Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/11252/islandzki-przepis-na-wigilie

Islandzki przepis na Wigilię

20 wartościowy tekst

W Polsce mamy karpia i makowiec, a na Islandii jedną z największych atrakcji świątecznych są książki! 24 grudnia w niektórych domach każdy członek rodziny otrzymuje nową powieść, a reszta wieczoru upływa im na czytaniu. Przyznajcie, czy nie jest to pomysł na idealną Wigilię?

Islandia książkami stoi. W kraju, w którym niemal 100% mieszkańców potrafi czytać i pisać, a na wyspie liczącej 300 tysięcy mieszkańców aż 30 tysięcy określa się jako pisarzy, to właśnie książki odgrywają najważniejszą rolę w świętowaniu Bożego Narodzenia.

Tradycja, która oryginalnie nazywa się Jólabókaflóðið (dla chętnych również sposób wymowy: YO-la-bok-a-flothe), ma różne odmiany. W niektórych domach w ramach prezentów świątecznych wręczane są właśnie książki. W innej części kraju każdy członek rodziny przynosi książkę, która najbardziej przypadła mu do gustu w minionym roku i dzieli się swoimi wrażeniami z pozostałymi gośćmi. Następnie wszyscy kładą książki na jeden stos i wyciągają te tytuły, do których rekomendacje innych najbardziej ich przekonały. Później następuje moment przykrycia się ciepłym kocem i zanurzenia w lekturze.

Tradycja „powodzi książek”, jak inaczej nazywa się Jólabókaflóðið, wywodzi się z czasów drugiej wojny światowej. Choć większość mieszkańców z trudem wiązała wtedy koniec z końcem, to książki nie były drogie i to one stały się głównym prezentem świątecznym.

Dla Islandczyków książki są ważnym tematem rozmów. Na ponad miesiąc przed świętami Islandzkie Stowarzyszenie Wydawców dostarcza do domów mieszkańców bezpłatny katalog, który zawiera spis niemal wszystkich premier kończącego się roku. W 2011 roku stolica Islandii, Reykjavík, została uznana Miastem Literatury UNESCO.

Jak wam się podoba taka czytelnicza tradycja?

Żródło: wysokieobcasy.pl

Zdjęcie: pexels.com

Powiązane treści:
Islandia - kraj książek

Islandia to kraj, w którym książki odgrywają niebagatelną rolę. To wyspiarskie państwo ma największy odsetek pisarzy, a także publikuje się tam i czyta najwięcej książek, w przeliczeniu na jednego mieszkańca.



