Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/11140/gangsterzy-tatuaze-i-wielkie-pieniadze

Gangsterzy, tatuaże i wielkie pieniądze

  wartościowy tekst

Od pozycji szeregowego członka gangu motocyklowego po bossa średniego szczebla w mafijnej rodzinie Inagawa-kai – Makoto Saigō jak mało kto poznał brutalną drogę kariery człowieka współczesnej yakuzy. Jego emocjonująca spowiedź rzuca nowe światło na surowe zasady rządzące japońskim półświatkiem.

Kiedy amerykański dziennikarz Jake Adelstein zadarł z prominentnym członkiem yakuzy, bardzo szybko znalazł się w poważnych tarapatach. Ochrony mógł szukać tylko w tym samym środowisku, które najbardziej mu zagrażało. Z pomocą przyszedł „emerytowany” gangster Makoto „Tsunami” Saigō. Jednak za swoje usługi wyznaczył bardzo konkretną cenę – Adelstein miał spisać jego biografię, a tym samym kronikę ostatnich dziesięcioleci japońskiego świata przestępczego.

Kręte ścieżki nielegalnej kariery Saigō są punktem wyjścia do fascynującej opowieści o potężnej mafii, która przez długie lata wzbudzała na Dalekim Wschodzie mieszaninę strachu i podziwu. Od podszewki poznajemy opartą na pieniądzach i lojalności strukturę yakuzy oraz zwyczaje i tradycje jej członków, w tym dwuznaczny kodeks honorowy zwany ninkyōdō. Jednocześnie dowiadujemy się o nieformalnych powiązaniach yakuzy z politykami, biznesmenami i policją oraz odkrywamy kulisy wymuszeń, przekrętów i kompromitujących afer.

Wielkim atutem Człowieka yakuzy są przy tym barwne, pełnokrwiste postaci. Poza głównym bohaterem, którego biografię czyta się jak najlepszą powieść, poznajemy całą galerię drobnych przestępców, mafijnych bossów i skorumpowanych stróżów prawa. Zaczerpnięte z ich życia historie i anegdoty potrafią powiedzieć o półświatku znacznie więcej niż policyjne raporty czy kroniki kryminalne.

Fragment książki:

„Tatuaże maskują strach”

Saigo był gotów zrobić sobie irezumi, japoński tatuaż, którego nazwa znaczy dosłownie „tusz wprowadzany pod skórę”. Był on dla członka yakuzy tym samym, czym biała koszula i krawat dla japońskiego urzędnika – niezbędnym elementem uniformu.

Wybierając się do studia tatuażu, wiedział już, czego chce: karpia, kwiatu wiśni i smoka. Widział te motywy na ciałach innych yakuza i bardzo mu się spodobały. Nie wiedział prawie nic o ich symbolice. Wiedział tylko, że wyglądają czadowo.

Niektórzy tatuażyści patrzą na mężczyznę, którego ciało mają ozdobić, i sami decydują, jaki tatuaż będzie dla niego najbardziej odpowiedni. Mistrz tatuażu, do którego udał się Saigo, pozwalał klientowi wybierać. Choć tusz używany tradycyjnie do wykonywania japońskich tatuaży jest czarny, po wprowadzeniu pod skórę zmienia barwę na niebieską. Tatuażysta powiedział Saigo, że efekt będzie znacznie lepszy, jeśli zamiast używać jaskrawej czerwieni, wycieniuje sylwetkę karpia różnymi odcieniami błękitu, dodając jedynie plamy koloru. Saigo przyznał mu rację.

Karp to jeden z ulubionych symboli i motywów tatuaży członków yakuzy. To męska ryba. Pływa odważnie pod prąd, pokonując nawet progi rzeczne, a złowiona nie rzuca się rozpaczliwie, lecz leży spokojnie na desce do krojenia, czekając bez lęku na śmierć. Jest rybą o najbardziej stoickim usposobieniu. W języku japońskim nazwa karpia, koi, to homonim słowa „miłość”. Ze względu na tę konotację uważa się go za symbol pomyślności.

Kwiaty wiśni to symbol przemijania, a w pewnym sensie także wyzwolenia od strachu przed śmiercią. Kwitną krótko, a potem więdną i opadają lub zostają strącone przez wiatr. Są więc idealną ilustracją motta „Żyć szybko, umrzeć młodo” – pogodzenia się z faktem, że życie yakuzy może być bardzo krótkie, a śmierć może nadejść w każdej chwili.

