Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/12324/niewidzialni-sa-wsrod-nas-rozmowa-z-maciejem-wasielewskim

Niewidzialni są wśród nas – rozmowa z Maciejem Wasielewskim

3 wartościowy tekst

10 milionów dobrych uczynków spełnionych przez 2 miliony uczestników! Czy obok takiej historii można przejść obojętnie? Nie sądzę, tym bardziej że opowieść o niewidzialnych wciąż dzisiaj ma moc – przemawia do wyobraźni i pobudza do działania. O fenomenie akcji, która wydarzyła się w Polsce, i jej twórcy Macieju Zimińskim, w bardzo osobistej książce pt. „Niewidzialna ręka” pisze Maciej Wasielewski.

„Niewidzialna ręka”Maciej Wasielewski

2 miliony dzieci zrobiło 10 milionów dobrych uczynków. Ta historia wydarzyła się w Polsce. Pod koniec lat pięćdziesiątych Polskę zalewa fala zagadkowych dobrych uczynków. Płoty same się naprawiają, pola koszą, a schody odśnieżają. Wszystko pod tajemniczym znakiem dłoni z inicjałami N.R. O dokonaniach "niewidzialnych rąk"' za pośrednictwem telewizji usłyszała wkrótce cała Polska. Oto opowieść o Macieju Zimińskim - nauczycielu, który poprawiał rzeczywistość. I który pokazał, co potrafi człowiek. Jako redaktor popularnego w PRL "Świata Młodych", w setkach tysięcy dzieciaków rozbudziła chęć pomagania. Zorganizowana przez niego akcja "Niewidzialna ręka" miała na celu niesienie pomocy osobom starszym, chorym i wszystkim, którzy pomocy oczekiwali. Niewidzialni działali w ukryciu i nie przyjmowali zapłaty. Pozostawiali jedynie ślad, bilet albo kartkę z odciśniętą w atramencie dłonią.

Grzegorz Przepiórka*: „Tata, a co to niewidzialna ręka?”. To pytanie zadała ci twoja córka Ola. Czy pamiętasz, jak brzmiała odpowiedź?

Maciej Wasielewski: To jedna z najczulszych chwil w naszym – Oli i moim – życiu. Pamiętam ją dobrze. Opowiedziałem Oli o chłopcu, który był półsierotą i który znalazł domy dla czterdzieściorga dzieci. Działał potajemnie i pozostawiał po sobie ślad, bilet z odciśniętą dłonią. Oli było mało, więc zacząłem czytać jej listy do niewidzialnych rąk. A dlaczego zbudowali mostek? A dlaczego zreperowali wózek? Byli ode mnie starsi? Z czasem Ola zapragnęła zostać niewidzialną ręką.

Została?

Mogę tylko powiedzieć, że opowiedziała o niewidzialnej ręce koleżankom i kolegom z klasy. Oni także zapragnęli zostać niewidzialnymi. Wszyscy.

Ten chłopiec, o którym opowiedziałeś Oli, był jednym z 2 milionów uczestników i dokonał jednego z około 10 milionów dobrych uczynków spełnionych w ramach niewidzialnej ręki. 2 miliony uczestników i 10 milionów dobrych uczynków! Jak to możliwe? Dzisiaj wydaje się to niewyobrażalne.

Wydaje się niewyobrażalne, a jednak Ola, jej koleżanki i koledzy, którzy usłyszeli o tajemniczych uczynkach, zapragnęli być niewidzialnymi, zapragnęli być sprawcami. Powtórzę, wszyscy bez wyjątku. Mówisz, że wydaje się niewyobrażalne powtórzyć tamtą akcję, z jej rozmachem, w podobnej skali. Ale skoro opowieść o niewidzialnych pobudziła wyobraźnię jednej klasy, uruchomiła chęć pomagania, to istnieje prawdopodobieństwo, że pomagać zechciałyby także inne dzieci, inne klasy. Trzeba jednak wyobraźni. Trzeba by opowiedzieć im tę historię, zaprosić do zabawy w sprawców.

Czy chcesz powiedzieć, że wystarczy przemówić do wyobraźni? Czy fenomen, którym była „Niewidzialna ręka”, powiódł się właśnie dzięki temu?

