Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/12269/mowimy-o-trylogii-na-ktora-nalezy-patrzec-calosciowo-wywiad-z-piotrem-borlikiem

Mówimy o trylogii, na którą należy patrzeć całościowo – wywiad z Piotrem Borlikiem

3 wartościowy tekst

„Matka to skarb, a miejsce skarbu jest głęboko pod ziemią” – to zdanie wbiło w fotel prawie wszystkich polskich czytelników. Pojawiło się w marcu, wraz z książkowym debiutem Piotra Borlika. Autor długo nie kazał czekać czytelnikom na drugi tom – „Materiał ludzki” już czeka na was w księgarniach. Jak pisarz zareagował na wieści, że prawa do ekranizacji zostały sprzedane? Jaką pasję dzieli ze swoim głównym bohaterem? I czy to prawda, że pierwsze opowiadanie napisał, pracując w fabryce Sharpa? 

„Materiał ludzki”Piotr Borlik

Po zakończonym śledztwie w sprawie morderstwa w gdańskim parku Oliwskim w niewyjaśnionych okolicznościach znika główny świadek. Komisarz Agata Stec nie ustaje w poszukiwaniach mężczyzny, z którym łączyły ją nie tylko służbowe relacje. Brak efektów w połączeniu z mnożącymi się pytaniami i wątpliwościami popycha policjantkę do podjęcia desperackich kroków.
Tymczasem w niewielkiej wsi na Kaszubach dochodzi do makabrycznego odkrycia. Dwie młode kobiety znaleziono przywiązane do pali pośrodku pola i obrośnięte kwitnącymi powojnikami. Po tym, jak Agata ratuje życie jednej z nich, losem niedoszłej ofiary zaczyna interesować się brat policjantki, psycholog Artur Kamiński, choć jego intencją jest nie tylko udzielenie pomocy…

Madalena Zaleska*: Stworzyłeś świetną trylogię kryminalną – na rynku są już 1 i 2 część („Boska proporcja” i „Materiał ludzki”), premiera 3 („Białe kłamstwa”) czeka nas we wrześniu. A już zakupiono prawa do ekranizacji. Jak się z tym czujesz?

Piotr Borlik: Umiarkowanie dobrze. Oczywiście trochę żartuję, ale na razie chyba to jeszcze do mnie nie dotarło. Gdy odebrałem telefon z wydawnictwa i dowiedziałem się o propozycji sprzedania praw do ekranizacji, powiedziałem coś w stylu: „o, fajnie”. Pamiętam, że moja rozmówczyni bardzo zdziwiła się brakiem entuzjastycznej reakcji, podczas gdy to właśnie był entuzjazm w moim wykonaniu. Nie mam tu na myśli, że nie potrafię cieszyć się z tego, co mam, wręcz przeciwnie, staram się celebrować każdy dzień, ale jakoś moja twarz i mowa ciała tego nie okazują. Działa to również w drugą stronę – gdy coś lub ktoś mnie zirytuje, zazwyczaj moją jedyną reakcją jest uśmiech. Często spotykam się z wypowiedziami autorek i autorów, którzy po ukończeniu pisania powieści płaczą lub w inny sposób odreagowują wielotygodniową pracę. Ja otwieram wino, jem z żoną coś dobrego i zaczynam pracę nad nową rzeczą.

Widać, że inspirują cię dzieła innych, a mimo to w czasach, gdy „wszystko już było”, potrafisz dać czytelnikom coś nowego, świeżego (ta opinia często pojawia się w recenzjach). Jesteś inżynierem, może więc zastosowałeś jakiś specjalny algorytm?

Z tym moim byciem inżynierem bywa różnie. Zawsze lubiłem matematykę, stąd decyzja o podjęciu studiów technicznych. Jednak bardzo szybko zdałem sobie sprawę, że nie do końca odnajduję się w świecie inżynierów. Przez pierwsze tygodnie pracy trwałem niejako w zawieszeniu. Byłem za mało „ścisły” dla inżynierów, a za bardzo „ścisły” dla pozostałych pracowników. Szybko dostrzegłem w tym miejsce dla siebie i wcieliłem się w łącznika pomiędzy dwoma grupami. Komuś może wydać się to śmieszne, ale kto miał do czynienia z programistą zamkniętym w swoim świecie, ten powinien wiedzieć, co mam na myśli. To samo postawiłem sobie za cel, rozpoczynając pracę nad „Boską proporcją”. Opisuję tam zjawisko mocno powiązane z matematyką, ale w sposób przystępny dla każdego czytelnika – za pomocą krwawych zbrodni.