więcej

Pokaż wszystkie aktualności
Komentarze
Autor:  LubimyCzytać |  wypowiedzi: 23  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 256
marlenap1
20-12-2018 15:31
Pamiętam jedną Wigilię, gdy po wigilijnej kolacji i rozpakowaniu prezentów przyszedł czas na odpoczynek przed Pasterką. Usiadłam wtedy przy choince i zaczytałam się w książce (akurat była to powieść z biblioteki). Pamiętam to jako ciepłą, świąteczną chwilę tylko dla siebie, bo teraz w Wigilię jest nas w domu więcej i nie ma już czasu na takie posiedzenie samemu - jest gwar, rozmowy, śmiechy.
...
Pamiętam jedną Wigilię, gdy po wigilijnej kolacji i rozpakowaniu prezentów przyszedł czas na odpoczynek przed Pasterką. Usiadłam wtedy przy choince i zaczytałam się w książce (akurat była to powieść z biblioteki). Pamiętam to jako ciepłą, świąteczną chwilę tylko dla siebie, bo teraz w Wigilię jest nas w domu więcej i nie ma już czasu na takie posiedzenie samemu - jest gwar, rozmowy, śmiechy.
Ale otrzymywać książki w prezencie - to coś, co lubię, książka zawsze będzie dla mnie najlepszym prezentem.
pokaż więcej
książek: 180
czytelniczka550
20-12-2018 19:10
Mają fajny i ciekawy zwyczaj , ale chyba jednak wolę święta spędzone na rozmowach i żartach z rodziną.
książek: 1667
Renax
23-12-2018 05:38
TO świetny pomysł. Ciekawe czy Islandczyków nie kusi smartfon....
książek: 1347
Monika
23-12-2018 09:50
Coś mi ta nazwa, jólabókaflóðið, nie bardzo pasowała na nazwę jakiegoś tradycyjnego świątecznego zwyczaju. Świąteczna książkowa powódź - bardziej to brzmi jak diagnoza okołoświątecznej sytuacji w księgarniach i innych sklepach, niż jak nazwa jakiejś domowej, rodzinnej tradycji. Zajrzałam do Wikipedii. Niby to samo, co w artykule. Ale polskojęzyczny wpis w Wikipedii powstał ledwie kilka dni... Coś mi ta nazwa, jólabókaflóðið, nie bardzo pasowała na nazwę jakiegoś tradycyjnego świątecznego zwyczaju. Świąteczna książkowa powódź - bardziej to brzmi jak diagnoza okołoświątecznej sytuacji w księgarniach i innych sklepach, niż jak nazwa jakiejś domowej, rodzinnej tradycji. Zajrzałam do Wikipedii. Niby to samo, co w artykule. Ale polskojęzyczny wpis w Wikipedii powstał ledwie kilka dni temu, już po ukazaniu się artykułu w Wysokich Obcasach, do którego zresztą odsyła w przypisach! W dodatku utworzył go użytkownik o nicku będącym nazwiskiem powiązanym z Gazetą Wyborczą (nie podejmuję się śledztwa w sprawie czy jest to ta osoba, ktoś o takim samym nazwisku, czy ktoś tylko posługujący się takim nickiem). Zajrzałam więc na wpis anglojęzyczny i jakoś wcale mnie nie zdziwiło, kiedy przeczytałam, że jólabókaflóðið to przedświąteczny wysyp książek na rynku. To samo potwierdza wersja islandzka, na ile oczywiście byłam ją w stanie zrozumieć, przy niemałej pomocy wujka google'a.
A zatem jólabókaflóðið to nie żadne wspólne czytanie czy rozmowy o książkach, to nawet nie wzajemne obdarowywanie się książkami, ale po prostu zmasowany atak książkowy na rynku prezentowym. Wiąże się to oczywiście z wszystkimi tymi islandzkimi zwyczajami świąteczno-książkowymi, z dawaniem książek, ich czytaniem i dyskutowaniem o nich, bo gdyby nie było popytu, nie byłoby potrzeby zwiększania podaży, ale jednak sama nazwa jólabókaflóðið to nie te Islandczyków wigilijne zabawy z książką, a tylko przedświąteczny dostatek książek, którymi w święta będzie się można zaczytać.
No ale dziennikarze lubią sobie różne zagraniczne (i nie tylko zagraniczne) słowa rozumieć tak, jak im w danym momencie wygodnie, a niekoniecznie tak, jak je rozumieją naturalni tych słów użytkownicy...
pokaż więcej
książek: 1347
Monika
23-12-2018 10:01
Samo dawanie książek w prezencie, nie tylko świątecznym, bardzo mi odpowiada i stale kultywuję takie zwyczaje w mojej rodzinie, ale już zaczytywanie się tymi książkami wtedy, kiedy mamy okazję spotkać się w większym gronie rodzinnym i wspólnie spędzić czas, jakoś niezbyt mi pasuje. No bo jeśli mamy siedzieć każdy z nosem w swojej książce, to po co w ogóle było się spotykać? Mogliśmy sobie te... Samo dawanie książek w prezencie, nie tylko świątecznym, bardzo mi odpowiada i stale kultywuję takie zwyczaje w mojej rodzinie, ale już zaczytywanie się tymi książkami wtedy, kiedy mamy okazję spotkać się w większym gronie rodzinnym i wspólnie spędzić czas, jakoś niezbyt mi pasuje. No bo jeśli mamy siedzieć każdy z nosem w swojej książce, to po co w ogóle było się spotykać? Mogliśmy sobie te książki powysyłać pocztą. Jak już jesteśmy razem, to wypadałoby porozmawiać, a jak potrzeba rozrywki wykraczającej poza rozmowę, to w grupie zdecydowanie lepiej od książek sprawdzają się gry - bo gramy razem, nie każdy sobie, a poza grą wciąż możemy rozmawiać, wymieniać myśli, czego podczas czytania większość z nas chyba sobie nie życzy.
pokaż więcej
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Randka z Hugo Bosym

Kochani tak jak myślałam, styczeń przywitał mnie mnóstwem ciekawych premier. Co prawda „Randka z Hugo Bosym” autorstwa Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, b...

zgłoś błąd zgłoś błąd