W przypadku Oli, jej koleżanek i kolegów wystarczyło rozbudzić wyobraźnię. Sprawa jest bardzo ważna, usłyszeli. O tym możecie wiedzieć tylko wy. Założycie bazę, w tej bazie będziecie obgadywali plany. Z bazy będziecie wyruszać w świat, na podwórko, przed dom, będziecie rozglądać się, komu i jak pomóc. Sprytu wam nie brakuje. Dwie ulice stąd tacy jak wy posprzątali trawnik w parku i nikt ich nie zauważył. Ola i jej koledzy poczuli się wtrąceni w przygodę. Poczuli, że coś od nich zależy. Ktoś ich jednak musiał w tę przygodę wtrącić, zaciekawić, obudzić w nich poczucie sprawstwa. To rola przewodników – tak powiedziałby mój nauczyciel Maciej Zimiński, twórca „Niewidzialnej ręki” – to rola rodziców, pedagogów, animatorów, wreszcie dyrektorów programowych stacji telewizyjnych, redaktorów gazet i portali. Pytanie tylko, czy to dziś opłacalne? Czy chlebodawcom tych redaktorów opłacałoby się wychować pokolenie altruistów, a więc nieco gorszych konsumentów, ludzi samodzielnie myślących, nad którymi trudniej zapanować?

W przypadku mediów odpowiedzi same się nasuwają. Pozostają rodzice, pedagodzy, animatorzy.

Pozostaje wielu potencjalnych przewodników. Uczestnicy akcji pamiętają hasło: „Niewidzialna ręka to także ty”. Wiesz, ja wierzę w inicjatywy oddolne. Ktoś ładnie powiedział, że co nie wypływa z dołu, usycha. Otóż są wśród nas niewidzialni i choć często nie istnieją w naszej świadomości, to jednak działają. W Oleśnicy Śląskiej jakieś niewidzialne ręce uprzątnęły łąkę, w Potkanowie naprawiły drogę rowerową, a w Opolu ktoś zbudował kładkę przez strumyk – od tamtej pory ludzie mogą dostać się nią do lasu. Niewidzialne ręce są w całej Polsce i szczęśliwie nie oczekują splendoru. Wystarcza im cicha satysfakcja, że komuś pomogły, że ten świat jakoś swoimi uczynkami oswajają. Zobacz, niewidzialna ręka i dyskrecja w pomaganiu nabrały nowego wymiaru poprzez to, że czas usunął niewidzialnych z naszej świadomości. Wydaje mi się to bardziej nęcące i romantyczne aniżeli gorzkie.

Wróćmy jeszcze do wyobraźni. „Świat się skurczył i trwa systematyczne niszczenie wyobraźni. Gatunek człowieka używającego wyobraźni powoli wymiera”. Jak dzisiaj reanimować wyobraźnię?

Mnie pomogło radykalne cięcie. Oddałem telewizor, przestałem czytać portale i prawie wszystkie gazety. Żyję bardziej w rzeczywistości aniżeli w e-rzeczywistości. Czytam książki. Wychodzę do ludzi. Ja wiem, jak trywialnie to brzmi, ale co z tego, skoro się sprawdza, skoro pojawił się spokój, bez którego moja wyobraźnia, ta służąca mi i bliskim, nie działa. „Zacznij od własnego mieszkania, następnie pomyśl o sąsiadach. A potem wychyl się w szerszy świat, na podwórko, na pole, ulicę”.

Mam wrażenie, że pisząc „Niewidzialną rękę”, poszedłeś pod prąd współczesnych mediów. Już okładka bowiem oznajmia: 10 milionów dobrych uczynków. Dobro zaś raczej słabo sprzedaje się w dzisiejszych mediach. W żargonie utarło się nawet określenie, że dziennikarz potrzebuje tzw. mięsa.

Ja nie kalkulowałem. Napisałem osobistą książkę dla moich córek. Dorosną i może przeczytają. Zagajasz o te media, a ja wzdrygam się na samo słowo.

Zastanawia mnie, czy nie jest tak, że dobro jest po prostu trudniej pokazać i zarazem przekazać w atrakcyjny sposób, tym bardziej zważając na gusta dzisiejszych odbiorców przyzwyczajonych do mocnych wrażeń. Aby jednak odejść od mediów, zapytam, jak to jest w przypadku książek. Trudniej jest pisać o tym, co złe, czy o tym, co dobre? Masz za sobą oba doświadczenia, gdyż przed „Niewidzialną ręką” napisałeś książkę „Jutro przypłynie królowa”.