Jeśli chodzi o inspirację innymi dziełami, to nie do końca się z tym zgodzę. Patrząc powierzchownie, rzeczywiście można dojść do wniosku, że postać Artura podobna jest do Hannibala Lectera, makabryczne zbrodnie były już chociażby u Chrisa Cartera, zagadki matematyczne są skopiowane z „Kodu da Vinci”, a bezkompromisowa pani komisarz to podrasowana wersja Chyłki. Powiem więcej: patrząc wyłącznie na pierwszy tom, jestem w stanie zrozumieć tego typu porównania. Mówimy jednak o trylogii, na którą należy patrzeć całościowo. Nie bez powodu okładki połączone frontami prezentują spójną grafikę, a kolejne części wychodzą w tak krótkich odstępach czasu. Osobom nieusatysfakcjonowanym zakończeniem pierwszego tomu gwarantuję, że po przeczytaniu w całości trzeciego tomu stwierdzą, że czegoś takiego jeszcze nie było.

Od czego się to wszystko zaczęło? Co pierwsze pojawiło się w twojej głowie? Postać Agaty Stec – komisarz prowadzącej śledztwa, Artura Kamińskiego – jej brata, psychologa lubującego się w niekonwencjonalnych metodach? A może to świetne zdanie rozpoczynające pierwszy tom: „Matka to skarb, a miejsce skarbu jest głęboko pod ziemią”?

Pierwszy był pomysł na wykorzystanie w fabule zjawiska złotej proporcji, inaczej zwanej boską proporcją. Reszta działa się równolegle. Przed rozpoczęciem pisania poświęcam mnóstwo czasu na napisanie konspektu, rozpisanie cech wszystkich bohaterów, ustawienie kluczowych dla fabuły punktów, a nawet zaplanowanie w każdym rozdziale fragmentów, kiedy akcja powinna przyspieszyć. Na etapie tworzenia portretów psychologicznych bohaterów stwierdziłem, że Agata i Artur powinni być rodzeństwem. To otworzyło pole do mieszania w ich relacjach, a Arturowi pomogło manipulować młodszą siostrą. Wtedy też zdałem sobie sprawę, że w trylogii najważniejsze nie będą makabryczne zbrodnie i śledztwo policji, a właśnie relacje między dwojgiem głównych bohaterów. Mam nadzieję, że czytelnicy do samego końca trzeciego tomu będą zachodzili w głowę, dlaczego Artur tak bardzo steruje swoją siostrą.

Podobno pierwsze pisarskie wprawki uskuteczniałeś w godzinach pracy w fabryce Sharpa…

Pierwsze teksty napisałem jeszcze na studiach, ale rzeczywiście poważniejsze rzeczy, w tym opowiadanie, którym zadebiutowałem w druku, powstały w trakcie pracy w fabryce telewizorów. Nigdy nie zapomnę pierwszego dnia w pracy, gdy naładowany pozytywną energią stawiłem się na wyznaczoną godzinę. Powitała mnie wówczas ściana ludzi w białych fartuchach i rękawiczkach zmierzająca w stronę szatni. Ten widok wbił mnie w ziemię. Momentalnie spłynął ze mnie cały entuzjazm i zrozumiałem, że właśnie stałem się kolejnym trybikiem w maszynie. Nie odpowiadał mi taki stan rzeczy. Po kilku tygodniach, gdy zadomowiłem się na swoim stanowisku, zacząłem znajdować coraz więcej okazji do pisania. A było ich całkiem sporo. Kierownictwo kończyło pracę koło godziny osiemnastej, więc w trakcie drugiej zmiany miałem do dyspozycji aż cztery godziny, podczas których oczywiście musiałem również wykonywać swoje obowiązki, ale przy dobrej organizacji potrafiłem pisać co najmniej przez połowę tego czasu. Jednym z głównych założeń japońskiej filozofii pracy jest przebywanie w tzw. gemba, czyli miejscu, w którym jest wykonywana najważniejsza praca. W przypadku fabryki są to linie produkcyjne, a nie biura, więc siłą rzeczy nie mogłem pisać przy komputerze. Stawałem więc przy taśmociągu z zeszytem w dłoni i pisałem. Pewnego razu podszedł do mnie jeden z japońskich kierowników i powiedział, że widzi, co robię. Serce podeszło mi do gardła, ten jednak pochwalił moją pracowitość i przekonany, że wytrwale notuję obserwacje z procesu produkcyjnego, stwierdził, że stanowię wzór do naśladowania.

Postać Agaty sugeruje, że lubisz bezkompromisowe, żyjące po swojemu kobiety. Czy tak jest rzeczywiście?