Saigo pragnął mieć tradycyjny tatuaż, wykonany nie elektryczną igłą, lecz tępymi szydłami i sumi (chińskim tuszem), w stylu znanym pod nazwą wabori. Jest to prawdopodobnie najbardziej bolesna metoda tatuażu, jaką można wybrać. Barwnik wprowadza się pod skórę za pomocą zestawu grubych igieł o trójkątnych czubkach oraz cienkich dłut. Mistrz, który wykonywał tatuaż Saigo, używał skomplikowanej techniki, żeby delikatnie wycieniować cały rysunek i brutalnej siły, żeby – zgodnie z życzeniem klienta – uzyskać efekt trójwymiarowości łusek karpia na jego plecach.

Saigo chciał, żeby jego tatuaże wyglądały odlotowo, ale nie był przygotowany na straszliwy ból i widok krwi. Czekając na swoją kolej obserwował innych mężczyzn w trakcie tatuowania i stwierdził, że zabieg robi wrażenie nieco bolesnego. Tatuażysta operował głównie w warstwie naskórka klienta, wprowadzając barwnik wzdłuż linii, które naszkicował wcześniej flamastrem. Niektórzy najlepsi mistrzowie nie muszą nawet wykonywać szkicu (Horiyoshi trzeci powiedział kiedyś, że widzi kontur na ciele tak wyraźnie, jakby miał przed sobą dziecięcą kolorowankę.)

Jedną ręką wykonywał nakłucia, drugą natomiast przytrzymywał skórę i nieustannie ścierał wypływającą krew. Cała procedura nie wyglądała na bardziej bolesną od zastrzyku – choć trzeba przyznać, że seria szczepień przeciwko grypie wykonanych jedno po drugim z pewnością nie należy do przyjemności.

Salon tatuażu był dość przestronny, lecz słabo oświetlony i niezbyt czysty. W powietrzu unosił się dziwny zapach. Była to woń krwi pomieszana z zapachem potu, strachu, rdzy, stali, zleżałych niedopałków i czegoś niemal erotycznego, piżmowego. Czasami przed przystąpieniem do pracy mistrz zapalał kadzidełko, lecz aromat drzewa sandałowego nie likwidował licznych woni, a po prostu je dopełniał. W salonie pachniało tak, jakby ktoś otworzył burdel w szatni obok kawiarni. Nie było to miejsce, w którym chciałoby się przebywać dłużej niż to absolutnie konieczne.

Kiedy Saigo położył się na podłodze, mistrz zadał mu dwa pytania. Ile bólu jesteś w stanie znieść? Jak bardzo pragniesz, żeby łuski karpia wyglądały na trójwymiarowe?

Saigo odpowiedział, że jest mężczyzną, że nie lęka się bólu i chce mieć tatuaż, który o tym zaświadczy. Mistrz chrząknął. Proces powstawania tatuażu dzieli się zazwyczaj na cztery etapy. Pierwszy etap to sujibori, rysowanie konturów. Tatuażysta używa do tego narzędzia o ostrym czubku i pigmentu, który wtłacza pod skórę, aby utrwalić w niej linie. Tworzenie konturu polega na wbijaniu igły raz po raz głęboko w skórę. Po nim następuje bokashi, cieniowanie oraz kolorowanie obszarów obrysowanych wcześniej za pomocą igły. Ostatnim etapem jest gakubori, dosłownie „wykopywanie obramienia” – nanoszenie motywu dekoracyjnego wokół zasadniczych elementów tatuażu.

Mistrz chciał uświadomić Saigo, co go czeka w trakcie całego procesu, zaczął więc od łusek karpia i wykonał kilka od początku do końca. Rysowaniu konturów towarzyszyło pieczenie i ból, lecz Saigo ani drgnął, kiedy jednak mistrz przystąpił do bokashi, poczuł ból, jakiego nie doświadczył nigdy wcześniej. Mistrz wbijał igłę tak głęboko, że uderzała w kość; Saigo musiał z całej siły przygryzać policzek, żeby nie krzyczeć. Mistrz wpychał igłę i wtłaczał tusz, a Saigo czuł, jak jego skóra się rozciąga. Jęczał, oblewał się potem, zaciskał pięści. Wytrzymał dziewięćdziesiąt minut i zemdlał tylko raz. Zaledwie na parę sekund.

500 dolarów za dziewięćdziesięciominutową sesję, jedną z wielu, które go czekały w ciągu następnych czterech do pięciu lat. Cena wydawała się całkiem przyzwoita, dopóki nie zastanowił się, ile to będzie w przeliczeniu na centymetr kwadratowy tatuażu. Ale miał to gdzieś. Pieprzyć forsę, dziara była tego warta.