Łatwiej mi będzie mówić mniej ogólnie, a więc opowiem o sobie. Pisanie o dobru przychodzi mi z większym trudem aniżeli przedstawianie makabry, niesprawiedliwości, przemocy. Dobro, zdaje się, jest najpiękniejsze w chwili, kiedy się wydarza, dużo trudniej o nim opowiedzieć, trudno ustrzec się od nadmiernej ckliwości i banału. Przeczytam ci list: „Przeżyłem siedemdziesiąt sześć lat i nie słyszałem, żeby taka organizacja Niewidzialnej ręki istniała. Ale się przekonałem. Sąsiad skosił mi zboże, poszedłem kogoś poprosić, żeby związał mi w snopki. Zachodzę do jednego domu, a tam mówią, że snopki przecież powiązane. Poszedłem więc na pole, zobaczyłem – aż popłakałem się z radości. To była niewidzialna ręka. Innego razu poszedłem do lekarza, wracam, patrzę, a krowa uwiązana na pastwisku. Zachodzę do stajni, a tam wyzamiatane. To była niewidzialna ręka. Po wykopaniu ziemniaków sąsiad mi zbronował pole, żeby wyzbierać ziemniaki. Martwiłem się, jak ja je wyzbieram, bo się nie mogę schylić. Ktoś mi te ziemniaki wyzbierał i wsypał do piwnicy. To po raz trzeci była niewidzialna ręka. Życzę jej samych piątek w szkole. Dziękuję, niewidzialna ręko. I jeszcze raz dziękuję. Michał Gajda, wieś Doły”.

Podejrzewam, że emocje autora tego listu i niewidzialnych, którzy go być może podpatrywali, były większe niż nasze teraz. Autor listu doświadczył dobra osobiście, zrozumiał, że nie jest sam ze swoimi udrękami. Zapewne znasz to uczucie i wiesz, jak silnie można je przeżyć. Ale jak to oddać słowami? W teatrze, w kinie jest jeszcze gra aktorska, mimika, mowa ciała. Czy nie jest tak, że te najczulsze momenty obywają się bez słów? Idąc dalej, czy nie są najczulsze, najczystsze, naturalistyczne właśnie dlatego, że nie ma w nich miejsca na słowa? Wydaje mi się, że dobro wymaga najprostszego języka. Broni się treścią, a nie formą. Kontekstem. „Niewidzialna ręka jest zawsze gotowa nieść pomoc potrzebującym. Niewidzialna ręka może robić wszystko, co pożyteczne. Niewidzialna ręka zawsze i wszędzie działa niewidzialnie”. „Dziękuję, niewidzialna ręko. I jeszcze raz dziękuję”.

Drugie pytanie. W kontekście dobra i zła te dwie książki to awers i rewers. Może niesłusznie, ale narzuca mi się tego typu zestawienie. Czy istnieje między tymi dwiema książkami głębszy związek?

Mówiąc symbolicznie, opowieść o mieszkańcach wyspy Pitcairn kończy się tam, gdzie zaczyna się „Niewidzialna ręka” – na gruzie. O ile „Jutro przypłynie królowa” jest studium rozpadu wspólnoty, o tyle „Niewidzialna ręka” jest zapisem prób rekonstrukcji wspólnoty, jej odbudowy po Hitlerze i Stalinie. Pitcairneńskie dzieci były zdane same na siebie. Chowały się w zaroślach z lęku. Dzieci z „Niewidzialnej ręki” – pochodzenia chłopskiego, robotniczego, mieszczańskiego, inteligenckiego – miały swojego przewodnika, Macieja Zimińskiego. Chowały się, by dochować przyrzeczenia: miały nieść pomoc, która nie była obliczona na zysk. Obie historie osadzone są w dusznej rzeczywistości. I obie opowiadają o tym, co potrafi człowiek.

Przyszło mi do głowy jeszcze jedno zagadnienie, trochę w związku z dwoma poprzednimi. Zdałem sobie sprawę, że w ciągu miesiąca przeczytałem trzy książki, włącznie z twoją, w których czuje się potrzebę naprawiania świata lub jest zaprezentowany pozytywny bohater. Dodatkowo trafiłem na cykliczny program jednej z największych brytyjskich rozgłośni, którego tematem jest naprawa świata. To nie może być przypadek. Chyba powoli zdajemy sobie sprawę, że coś jest nie tak i trzeba działać. A do tego m.in. potrzebujemy pozytywnych przykładów, opowieści.