Lubię kontrasty. Sam jestem spokojny i raczej rzadko zdarza mi się okazywać emocje, więc w naturalny sposób ciągnie mnie do ludzi różniących się ode mnie. Wprawdzie nie wytrzymałbym pod jednym dachem z Agatą, ale zdecydowanie wolę silne, niezależne kobiety, które potrafią walczyć o swoje. Nigdy nie zaakceptuję sytuacji, w której mężczyzna i kobieta na podobnym stanowisku otrzymują różne wynagrodzenie. Tak niestety wciąż się dzieje, ale na szczęście są panie, w tym moja żona, które nie godzą się z rolą gorszego pracownika. Jestem z niej dumny i nie wstydzę się przyznać, że zarabia więcej ode mnie. Niestety z tego, co obserwuję, wielu mężczyzn nie potrafi pogodzić się z sukcesem małżonki.

Podobno nie znosisz tekstów typu „on jest świetnym mężem, bo pomaga żonie”…

Po prostu czasem czepiam się słów. W tym wypadku określenie „pomaga” sugeruje, że nie jest to proces ciągły, a sporadyczne epizody. Jeśli pomocą przy wychowaniu dziecka jest wyjście w sobotę na spacer i wspólne oglądanie bajek, to nie jestem fanem takiego rozwiązania. Sam jako ojciec chcę spędzać możliwie jak najwięcej czasu z synem, być przy tym, jak wypowiada pierwsze słowo, jak stawia pierwszy krok, a także cieszyć się zwykłą codziennością.

Na twoim facebookowym profilu możemy podziwiać zdjęcia tortów nawiązujących do fabuły twych książek. Otrzymujesz je z okazji premier od swojej żony – widać, że bardzo cię wspiera w twej pisarskiej karierze. Czy to działa również w drugą stronę?

Wspiera? Ona żyje tym bardziej ode mnie. Nie bez powodu wprowadziłem się do niej po trzech dniach znajomości, a ślub wzięliśmy po niespełna roku. Nie ma dnia, byśmy nie rozmawiali o tworzonych przeze mnie historiach. Żona po pracy zawsze czyta to, co danego dnia napisałem, wyraża swoje opinie i sugeruje zmiany. W trakcie tworzenia konspektu odbywamy dziesiątki burz mózgów, w trakcie których wcielamy się w bohaterów i analizujemy, jak zachowalibyśmy się w danej sytuacji.

Czy działa to w drugą stronę? Mam nadzieję, że tak. Staram się pomagać żonie… Poważnie mówiąc, żyję jej pracą tak samo, jak ona moją. Kibicuję każdemu jej projektowi, nawet gdy ten wiąże się z dalekimi podróżami służbowymi. Wtedy wkładam kapcie i jestem wzorowym panem domu.

Czytając całą trylogię, miałam nieodparte wrażenie, że uwielbiasz gotować (Artur jawi się jako mistrz sztuki kulinarnej, a sugestywne opisy przygotowywanych przez niego potraw pobudzają apetyt). Skąd ta pasja?

Lubię jeść. Lubię wąchać potrawy i przyprawiać je po swojemu. Każde danie opisane w książce zostało przeze mnie wcześniej odtworzone, by nie napisać żadnej głupoty, a przy okazji dobrze zjeść. Nie wiem, czy nazwałbym to pasją, ale rzeczywiście zwracam dużą uwagę na to, co jem, i staram się samemu eksperymentować w kuchni. Tak jak Artur kocham również wino, co otwiera pole do popisu w temacie łączenia potraw z winem. Książka jeszcze nie sprzedaje się tak dobrze, żeby stać mnie było na trunki, którymi raczy się jeden z głównych bohaterów, ale jest do czego dążyć.

Trylogia z Agatą i Arturem ma być zamkniętą całością (choć zostawiłeś sobie na końcu furtkę, jeśli się nie mylę). Nad czym pracujesz teraz? Możesz zdradzić jakieś szczegóły?

Pracuję nad kryminałem o roboczym tytule „Zapłacz dla mnie”. Myślę, że do końca wakacji zakończę proces pisania. Cieszę się bardzo, gdyż udało mi się stworzyć bohatera nieoczywistego, który swoje działania planuje z dużym wyprzedzeniem, a środki, które stosuje, by dojść do prawdy, niekoniecznie stoją w zgodzie z prawem. Po cichu jednak marzy mi się napisanie powieści obyczajowej. Mam już rozpisaną fabułę i bohaterów, napisałem nawet kilka rozdziałów, ale brakuje mi odwagi, by pociągnąć ten temat.

Co do przygód Agaty i Artura, to rzeczywiście zostawiłem sobie otwartą furtkę. Nie byłbym sobą, gdybym nie miał już rozpisanej w punktach kolejnej powieści. Na razie jednak na tym poprzestałem. Chcę, aby czytelnicy poznali mnie również z nieco innej strony.

