Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/2195/poezja-wroclaw-stoi

Poezją Wrocław stoi

  wartościowy tekst

Port Literacki obchodził w tym roku osiemnaste urodziny. Artur Burszta, dyrektor Festiwalu, zapowiadał, że będzie niepokornie i niebanalnie – faktycznie Port wszedł w dorosłość raźnym krokiem, a pod względem merytorycznym tylko umocnił swoją pozycję w pełni dojrzałego i dopracowanego wydarzenia.

Tym co najważniejsze podczas Portu jest sama poezja – to o nią w końcu chodzi. Najważniejszą częścią spotkań było więc czytanie wierszy, rozmowa była tylko komentarzem. Muszę przyznać, że zdecydowanie podoba mi się takie podejście – podczas większości festiwali literackich omawia się, interpretuje literaturę, tutaj mogliśmy doświadczyć jej bezpośrednio. Co najciekawsze, w większości przypadków w interpretacji samych autorów.

Główna gwiazda Portu Literackiego, mieszkająca w Niemczech pisarka i poetka rumuńskiego pochodzenia Herta Müller, czytała swoje kolaże (choć przez chwilę jej recytacja stała pod znakiem zapytania, gdy okazało się, że noblistka zapomniała okularów, a okulary prowadzącego Andrzeja Kopackiego, ani tłumacza Leszka Szarugi nie pasowały, na szczęście poetkę poratował ktoś z widowni). Kolaże (książka swoją polską premierę miała w przeddzień rozpoczęcia Portu) to wiersze składane z wyrazów wycinanych z gazet i katalogów reklamowych. Jak mówiła sama pisarka są one wizualną grą językową. Biorący udział w spotkaniu Leszek Szaruga podkreślał, że pisarka wycinając słowa z rozmaitych źródeł uwalnia je z kontekstów, w których są uwięzione i nadaje im zupełnie nowe znaczenie. W rozmowie poetka wyjaśniła także znaczenie kilku słów kluczy stale obecnych w jej twórczości, takich jak walizka, obłęd w głowie, król czy obce spojrzenie.


Od lewej: Leszek Szaruga, Andrzej Kopacki, Herta Müller

Szkoda, że na kolejnym spotkaniu z pełnej sali została tylko grupka zapaleńców. Ci co wyszli, niech żałują – stracili, moim zdaniem, najlepsze spotkanie całego Festiwalu. Ryszard Krynicki i Bogusław Kierc obchodzili na nim jubileusz siedemdziesiątych urodzin. Poeci weszli na scenę w rytm piosenek z lat 50. Posadzeni w szkolnych ławkach snuli opowieści ze swojego dzieciństwa. Obaj panowie urodzili się w dramatycznych czasach, dorastali w niewiele lepszych. Z prywatnych wspomnień silnie wyzierała historia – niechęć mieszkańców ziem odzyskanych do przesiedleńców z Kresów, żołnierze na ulicach zatrzymujący bez powodu przechodniów. Dramatyczne wspomnienia przenikały się z zabawnymi akcentami – Bogusław Kierc opowiadał jak zafascynowany baletem „Romeo i Julia” postanowił w wieku 10 lat napisać oparty na tej historii dramat, bo to przecież taka teatralna historia. Na spotkaniu nie zabrakło, rzecz jasna, poezji – można było wysłuchać wierszy Krynickiego ze zbioru Przekreślony Początek i Kierca z tomiku Manatki, czytanych przez samych autorów.


Ryszard Krynicki i Bogusław Kierc

Jeśli chodzi o czytanie poezji właśnie, największym hitem było sobotnie spotkanie, a raczej występ Filipa Zawady, Katarzyny Fetlińskiej i Andrzeja Sosnowskiego. Każdy z poetów czytał swoje wiersze i każdy robił to w odmienny sposób. Zawada czytał akompaniując sobie na gitarze (na której przez większość czasu grał smyczkiem), Fetlińska zrobiła całe show z grą świateł i zmieniającymi się w tle obrazami (rewelacja!). Na ich tle Sosnowski wypadł bardzo słabo. Czytał niewyraźnie, bez pauz pomiędzy kolejnymi utworami. Chwilami wręcz ciężko było się zorientować czy czyta wiersz, czy go komentuje. Nie był jednak w stanie zgasić mojego entuzjazmu wywołanego brawurowym występem poprzedzającej go dwójki.

Filip Zawada


Katarzyna Fetlińska

Co nie udało się Sosnowskiemu, osiągnął natomiast prowadzący kolejny spotkanie Hatif Janabi. I bynajmniej nie chodzi o to, że fantastycznie czytał wiersze, ale że zupełnie zgasił mój entuzjazm. Gościem prowadzonego przez Janabiego spotkania z cyklu „Języki obce” był Hasan Blasim, iracki pisarz i reżyser. Zapowiadało się arcyciekawie. Zwłaszcza po przejrzeniu książki Szaleniec z placu wolności czekałam z niecierpliwością na spotkanie z jej autorem. Niestety. Zamiast potencjalnie porywającej rozmowy z pisarzem, dostaliśmy krótki wykład z literatury arabskiej i opinię prowadzącego, że jego zdaniem on sam lepiej wypowie się na temat książek Blasima niż ich autor... Cóż, panie Janabi, nie mogę się zgodzić z takim podejściem.