Znów odpowiem tylko za siebie. Ja bardzo potrzebuję takich opowieści. Dlatego często wracam do „Forresta Gumpa” – czytam i oglądam. To przecież traktat filozoficzny, przypowieść o cnotach, afirmacja dobroduszności, uczciwości, skromności i, przepraszam za wysokie tony, miłości do drugiego człowieka. Wydaje mi się, że to wartości bliskie niewidzialnym, przez niewidzialnych ucieleśniane. Maciej Zimiński – to jego słowa – proponował im „lepszą orientację do świata”. Forrest Gump – a wierzę, że i wielu niewidzialnych – nie dawał się zwieść pokoleniowym złudzeniom. Aktualne to, co?

Można by zadać szereg pytań. Co było ich Ku Klux Klanem? Marzec 1968? Co było ich Wietnamem? Inwazja na Czechosłowację? Ruch hipisowski rozwinął się także w Polsce. Czym są teraz nasz Wietnam, Ku Klux Klan i ruch hipisowski? Nasze zabójstwo Kennedy'ego?

Jedna kwestia to nie dać się zwieść pokoleniowym złudzeniom. Druga – nie ulec ogólnemu zwątpieniu, z jakim mamy wokół do czynienia. Przypominam sobie zdanie twojego studenta zawarte w książce, zaczynało się następująco: „Ale kolo ma jazdę…”. Masz jakiś patent na to, by nie zwątpić w to, co robisz? Co jest twoją życiową „siłownią”?

Zdanie, które przytoczyłeś, jest raczej wyrazem więzi, jaką udało mi się zbudować ze studentami. Czytamy książki i żywo o nich dyskutujemy. Moi studenci czują się ze mną swobodnie, czują się docenieni, sami wystawiają sobie oceny końcowe, a to, jeśli potraktować poważnie, jest trudniejsze, niż zostać ocenionym. Chciałbym podarować im to, co sam dostałem od Macieja Zimińskiego, co tak ładnie nazywał „lepszą orientacją do świata”. Tłumaczył mi też, że ten, kto choć raz nie pobije się ze światem, to jakby się w ogóle nie urodził. Zaczęły się wakacje, a moi studenci cały czas do mnie piszą. Żebym koniecznie przeczytał Kopińską, bo na nich zadziałała, że planują zrobić film o podróżujących koleją i co ja na to, albo że zgadali się całą grupą i wyszło, że brakuje im naszych spotkań. Właśnie umawiamy się na weekend poza miastem. Tak więc praca na uniwersytecie, studenci, to mnie umacnia. Umacnia mnie też rodzina, moja „baza”, bo – tu znów cytat z pana Macieja – „trzeba mieć skąd wyruszać i dokąd wracać”.

Wspomniałeś na początku, że napisałeś osobistą książkę. Dla mnie wątek osobisty był w niej najbardziej niespodziewany. Jednocześnie zaś bardzo potrzebny, bo on spaja, przybliża oraz uwiarygodnia pozostałe wątki. Był też dla mnie poruszający.

Wiesz, zaskakuje mnie, jak kategorycznie czytelnicy odbierają wątki osobiste w tej książce. Jest wyraźny dwugłos i chyba nic pomiędzy. Jedni mówią w zasadzie to, co ty: wątki osobiste stanowią dla nich największą wartość tej książki, przeglądają się w nich, opowiadają o wspólnocie doświadczeń, szukają rozmowy. To często ludzie pod czterdziestkę, matki i ojcowie, nierzadko po turbulencjach związkowych. Czytają i płaczą. Żebyś ty wiedział, ile ja takich wiadomości odebrałem. Jest też druga grupa, zauroczona historią „Niewidzialnej ręki” i w jakiś sposób rozdrażniona – nazwijmy to – moim ekshibicjonizmem. Oni spodziewali się raczej optymistycznej opowieści o dobrych uczynkach. Gdybym miał powiedzieć w jednym zdaniu, o czym jest „Niewidzialna ręka”, powiedziałbym, że o różnych wyrazach opiekuńczości. Bez mojej historii byłaby chyba mniej autentyczna, mniej uczciwa, słodsza.

Jeszcze przed ukazaniem się „Niewidzialnej ręki" przeczytałem zdanie, że przypuszczalnie to będzie najważniejsza twoja książka. Dlaczego ta książka jest dla ciebie tak ważna?

