nigdy Pan nie wie, jak skończy się dopiero co napoczęty wątek, bądź nawet cała książka?

Zdecydowanie należę do tej garstki pisarzy spontanicznych. Ogólny zarys historii znam, znam kilka kluczowym momentów, ale nie ma pewności, że w którymś punkcie zwrotnym wszystko to nie wywali się do góry nogami. Nigdy nie napisałem konspektu.

Jakie najbliższe plany pisarskie? Kolejne przygody gimnazjalistów czy może zbiór opowiadań bądź opowieść dla dorosłych?

Na Polcon 2013 planuję wydać zbiór opowiadań „Nowi ludzie”. Kończę trzynasty tom Felixa i zaraz biorę się do scenariusza „Trzeciej Kuzynki”. Potem mam w planach kolejny projekt młodzieżowy i „Różaniec”. Tak to wygląda w teorii, a co z tego wyjdzie, zobaczymy.

Najciekawsze, zdaniem Rafała Kosika pytanie, zadał radzik, którego zainteresował socjologiczny wymiar książek pisarza i to właśnie on otrzyma zestaw pięciu dowolnie wybranych książek z serii Felix, Net i Nika ufundowany przez wydawnictwo Powergraph. Z laureatem skontaktujemy się przez PW.

Serdecznie gratulujemy i dziękujemy za wszystkie zgłoszone pytania.


Pokaż wszystkie aktualności
Komentarze
Autor:  LubimyCzytać |  wypowiedzi: 14  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 17
reckless
08-08-2013 12:22
Gdzie można znaleźć ten wywiad?
książek: 74
Iga
16-08-2013 15:10
Świetny wywiad, naprawdę bardzo interesujący! Gratuluję Radzikowi ;) Szkoda tylko, że ja nie zdążyłam zadać autorowi pytań :(
książek: 19
Manfred_2001
05-10-2013 11:16
Reckless- wywiad jest na górze

!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
książek: 1002
BlueSugar
05-10-2013 11:29
Mi rowniez strasznie podobal sie wywiad, zarowno pytania zadawane przez uzytkownikow jak i odpowiedzi autora. Jestem fanka FNiN i sama chcialabym zadac Rafalowi Kosikowi kilka pytan (a moze i wiecej niz kilka...), ale niestety ja rowniez nie zdazylam zadac autorowi pytan ;(
książek: 1
Olo_Lol
07-04-2017 16:20
Całkiem dobry, chociaż prawie go nie czytałem :) Bardzo lubię tę serię i chciałbym przeczytać ją całą! Świetnie Pan pisze, oby tak dalej!
PS "Znajdźtsie pszekaźnik." :)
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
After Dead: What Came Next in the World of Sookie Stackhouse

Niestety nie jest to książka napisana w stylu poprzednich. Jest to spis wszystkich postaci, które występowały w całej serii o Sookie Stackhouse i parę zdań do każdego z nich co się dzieje w ich życiu po zakończeniu serii.

zgłoś błąd zgłoś błąd