Zupełnie odwrotne uczucia wywołał u mnie prowadzący następne spotkanie Andrzej Nawarecki, który w przezabawny sposób dał popis swojej erudycji. W związku z trzecią edycją serii „44. Poezja polska od nowa”, w ramach której wydawane są antologie wierszy klasycznych polskich poetów (w tym roku byli to Iwaszkiewicz, Leśmian i Staff) Nawarecki poprosił ich redaktorów (odpowiednio Dehnela, Kierca – w imieniu nieobecnego Gutorowa, Bargielską), by postarali się wcielić się w postaci poetów, których antologie kompilowali. Robił to zadając rozmaite pytania, na przykład: co zrobiłby dany poeta, gdyby rzucił się na niego pies? (Staff napisałby o tym wiersz zatytułowany „Słoń” ;-).


Od lewej: Andrzej Nawarecki, Bogusław Kierc, Justyna Bargielska, Jacek Dehnel

Bardzo ciekawy jest nowym projektem Portu jest seria „33. piosenki na papierze”, w której wydawane są wybory tekstów piosenek różnych wykonawców. W edycji wydano twórczość Lecha Janerki w wyborze Filipa Zawady, Krzysztofa „Grabaża” Grabowskiego wybraną przez Krzysztofa Gajdę oraz teksty Bartosza „Fisza” Waglewskiego wyselekcjonowane przez Wojciecha Bonowicza. Na sobotniej debacie z udziałem redaktorów książek dyskutowano o tym czy teksty piosenek są poezją i zastanawiano się nad specyfiką takiej twórczości. Filip Zawada trafnie zauważył, że „w takiej książce zawsze jest się na golasa”. Słowa oddzielone od integralnej części piosenek, czyli muzyki przemawiają do nas z dwukrotną siłą. Na Porcie pojawili się muzycy, których teksty wydano w formie książek. O wszystkich koncertach, z których każdy był zwieńczeniem jednego z festiwalowych dni, mogę powiedzieć tylko jedno – miejsce (punk)rocka nie jest w teatralnej sali.

Warto podkreślić, że organizatorzy Portu starają się przełamać opinię o poezji jako elitarnym gatunku literatury i przekraczać jej granice. W ramach projektu „Szkoła z poezją” odbywają się zajęcia we wrocławskich liceach. Co roku organizowany jest konkurs „Nakręć wiersz” (15 finałowych filmów możecie obejrzeć tutaj), w tym roku po raz pierwszy ogłoszono również konkurs „Komiks wierszem”. Szkoda tylko (i to właściwie mój jedyny zarzut odnośnie całego Festiwalu), że Port nie wychodzi bardziej do ludzi. Przełamywanie granic gatunkowych – fajnie, co jednak z przełamywaniem granic przestrzennych. Zamknięta przez trzy dni w dwóch salach oddalonego od centrum Impartu, w niedzielę rozpoznawałam już wszystkie twarze. Wniosek (wiem, mało odkrywczy) – miłośnicy poezji to bardzo, bardzo wąska grupa. Umiejscowienie Portu wcale nie sprzyjało jej poszerzeniu. Na Festiwal praktycznie nie sposób było trafić przypadkiem, wstąpić przechodząc obok. Był slam poetycki – można było zorganizować go w klubie, może akurat byłby tam jakiś młody, zdolny poeta. Poeci mogli czytać swoje wiersze w parku czy nad Odrą, ludzie zatrzymywaliby się podczas spaceru by posłuchać poezji. Zostawiam to do refleksji organizatorom, a sama już z niecierpliwością czekam na kolejną edycję Portu Literackiego.


Na koniec krótkie subiektywne podsumowanie:

Osobowość Portu: Filip Zawada za naturalność i bezpretensjonalność (nieczęsto spotykane w poetyckim świecie, by nie powiedzieć "światku") i Bogusław Kierc – w wieku 70 lat też będę chodzić na rockowe koncerty i świetnie się na nich bawić!

Wydarzenie Portu: Piątkowe spotkanie z Ryszardem Krynickim i Bogusławem Kiercem. To był niezwykły jubileusz!

Rozczarowanie Portu: Sobotnie spotkanie z Hasanem Blasimem – taki potencjał, a tak zmarnowany przez prowadzącego...

Tekst i zdjęcia: Dominika Kućmierczyk


Pokaż wszystkie aktualności
Komentarze
Autor:  LubimyCzytać |  wypowiedzi: 2  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 2103
LubimyCzytać
25-04-2013 19:00
Zapraszamy do dyskusji.
książek: 990
Fox
25-04-2013 19:07
Prowadzący spotkanie z Hasanem Blasinem rzeczywiście czasem nie potrafił podołać sytuacji. Jednak potrafił bardzo interesująco opowiedzieć o literaturze arabskiej, nie kryjąc swojego zdania na temat wydarzeń politycznych wpływających na kulturę np. Iraku. Pod koniec rzeczywiście niemal wypowiedział jakiś manifest na ten temat, co tylko dodało smaku spotkaniu, a na pewno przybliżyło nam... Prowadzący spotkanie z Hasanem Blasinem rzeczywiście czasem nie potrafił podołać sytuacji. Jednak potrafił bardzo interesująco opowiedzieć o literaturze arabskiej, nie kryjąc swojego zdania na temat wydarzeń politycznych wpływających na kulturę np. Iraku. Pod koniec rzeczywiście niemal wypowiedział jakiś manifest na ten temat, co tylko dodało smaku spotkaniu, a na pewno przybliżyło nam kontekst dwóch książek arabskich opublikowanych w wydawnictwie.

A ceny książek na festiwalu były realnie promocyjne. ;)
pokaż więcej
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Walcząc z ciszą

CAŁKIEM PRZYJEMNA KSIĄŻKA :) JESTEM MILE ZASKOCZONA:) czyta się lekko i szybko. Pół nocy i przeczytane..nie w sposób sie oderwać.Uwielbiam, kiedy powi...

zgłoś błąd zgłoś błąd