Bo dotąd nie pisałem tak osobistych książek. Ta jest jak te mniej komercyjne płyty T.Love, bez przeboju, za to szczera do bólu. Opowiem ci historię: Kiedy miałem pięć albo sześć lat, tata śpiewał mi do snu religijną pieśń: „Szukajcie wpierw Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a wszystko inne będzie wam przydane”. To piękne wspomnienie, a jednocześnie okrutne, bo jestem pozbawiony genu wiary. Niemniej słowa te miały i może nadal mają wpływ na moje życie. Odkąd pamiętam, szukam królestwa, utopii, wspólnoty, dla mnie i dla bliskich. Wszystkie moje książki traktują o wspólnotach. Ludzie organizują się wokół znaków. Wokół krzyża, wokół gwiazdy Dawida, półksiężyca, wokół sztandaru z zieloną koniczynką, nadgryzionego jabłka albo trzech pasków Adidasa. Mnie najbliżej do symbolu otwartej dłoni.

W związku z tym, że ważnych składowych tej książki jest tak wiele, chciałbym się też dowiedzieć, jak budowałeś „Niewidzialną rękę". Jak przyrastały kolejne wątki? Podejrzewam bowiem, że jej zamysł, konstrukcja wyjściowa nie były aż tak bogate, wielowątkowe.

Kiedy przeczytałem – nie przesadzę – tysiące listów, a każdy był opisem dobrego uczynku, wymyśliłem pierwsze zdanie. Pomyślałem, że jest dla mnie tak ważne, że zasługuje na światło. Na pierwszej stronie jest więc tylko światło i to zdanie: „Ta historia wydarzyła się w Polsce”. Opisałem historię „Niewidzialnej ręki”, „Świat Młodych”, wybuch zabaw, radość i wzruszenie obdarowanych pomocą, wreszcie język, którym posługiwał się Maciej Zimiński, język, po którym dzieci wspinały się do lepszej rzeczywistości. „Mogę przysiąc na brodę proroka, że nie ma wśród was takich, co nie lubią przygód. Powiadacie, że ślamazary przygód nie lubią. Też lubią, tylko czekają na nie z założonymi rękami. Zaś każda dziewczyna z głową i każdy chłopak z głową, potrafią łowić przygody, gdzie się da. Więc na szlak!”. Któregoś dnia Ola zadała mi pytanie, które bardzo mnie wzruszyło, a od którego zacząłeś naszą rozmowę: „tata, a co to jest niewidzialna ręka?” – dla mnie to najważniejsze zdanie w książce. Zdałem sobie sprawę, że chcę pisać dla niej – wtedy żyliśmy tylko we dwoje. Wkrótce w naszym życiu pojawiła się Duszka i mała Zoja, a z czasem Janka – przybyło adresatów. Chciałem opowiedzieć moim córkom o tym, jak rozumiem przykazanie miłości. I że nie można godzić się na spaczoną rzeczywistość, sądzić, że innej rzeczywistości nie ma.

*Grzegorz Przepiórka – ukończył filologię polską (edytorstwo), kulturoznawstwo (Instytut Badań Literackich) oraz Polską Szkołę Reportażu. Pasjami czyta, podróżuje i przeprowadza wywiady. Autor artykułów – na temat książek, filmów, miejsc – oraz nielicznych wierszy. Zastępca redaktora naczelnego w periodyku architektoniczno-budowlanym.

Powiązane treści:
Halina wraca z gór – wywiad z Anną Kamińską

Halina Krüger-Syrokomska wreszcie wyłania się z cienia Wandy Rutkiewicz – o której traktowała poprzednia, bestsellerowa książka Anny Kamińskiej – by tym jaśniej po latach zapomnienia rozbłysnąć barwami swojej legendy. Była liderką w środowisku wspinaczek, ale poza górami też potrafiła czerpać z życia, co jest nie mniej cenną częścią biografii, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego.



więcej
Sparing mistrzów – wywiad z Davidem Baldaccim i Remigiuszem Mrozem

Łączy ich nie tylko wielki sukces pisarski, ale również prawnicza droga zawodowa. Podobieństw między Remigiuszem Mrozem a Davidem Baldaccim jest zresztą więcej. Obaj pisali niegdyś pod pseudonimem, lubią również kreować podobnie problematyczne postaci. A co różni autorów, których książki zawsze trafiają na pierwsze miejsca list bestsellerów? 



więcej
W małych miejscowościach czyta się podobnie jak w wielkich miastach – wywiad z Agnieszką Olszanowską

Agnieszka Olszanowska to nie tylko bibliotekarka z wykształcenia i powołania, ale i autorka poczytnych książek. Jej nowa powieść „Wianek z dmuchawców” rozpoczyna czterotomowy cykl o mieszkańcach Gradowa. Jak blisko jej powieściom do sielskości? Czym autorka chce zaskoczyć swoich czytelników?