Tamtego wieczoru pojechał do domu i położył się. Skóra w miejscu, gdzie mistrz wytatuował łuski, była obrzmiała i zaczerwieniona. Czuł okropny ból. Mimo to był szczęśliwy. Wkroczył na ścieżkę prawdziwego mężczyzny, który radzi sobie z prawdziwym bólem. Z czasem zaczął zauważać, że tradycyjna metoda tatuowania zniszczyła pory w jego skórze. Jego ciało w miejscach, gdzie znajdowały się tatuaże, było zimne. Kiedy cały proces tatuowania dobiegł końca, temperatura jego ciała obniżyła się już na stałe – czuł się tak, jakby skóra na całym ciele uległa oparzeniu pierwszego stopnia. Prawie się nie pocił i miał trudności z przystosowaniem się do zmian temperatury otoczenia. Bardzo źle znosił chłody i upały; miał wrażenie, że jego organizm jest rozstrojony i nie potrafi się zsynchronizować z temperaturą.

W tamtym okresie nie wybiegał jednak myślą w przyszłość dalej niż o kilka tygodni. Nie miał pojęcia o krzywdzie, jaką sobie wyrządza. Później powie swemu synowi, że tatuaże robią niesamowite wrażenie, ale koniec końców okazują się karą wymierzoną samemu sobie.

Jak dotąd nie przeprowadzono szerzej zakrojonych badań nad szkodliwością tradycyjnej japońskiej metody tatuażu. Oto aktualny stan wiedzy na ten temat: tradycyjna igła do tatuażu przerywa ciągłość naskórka i dociera w głąb skóry właściwej. Prowadzi to do całkowitej i nieodwracalnej likwidacji funkcji ochronnej naskórka, powstania rany oraz wniknięcia barwnika bezpośrednio do skóry właściwej. Sposób gojenia się rany wpływa nie tylko na jakość tatuażu, ale także na funkcjonowanie skóry po zakończeniu procesu gojenia.

Tusz pozostaje pod skórą przez lata, dzięki „oszukiwaniu” złożonego mechanizmu obronnego organizmu. Układ odpornościowy, którego rola polega na wykrywaniu zagrożeń i obronie organizmu przed skutkami ran i urazów, traktuje tusz jako potencjalne źródło infekcji. Reaguje na „atakujący” go barwnik wytwarzając pewne typy komórek, które uczestniczą w procesach gojenia ran, wykrywania oraz niszczenia obcych substancji, martwych komórek i patogenów.

W trakcie gojenia się ran może się tworzyć tkanka bliznowata, która upośledza funkcjonowanie gruczołów potowych. Gruczoły te mogą też zostać uszkodzone na skutek przebicia przez igłę lub szydło. Na każdym centymetrze kwadratowym skóry znajduje się około 100 gruczołów potowych, nic więc dziwnego, że w trakcie tatuowania część z nich ulega zniszczeniu.

Mistrz pozwolił Saigo wybrać rodzaj barwnika, którego miał użyć do wykonania czerwonych partii tatuażu. Mógł się zdecydować na pigment importowany z Ameryki, który był tani i bezpieczny, lecz szybko blakł, albo na sprowadzaną z Niemiec czerwień kadmową, której można używać tylko w niewielkich ilościach, ponieważ jest silnie toksyczna. Barwnik ten jest za to jaśniejszy i znacznie trwalszy. Saigo wybrał trujący pigment. Chciał, żeby łuski jego karpia lśniły żywą czerwienią.

Nawet gdyby zdawał sobie sprawę, że ponosi olbrzymie ryzyko, że robi sobie straszną krzywdę i że kompletny tatuaż będzie go kosztował tyle co najbardziej wypasiony mercedes benz, i tak by się na niego zdecydował. Dlaczego?

Bo tatuaże na ciele Saigo miały służyć uwiecznianiu jego wspinaczki po szczeblach kariery w yakuzie – miały się stać nieusuwalnym i niezmiennym zapisem jego sukcesów, jego dochodów, jego niepowodzeń… i jego lojalności.


Pokaż wszystkie aktualności
Komentarze
Autor:  LubimyCzytać |  wypowiedzi: 1  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 2102
LubimyCzytać
26-11-2018 09:36
Zapraszamy do dyskusji.
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Knox

Kolejny z seksownych drani wpada w sidła uczucia. Tym razem Cooper Knox, seksowny bejsbolista, nie potrafi zapomnieć przygody z piękną Shelby. Poza im...

zgłoś błąd zgłoś błąd