W związku z informacjami o ekranizacji muszę zapytać: kogo widziałbyś w roli Agaty, a kogo w roli Artura? Nie musisz ograniczać się do polskich aktorek i aktorów.

Tyle razy słyszałem porównania Artura do serialowego Hannibala, więc muszę odpowiedzieć, że Madsa Mikkelsena. Ale poważnie mówiąc, to nie podam żadnych nazwisk. Jestem fanem polityki Netflixa, który w swoich serialach zatrudnia nowe twarze, zamiast oferować widzom wciąż te same nazwiska, na siłę dobierane do danej postaci. Tak to właśnie powinno się odbywać. Mam postać i szukam odpowiedniego aktora, a nie: mam aktora i szukam dla niego postaci, w którą mógłby się wcielić, bo obecnie jest popularny. Netflix pokazał, że dobrze przeprowadzony casting potrafi wyłonić prawdziwe perełki.

__

*Magda Zaleska – pracownik wydawnictwa

Artykuł sponsorowany


Pokaż wszystkie aktualności
Komentarze
Autor:  LubimyCzytać |  wypowiedzi: 32  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 1308
noodla_books
27-06-2019 09:08
Ciekawy wywiad, czekam na kolejną część i nową powieść :)
książek: 10
Piotr
28-06-2019 08:40
Dzięki! :)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 10
sliwkawk0mp0cie
27-06-2019 14:05
Czekam z niecierpliwością na "Białe kłamstwa". <3
książek: 10
Piotr
28-06-2019 14:33
Już we wrześniu. :)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1
Marson
28-06-2019 08:51
Inspirujący fragment o tym, jak można spełniać marzenia, nawet jako "trybik dużej maszyny". Często etat, brak czasu odciągają nas od tego, co chcemy robić. Zobowiązania finansowe nie zawsze pozwalają zaryzykować. A jednak można... znaleźć klucz i napisać świetną trylogię (co prawda jestem teraz przy materiale ludzkim, ale zapowiada się bardzo dobrze na dalsze losy!)
książek: 10
Piotr
06-07-2019 17:17
Przyznam, że nie osiągnąłbym tego bez wsparcia najbliższej osoby.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 2018
Piotr
28-06-2019 14:20
Trzeba patrzeć całościowo? A jakby inaczej. przecież lepiej kiedy czytelnik kupi trzy tomy,a nie jeden. Autor zadowolony, a wydawca nie inaczej :-)
książek: 10
Piotr
28-06-2019 15:40
Od razu tak materialnie. ;) Autor nie jest tak naiwny, by wierzyć, że jeśli komuś nie spodobał się pierwszy tom, to sięgnie po drugi w nadziei, że tym razem fabuła będzie ciekawsza, a bohaterowie mniej przerysowani. Chyba że ktoś kupi od razu pakiet trzech tomów, to rzeczywiście, zarówno autor, jak i wydawnictwo będą zadowoleni. :)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 0
konto_usuniete
30-06-2019 08:14
Ciekawy wywiad z autorem, potwierdzający, że pisanie książek przez pana Piotra jest dla niego pasją. Epizod w fabryce Sharpa, może zaskakiwać, ale jednocześnie uzmysławia, że jeżeli ma się cel, to sposób na jego realizację można znaleźć wszędzie nie tylko w zaciszu domowym. Przyznaję też, że nie znam cyklu kryminalnego z Agatą Stec, ale po przeczytaniu tego wywiadu na pewno po niego sięgnę,... Ciekawy wywiad z autorem, potwierdzający, że pisanie książek przez pana Piotra jest dla niego pasją. Epizod w fabryce Sharpa, może zaskakiwać, ale jednocześnie uzmysławia, że jeżeli ma się cel, to sposób na jego realizację można znaleźć wszędzie nie tylko w zaciszu domowym. Przyznaję też, że nie znam cyklu kryminalnego z Agatą Stec, ale po przeczytaniu tego wywiadu na pewno po niego sięgnę, aby zaspokoić swoją ciekawość:)
pokaż więcej
książek: 10
Piotr
06-07-2019 17:15
To prawda. Przyznam, że w moim przypadku minęło dobre kilka lat, zanim pasję udało się zamienić w zawód, ale w końcu wyszło. ;) Nie czuję się w tym wyjątkowy - mało kto może od razu pozwolić sobie na pisanie bez potrzeby utrzymywania etatu, aby zarobić na chleb.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Stowarzyszenie umarłych poetów

Pisanie książki na podstawie filmu? Nie przemawia do mnie taka koncepcja. Muszę przyznać, że od początku byłam negatywnie nastawiona. Ale przecież „S...

zgłoś błąd zgłoś błąd