więcej

Pokaż wszystkie aktualności
Komentarze
Autor:  Grzegorz |  wypowiedzi: 11  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 98
PanKracy
05-07-2019 22:20
Bezinteresowność to porządna cecha. Obecnie w mocno nakręcanym konsumpcyjne świecie raczej przytłmiana. Akcja ciekawa i godna rozpropagowania. Może być w modzie tak jak ekologiczność czy wolontariat. Akcja "Niewidzialna ręką" musiała by być dostosowana do naszych czasów. W czasach PRL były jednak inne realia.
książek: 206
Grzegorz
06-07-2019 00:35
Zgadza się. Można dodać, że w świecie, który mocno orientuje na zaspokajanie własnych potrzeb (niekoniecznie innych).

Zastanawiam się, czy kontekst historyczny jest tutaj aż tak decydujący. Czy Niewidzialna ręka wymagałaby zasadniczego uwspółcześnienia w swojej formie. W sumie przecież potrzeby na przestrzeni lat aż tak bardzo się nie zmieniły. A w ludziach drzemie ta sama potrzeba...
Zgadza się. Można dodać, że w świecie, który mocno orientuje na zaspokajanie własnych potrzeb (niekoniecznie innych).

Zastanawiam się, czy kontekst historyczny jest tutaj aż tak decydujący. Czy Niewidzialna ręka wymagałaby zasadniczego uwspółcześnienia w swojej formie. W sumie przecież potrzeby na przestrzeni lat aż tak bardzo się nie zmieniły. A w ludziach drzemie ta sama potrzeba sprawczości jak kiedyś.
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 327
natix502
06-07-2019 13:47
Odnoszę wrażenie, że ludzie wtedy myśleli o ludziach, a nie o czubku własnego nosa. Wtedy może wystarczyła przeżycia przygody, a dziś chęć osiągnięcia kariery zawodowej i bezpiecznego życia. Sama jednak akcja wydaję się naprawdę wspaniała. Szkoda, że dziś ludzie faktycznie, jakby stracili wyobraźnię, bo jak dla mnie to znajdujemy się w erze kopiowania. Ciekawi mnie za to jedna kwestia. Skoro... Odnoszę wrażenie, że ludzie wtedy myśleli o ludziach, a nie o czubku własnego nosa. Wtedy może wystarczyła przeżycia przygody, a dziś chęć osiągnięcia kariery zawodowej i bezpiecznego życia. Sama jednak akcja wydaję się naprawdę wspaniała. Szkoda, że dziś ludzie faktycznie, jakby stracili wyobraźnię, bo jak dla mnie to znajdujemy się w erze kopiowania. Ciekawi mnie za to jedna kwestia. Skoro "Niewidzialna ręka" polegała na tym, by sprawić dobre uczynki w taki sposób, aby nikt niczego nie zauważył to w jaki sposób można, by zrealizować w dzisiejszych czasach, gdzie jest wszech obecny monitoring?? Przecież zaraz filmy trafiły by do internetu i wiadomości. Też jestem ciekawa, czy ludzie nie wzięli by tego za akt wandalizmu w niektórych przypadkach i czy te "niewidzialne ręce" same nie posunęły się za daleko w swoich czynach?
pokaż więcej
książek: 900
Airain
07-07-2019 17:40
Pamiętam z dzieciństwa tę akcję. Zachęcała do pomocy, anonimowej, choć oczywiście publicznie pochwalanej (publikowano listy od osób, którym ktoś pomógł). Oczywiście, można mieć wątpliwości, czy nie zachęcała do nadmiernej ingerencji, ale z tego, co sobie przypominam, chodziło o dość oczywiste akty pomocy i dobrej woli (głównie sprzątanie, porządkowanie i naprawianie).
książek: 1224
KKK
08-07-2019 10:47
Piękna, piękna idea! Wbrew pozorom nie tak łatwo pomagać będąc niezauważonym, więc wysiłek i nutka przygody jest!
Zaczynam się zastanawiać jakby posiać to ziarenko na nowo...
książek: 14
ozinho
10-07-2019 23:21
Wielkie dzięki za ten wywiad. Czekam na kolejne.
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
No i ja

Jest w niej coś takiego, co wzrusza i potrafi zachęcić znów do czytania kogoś, komu z czytaniem ostatnio nie po drodze.

zgłoś błąd zgłoś błąd